Rodzina · 6 min czytania
Samo życie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Samo życie
- cześć dziewczyno - usłyszałam za plecami, niechętnie odwróciłam głowę. Nie miałam ochoty na kiepski podryw, a jeszcze mniej na rozmowę ktokolwiek by to nie był. Ale … - ten, którego zobaczyłam był ucieleśnieniem moich marzeń, niespecjalnie wysoki, niezbyt ładny, niekoniecznie przystojny, jednak miał w sobie to coś, co nie pozwoliło mi zamknąć ust z zachwytu. Nie umiałam się zachować, nagle miałam zbyt dużo rąk, z którymi nie wiadomo, co zrobić, język zwykle bardzo giętki i wyostrzony teraz stanął kołkiem, a oczy - kurczę, zaczęłam się obawiać, że wyskoczą mi z oczodołów. Chłopak, który mnie zaczepił zaczął się lekko uśmiechać, chyba zdał sobie sprawę z tego, co ja czuję patrząc na niego. - cześć - powtórzył, a ja w jego oczach zobaczyłam małe, złośliwe iskierki i nagle odzyskałam mowę. - cześć - odparłam - co cię tak bawi, tylko nie mów, że ja, bo to będzie bolało. Nagle oboje zaczęliśmy się radośnie śmiać i wszystko wokół pojaśniało. Mój autobus już dawno odjechał, jego chyba też, bo na przystanku nikogo nie było. - mam na imię Mateusz, a ty ? - zapytał - Paulina, ale wszyscy mówią na mnie Pola, właściwie nie wiem dlaczego - - ja chyba wolę Paula - powiedział - chodź, zaprowadzę cię tam gdzie miałaś pojechać, to chyba moja wina, że autobus ci odjechał.
Szliśmy jakiś czas milcząc, nawet nie wiedziałam, kiedy złapał mnie za rękę, ale nie broniłam się , to było bardzo miłe uczucie. Tak zaczęła się nasza miłość, utonęłam bardzo szybko, on zresztą też. Zaczęliśmy się spotykać dzień w dzień i niewiele czasu minęło jak postanowiliśmy wyjechać na kilka dni, aby być tak naprawdę razem. Moja mama nie była specjalnie zachwycona, ale przecież już dość dawno ukończyłam 18 wiosen.
Pojechaliśmy do pięknego pensjonatu z okien, którego widać było zakole dzikiej, nie dotkniętej cywilizacją rzeki. Patrzyłam na nią zachwycona i myślałam o tym, co za chwilę mnie czeka. Nie wiedziałam jak to jest być z mężczyzną, ale nie bałam się, raczej znowu nie wiedziałam jak się zachować. Kiedy tak stałam przy oknie, Mateusz, zaczął delikatnie gładzić moje włosy, zaczął lekko całować moje ramiona i nagle te nieśmiałe pieszczoty spowodowały, że poczułam ogromną siłę pożądania. Tego dnia i tej nocy kochaliśmy się kilka razy, najpierw szybko jakbyśmy się bali, że nie zdążymy, a później coraz wolniej i spokojniej, aby się sobą nacieszyć. Tych kilka dni spędzonych razem, umocniło naszą miłość, już wiedzieliśmy niedługo ślub i wesele.
Minęło kilka lat, urodziło się troje naszych dzieci, zmarła moja mama, odeszli też rodzice Mateusza, my jednak nadal