Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

Sally

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przybyła do tego zapomnianego przez Boga zakątka pod koniec jesieni. Odkąd ojczyma-pijaka na śmierć przygniotło drzewo na wyrębie, nic jej już nie wiązało z miejscem, gdzie spędziła krótkie dzieciństwo i pierwsze dziewczęce miłostki. Z pomocą sąsiada, dobrodusznego(choć jak jej ojczym, też nie wylewającego za kołnierz) pana Smitha(czy co drugi Brytyjczyk nazywa się akurat Smith?!)sprzedała resztę skromnego dobytku i uregulowała zaległy czynsz oraz wódczany dług w miejscowym szynku. Ten dług był jedyną rzeczą, jaką pozostawił po sobie w spadku jej nieżyjący opiekun niezłe określenie dla kogoś, kto sam potrzebował opieki, gdy wtaczał się nad ranem do izby z takim trudem, jakby drzwi zwęził jakiś złośliwy cieśla).Chociaż nie...Zostawił po sobie coś jeszcze...Pozostała po nim niechęć do tej zawszonej dziury, zwanej przez bywalców jedynej knajpy w rynku :„City”. Niechęć tak ogromna, że aż namacalna, jakby przyoblekła się w fizyczną postać właściciela szynku, pana Whitelocka, tej wielkiej góry sadła przelewającego się pod skórą napiętą jak bęben w strażackiej orkiestrze. Sally musiała posłuchać wewnętrznego głosu, który nakazywał jej natychmiast i nie zważając na konsekwencje, opuścić osadę nigdy nie myjących się drwali i ich wylęknionych kobiet.

Zanim potężna sosna, niefachowo widać podcięta, skróciła ziemską wędrówkę Jonathana (jak mógł się kiedyś spodobać jej matce?),Sally zdążyła(choć ze sporym trudem) ukończyć miejscowe gimnazjum, a mówiące o tym świadectwo wydawało się jej biletem w dorosłość. Oto była dorosła Musiała być, pomimo swych szesnastu lat i strachu, jakim przejmowała ją myśl o tym, że wszystko spadło nagle na jej głowę, jakby runęło niebo rozkawałkowane siekierą pijanego drwala .Jesień była mglista i nadzwyczaj chłodna, co zwiastowało prędkie nadejście zimy, bardziej mroźnej niż zwykle.

Nikt nie czekał na nią na stacji. Trudno to zresztą było nazwać stacją- wąskotorowa kolejka raz w tygodniu dowoziła tu pocztę, zaopatrzenie dla kilku miejscowych sklepików i nielicznych podróżnych odwiedzających to miejsce, zagubione na mapie.

„Droga Sally! Dowiaduję się o Twojej ciężkiej sytuacji”(wstrętna ciotka, fałszywa jak whiskey rozlewana przez pana Whitelocka w jego podłej knajpie-znała tę sytuację już wcześniej!)”i muszę przyznać, że zadrżało moje stare serce”(nie miała serca! Tego Sally była absolutnie pewna. Drugą rzeczą, równie pewną co ta, były nadciągające mrozy...).”Jak wiesz zapewne, nie utrzymywałam z Twoją matką zbyt zażyłych stosunków, odkąd biedna nieboszczka związała się z tym nieudacznikiem, wstyd własnej siostrze przynosząc i jej dobremu imieniu. Gdy zmarła na suchoty, chodziła za mną myśl, by sprowadzić Cię do siebie, ale nie chciałam toczyć daremnej walki z tym pijaczyną, Twoim, za przeproszeniem, ojczymem .To nie było na moje nerwy. Teraz jednak, by czyste mieć sumienie, zapraszam Cię do siebie. Od pięciu lat jestem sama na tym świecie, a zdrowie już nie to, co kiedyś. Przydasz mi się w obejściu, a głodu przy tym nie zaznasz. Może moja siostra z zaświatów widząc moje dobre serce, zawstydzi się choć po niewczasie...”. Z listem tej mniej więcej treści w jednej z dwóch walizek, wybrała się na spotkanie nieznanego.

Nieznane okazało się maleńką osadą u podnóża góry zwanej przez miejscowych „wzgórzem dziedzica”. Zafrapowało ją to, nie na tyle jednak, by rozpytywać o pochodzenie tej nazwy zaraz po przybyciu. Przez całą drogę, w ostatniej części przebytą w nieogrzewanym wagoniku, w towarzystwie kilku komiwojażerów, rozmyślała o tym, co ją spotka. Bała się, że sobie nie poradzi. Nie pamiętała swej ciotki, znała ją tylko z matczynych, skąpo dozowanych opowieści(brak sympatii pomiędzy siostrami był najwyraźniej obopólny). To, co spamiętała z opowiadań, nie wróżyło jej łatwego życia i kazało przypuszczać, że na każdy okruch chleba czekający na nią w tym odludziu, przyjdzie jej ciężko zapracować...Nie obawiała się pracy fizycznej. Umiała szyć i nieźle gotować (jej ojczym często mlaskał głośno nad talerzem pełnym przygotowanej przez nią strawy i jeśli obdarzył ją niekiedy dobrym słowem, wiedziała że właśnie to uznawał w niej za jedyny przymiot godny pochwały).Utrzymanie niewielkiej izby w nieskazitelnej czystości brała sobie za punkt honoru i nie sprawiało to jej najmniejszego trudu. Wiedziała z całą pewnością dwie rzeczy: to, że w pomarszczonej twarzy swej ciotki próżno przyjdzie jej szukać choćby cienia prawdziwej, bezinteresownej troski, oraz to, że nie sprawi jej zawodu i nie zasłuży sobie na miano „niewdzięcznicy na miarę swej nieboszczki matki”. Choćby miała pół dnia spędzać na kolanach, szorując bez sensu deski zmurszałej podłogi, uczyni wszystko, by nikt nie mógł jej zarzucić że nie umie i nie chce „odwdzięczyć się za okazane serce”. Gdy wypytywała o sklep kolonialny, prowadzony przez ciotkę(po…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sally — czytnik · opowiadania