Inne · 10 min czytania
Sama pośród ludzi
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Natalia powoli położyła czerwoną różę na stosie wiązanek. Zapaliła mały znicz i postawiła go obok wielu innych. Wreszcie w jej oczach pojawiły się łzy, tak długo powstrzymywane. Spojrzała w stronę oddalających się ludzi, teraz niewyraźnych, zlewających się ze sobą plam. Oni- rodzina, znajomi ze szkoły, obcy ludzie – oni nie mogli zobaczyć, jak płacze. Trzeba robić pozory, udawać, że nic to człowieka nie obchodzi, że jest się silnym i odpornym- w przeciwnym razie, jeśli zobaczą, że jesteś słaby- zniszczą cię. Ale on był innym człowiekiem- on, jej ojciec. Uczciwie zarabiał na życie. Nie robił ludziom na złość. Nie osądzał po pozorach. Był po prostu szczęśliwym człowiekiem, spełnionym, bez mrocznych sekretów czy układów z mafią. Nie popełniał także drobnych przekrętów, nie kłamał- był uczciwszy niż przeciętny człowiek, który następnego dnia zapomina o swej wczorajszej nieuczciwości i czyni znowu to samo. O nie- dla Jarosława, ojca Natalii, oszustwo- nawet drobne, byłoby utratą honoru, a on uważał to za swój majątek. Starał się także prowadzić zdrowy tryb życia. Codziennie przebiegał dwa kilometry dla kondycji, a także przez wymagania w jego pracy- był policjantem. Pił okazjonalnie. Nie palił. Natalia nie pamięta, kiedy ostatnio był przeziębiony. Do lekarza chodził jedynie na badania okresowe. Więc spytacie: dlaczego teraz leży w grobie? Otóż, za ingerencją przestępcy, który go postrzelił w pościgu i zdołał uciec. Jeżeli zostanie złapany, to grozi mu dożywocie. Ale Natalię nic to nie obchodziło. Bo czy kara dla tamtego człowieka odda życie jej ojcu, który musiał cierpieć jeszcze dwa dni, podczas których był podłączony do masy różnych urządzeń, mających zadanie utrzymać go przy życiu jak długo się dało? Jej matka była przy nim, gdy odchodził. Musiała, och, musiała jej to opowiadać- że był wtedy przytomny, że odchodził długo i boleśnie, że przy ostatniej chwili poruszył jeszcze ustami, jakby mówił „kocham cię”. Bo to była prawda: ojciec w jej matkę był wpatrzony jak w obrazek. Szkoda, że nie było tak samo w drugą stronę. W archiwum Gadu-Gadu było dużo sprośnych rozmów jej z pewnym niewinnie brzmiącym kontaktem „Paweł praca”. Poza tym, często wychodziła wieczorami, kiedy tata oglądał mecz, lub wyjeżdżał w delegacje. Rzekomo „do koleżanki”, ale Natalia wiedziała, jak ubiera się do koleżanki. A strój, jaki w tamte dni zakładała, daleki był od startych dżinsów, luźnego T-shirtu i trampek. Bardzo, bardzo dalekie. Ten świat jest okrutny, pomyślała Natalia, ociągając się z odejściem od grobu. Mimo że siarczysty mróz szczypał jej policzki, nadal nie chciała opuścić taty. Nie chciała zostawiać go samego, szczelnie zamkniętego w trumnie, w grobie, pod warstwą śniegu, która regularnie będzie się powiększała. W końcu jednak dotknęła ostatni raz wygrawerowanego imienia jej ojca, odwróciła się i poszła w stronę bramy. Gdy wychodziła, nie spoglądając już na grób,wyszeptała: -Kochałam cię, tato, i zawsze będę. Rozdział 1 Piętnasty grudnia. Właśnie mijał rok od dnia śmierci jej ojca. Natalia siedziała po turecku na łóżku i oglądała zdjęcie zrobione dziesięć lat temu przez jej matkę, które zawsze stało na szafce nocnej obok jej głowy. Na fotografii trzymała się uszu ojca i siedziała mu na ramionach, z potarganymi rudymi włosami, zaróżowionymi policzkami pełnymi uroczych piegów i szerokim uśmiechem. Wokół nich tańczyły liście, niesione jesiennym wiatrem. Kilka z nich zaplątało się w jej niedokładny kucyk, jednak ona nie zwracała na to uwagi. Miała rozpięty sweter i widać było różową bluzeczkę, którą oddała wieki temu do Domu Opieki Społecznej. Jak bardzo zmieniła się od tamtej chwili? Charakterem - nie do poznania. Wciąż jednak wyglądała jak co najwyżej dwunastoletnia dziewczynka. Intensywnie rude, niemal pomarańczowe włosy sięgające łopatek, blada cera, może trochę mniej widoczne piegi niż dziesięć lat temu, zadziorny nosek i małe usta. Duże, piwne oczy. 159 centymetrów wzrostu, szczupła, praktycznie brak piersi. Za każdym razem, gdy szła do kina na horror, musiała pokazywać legitymację by udowodnić, że rzeczywiście ma 16 lat. Pamiętała dokładnie ten dzień, w którym zdjęcie zostało zrobione: ojciec dostał awans. Mogła przypomnieć sobie ze wszystkimi szczegółami, jak otworzył drzwi z szerokim uśmiechem, a do domu wpadło kilka promieni zdradliwego, jesiennego słońca i lekki chłód. Jak wziął ją na ręce, pocałował i zatańczył taniec radości. Zdezorientowana dziewczynka cieszyła się, choć nie wiedziała z czego. Następnie podszedł do jej matki, położył jej ręce na ramionach i powiedział, nagle pełen powagi: -Kochanie, twój mąż właśnie awansował i jest teraz podinspektorem. Już nie będziemy żyć od…