Romans · 5 min czytania
Sama jeszcze niewiem (cz.2)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I stało się to czego się nie spodziewała. Tak, przespała się z najlepszym kumplem swojego chłopaka. Siedziała na kraju łóżka,to samo łóżko na którym przed paroma minutami dokonała zdrady, największej zdrady w swoim życiu. Chowała twarz w dłoniach. Nikogo już niechciała widzieć. Nikogo... Nawet siebie... Radek leżał w łóżku i niespuszczał z niej wzorku. Milczeli. Wiedział, że źle zrobił. Wyżuty sumienia targały nim niemiłosiernie. -Boże! Co ja zrobiłem! -krzyczał w myslach. Niestety czasu nie da się cofnąć. Przysunął się do niej. Objął ją ramieniem. Wyrwała się. Stanęła na wprost niego. -Nie dotykaj mnie już nigdy! Rozumiesz! Nigdy! -wrzeszczała. -Sylwia... -wyszeptał opuszczając głowę -Wybacz. -zdołał tylko tyle powiedzieć. -Marcin się nie może o tym dowiedzieć! -mówiła chodząc niespokojnie po pokoju i nierwowo zaciskając dłonie. -Słyszysz!? -wyrwała go z letargu myśli. -Tak, nie może. -wypowiedział boleśnie -Pamiętaj, między nami nic nie zaszło! -mówiła to chociaż co innego myślała. Zdawała sobie sprawę, że nie bedzie już nigdy tak jak wcześniej. -Teraz stąd wyjdziemy. -układała skrzętnie plan, który pomógłby wszystko zamaskować. -Gdy Marcin się zapyta gdzie byliśmy odpowiesz, że odprowadzałeś mnie do ubikacji, bo źle się czułam. Radek nic nie powiedział. -Słyszysz co do Ciebie mówię!? -Tak, oczywiście. -Boże, żeby tylko się udało. Wyszli z pokoju. Sylwia szła przed Radkiem. Kiedy zbliżali się do baru zwolniła. Marcin wyszedł im naprzeciw. -Kochanie, gdzie byłaś tyle czasu? Martwiłem się o Ciebie. -Odprowadziłem ją do łazienki. Źle sie poczuła. To chyba te piwa tak na nią podziałały. -powiedział przechodząc obok nich Radek. -Kotku? Ale chyba się już lepiej czujesz?? -spytał -Nie bardzo. Chyba mi coś zaszkodziło. Marcin objął ją czule i poprowadził w stronę baru. -Kochanie może chcesz jechać do domu? -Marcin, to było by najlepsze rozwiązanie. Wybacz mi. -powiedziała z żalem. -Ależ Kochanie. -pocałował ją w czoło. -Nara. -pożegnał się z kolegami i prowadząc Sylwię za rękę skierował się do wyjścia. -Marcin... -zaczęła smutnie -Wiesz kocham Cię. -wyznała mu to pierwszy raz po dwóch miesiącach. DOtarło w końcu do niej, że tylko jego kocha. I tylko z nim będzie szczęśliwa. -Sylwuś ja to wiem. -uśmiechnął się otwierając drzwi od samochodu. Wsiadła. Całą drogę milczała. Podjechał pod swoje mieszkanie, które dostał od rodziców w pierwszym dniu studiów. -Jesteśmy na miejscu. -Przecież to jest Twoje mieszkanie. Nie mój dom. -Tak, wiem.…