Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Zbrodnia · 6 min czytania

Samobójca

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Samobójca

Stał na gzymsie bloku. Nogawką zahaczył o wystajacy z rynny kawałek jakiegoś żelaznego drutu.Stał na gzymsie bloku. Zachwiał się, ale zdołał utrzymać równowagę.

-Uwaga, one chce skoczyć! - krzyknął ktoś z dołu. -Niech ktoś zadzwoni po policję, po straż!

Te słowa nawet do niego nie dotarły. Na wysokości 15 piętra trudno było dosłyszeć krzyk dochodzący z dołu. Spojrzał na swoje spodnie. Były brudne. Całe w smole od chodzenia na czworaka, po rozgrzanym i pokrytym papą dachu budynku. Było strasznie gorąco. Jak u Bułhakowa - pomyślał student, który piętnaście pięter niżej, nie mógł wypić zimnego napoju, bo w barku „Zimne napoje, lody, słodycze” zepsuła się właśnie lodówka. Tłum ludzi, który zdążył już zebrać się na dole wrzał. Był wśród tych ludzi człowiek, który nie wiedzieć czemu jakoś wcale nie przejmował się losem bliźniego stojącego 35 m nad ruchliwą ulicą, który mógł w każdej chwili skoczyć i zginąć. Był to niski, ubrany na czarno człowieczek z czarną bródką i teraz z zaciekawieniem przeglądał się zachowaniu zbiorowiska. Reszta rozgorączkowanego tłumu była właśnie skutecznie rozprowadzana po scenie przez policję i strażaków. Syreny karetki pogotowia były słyszalne już zza zakrętu. Człowiek na dachu spojrzał w dół. – Ciekawe co tam na dole się dzieje – pomyślał. Straszne myśli przeszyły go na wylot. Zachwiał się kolejny raz, ale ze spokojem złapał się dachu i zawisł nad ziemią jakby był przywiązany niewidzialna linką. Z dołu dał się słyszeć przeraźliwy jęk. Serca publiczności na moment stanęły. Starszej pani, która wyszła na krótki spacer z psem, zapłonęły oczy. Przypomniała sobie o śmierci ojca, który spadł z dachu jej rodzinnego domu. Zaczęła się modlić. Na sam środek wyszedł tęgi policjant i zaczął krzyczeć do człowieka na dachu.

– Panie, złaź pan stamtąd, nie strasz ludzi. No, mówię, złaź. Nie ma sensu skakać, popatrz pan jaki świat wkoło piękny!

Ale człowiek go nie słyszał. Otarł pot z czoła, umazaną w sadzy ręką i rozejrzał się wkoło. Nad miastem wznosiła się szara chmura kurzu i dymu.

-Tutaj jest pan psycholog, mówi, że panu pomoże, że przyjmie za pół ceny, nie policzy za pierwszą godzinę, że okazyjnie, złaź pan – krzyczał policjant – chyba się pan nie zabijesz w taki piękny dzień. Tutaj ksiądz na dole mówi, że to grzechem jest sobie życie odbierać, że to dusza w ręce szatana pójdzie – niski czarny człowieczek uśmiechał się - i że... że jak to ksiądz mówił? –Że Bogu takie zachowanie się nie podoba – powiedział ksiądz. – …że Bogu takie zachowanie nie podoba się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%