Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 23 min czytania

Samotna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Igor wspinał się na ósme piętro w obu rękach trzymając reklamówki z zakupami. Mógł wsiąść do windy, ale wolał wybrać dłuższą drogę i w tym czasie przygotować się na spotkanie z nieznajomą kobietą. Żałował teraz, że zgodził się wyświadczyć siostrze przysługę i odwiedzić jakąś jej niepełnosprawną podopieczną i przyjaciółkę. Majce udało się dostać na wymianę i wyjechała na trzy miesiące do Niemiec, zostawiając go z tym niecodziennym zobowiązaniem. Igor nigdy nie miał głowy do takich rzeczy i zgodził się bardzo niechętnie. Teraz żałował, że nie słuchał siostry jak opowiadała o dziewczynie, którą miał odwiedzić, ale ileż można słuchać radosnego trajkotania rozentuzjazmowanej dziewiętnastolatki. Poza adresem i listą zakupów nie wiedział niczego.

Chciał to jak najszybciej załatwić i jechać do domu. Zapukał do drzwi. Cisza. Chwycił za klamkę zgodnie z instrukcjami zostawionymi przez siostrę, przynajmniej tyle zapamiętał. Przedpokój był malutki, ale z prawej strony otwierała się przestrzeń dużego salonu. Widać było, że ściana dzieląca go z korytarzem została usunięta.

- Cześć, jestem Igor – powiedział i poczuł się jak idiota. Dziewczyna siedząca przy biurku odwróciła się w jego stronę. Była wysoka, ale drobna, zwłaszcza w tym wielkim… wózku inwalidzkim. Za późno zdawał sobie sprawę, że stoi w drzwiach jak kretyn z mało inteligentnym wyrazem twarzy. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Cała sytuacja wydała mu się nagle nierzeczywista.

Maja byłaby z niego dumna. Ledwie dotarły do niego słowa, że może zostawić zakupy w kuchni. Dziewczyna, od której z trudem oderwał wzrok była bardzo ładna, chociaż wrażenie, które na nim wywarła mogło być spowodowane tym, że nie wiedział czego się spodziewać. Podopieczna wolontariatu raczej nie kojarzyła mu się z dziewczyną o porcelanowej cerze i burzy czarnych, spadających falami na plecy włosów. Nawet się nie uśmiechnęła, zresztą jego zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Zanim się otrząsnął i wycofał do kuchni, zauważył jej śliczne, brązowe oczy, jednak jeśli wierzyć obiegowemu stwierdzeniu, że oczy są zwierciadłem duszy, to Iza musiała być bardzo smutną osobą.

Jak spod ziemi wyrosły mu pod nogami dwa kocury. Jeden był łaciaty, a drugi rudy. Rozejrzał się i zauważył puste miseczki. Obok stało pudełko z sucha karmą, więc nasypał trochę kotom i poszedł do pokoju. - Widzę, że już dałeś się sterroryzować Misi i Filkowi – powiedziała bardziej w powietrze niż do niego. - Mogę ci jeszcze w czymś pomóc? – zapytał. - Nie, poradzę sobie. Dziękuję za fatygę. Od razu wyczuł chłód i zdystansowanie, poczuł się nieswojo. Chciał uciec. Zganił się w myślach za tak szczeniackie podejście, już dawno nie był dzieckiem, miał dwadzieścia siedem lat, a jednak dziewczyna na wózku onieśmielała go. Nie chodziło jednak o jej niepełnosprawność, a o pustkę w ciemnych oczach. Odprawiła go jak służącego, cieszył się, że nie dostał napiwku na drogę. Zadzwonił do siostry i został zbesztany za szczeniackie zachowanie. - Iza nie ma nikogo, pięć lat temu straciła rodziców i brata w wypadku, a sama została ciężko ranna. Gdybyś mnie czasami słuchał, to byś wiedział. Wiem, że nie masz na to ochoty, ale daj jej trochę czasu. Zrobisz coś dobrego dla innego człowieka. Oczami wyobraźni zobaczył szelmowski uśmiech na twarzy Majki, której był kompletnym przeciwieństwem. Ona najchętniej naprawiałaby świat, a jemu wystarczała dobrze płatna praca, dająca mu pełną niezależność i możliwość spełniania własnych zachcianek. - Jeśli nie zmieni mnie w bryłę lodu, to jeszcze się odezwę i obiecuje ci, że się odegram. - Też cię kocham. Pa.

Igro wściekły na siebie i na cały świat wrócił do mieszkania i poświęcił resztę wieczoru na przejście najnowszej części Residenta. Na jego nieszczęście, następnego dnia w pracy niewiele się działo, więc natrętnie nawiedzało go wspomnienie wczorajszej wizyty u Izy. Zostawił po sobie nienajlepsze wrażenie i trochę go to irytowało. Postanowił zadzwonić, potem się rozmyślił i tak jeszcze dwadzieścia razy zanim wybiła szesnasta. Wracając do domu w końcu podjął decyzje i wszedł do marketu. Wybrał dobre, czerwone wino, dużą czekoladę z orzechami i puszkę dla kotów. „Przynajmniej one mnie polubią” pomyślał wrzucając zakupy do samochodu. Zaparkował samochód na tyle daleko od bloku Izy, żeby mógł się po drodze rozmyślić.

„Ona na pewno nie czeka na moją wizytę, jeszcze weźmie mnie za natręta. Przecież nie mogę jej tak po prostu poderwać, po pierwsze ona taka nie jest, a po drugie Majka mnie zabije. No to co ja właściwie robię?” bijąc się z własnymi myślami wdrapał się na szóste piętro i stanął przed drzwiami jej mieszkania. Miał klucze, ale wolał zapukać, chociaż z drugiej strony nie mógł czekać aż mu otworzy. W końcu zadzwonił, a kiedy usłyszał „proszę” wszedł. Iza znowu siedziała przy biurku i coś pisała. Obdarzyła go pytającym spojrzeniem.

- Chciałem się zrehabilitować za wczoraj. Mam nadzieję, że to przyjmiesz. - Moje koty już cie polubiły, a jak im dasz tę puszkę, to się potem od nich nie opędzisz, więc ostrzegam, że robisz to na własne ryzyko. W normalnej sytuacji uznałby to za żart, ale Iza się nie uśmiechała. - W kuchni są kieliszki. Znajdziesz. Dał kotom konserwę i przez chwilę przyglądał się jak pałaszują, aż w końcu zabrał się za poszukiwanie kieliszków i korkociągu. - Dzięki. Siadaj. Nie krepuj się. – Odwróciła się w jego stronę, upiła łyk wina i odstawiła lampkę na stół. Dzień był gorący. Miała na sobie krótkie spodenki i czarny t-shirt. Igor przelotnie spojrzał na jej nogi. Były długie, ale nienaturalnie chude. Musiała mieć przynajmniej metr siedemdziesiąt, oszacował i uśmiechnął się zdając sobie sprawę z własnej głupoty. - Majka już zrobiła wywiad? - Tak, dzwoniła wczoraj. Nie musisz się za nic rehabilitować. Mnie też nie odpowiada ta sytuacja, ale musiałam jej ulec, bo nie dałaby mi spokoju. - To samo ze mną – roześmiał się. – Ale skoro już nas do tego zmusiła, to może spróbujemy?

Po butelce wina i wieczorze spędzonym na w miarę swobodnej rozmowie Igor stwierdził, że jego wczorajsza opinia była mocno krzywdząca. Iza nie była lodowatą Królową Śniegu, jak zdążył ją sobie wyobrazić, była po prostu smutna i samotna. Majka była jedyną osobą, która ją odwiedzała.

Igorowi udało się zatrzeć niekorzystne pierwsze wrażenie i spędził przyjemny wieczór. Pierwsze lody zostały przełamane i teraz było mu łatwiej odwiedzać Izę. Robił jej zakupy, przynosił pocztę, pomagał w sprawach domowych, z którymi sobie nie radziła, obiecał nawet pomalować balkon. Raz czy dwa spędzili wieczór oglądając film na DVD i jedząc przygotowane przez niego spaghetti.

Nie potrafił skłonić jej do uśmiechu, ale stwierdził, że nic na siłę. Iza lubiła spędzane wspólnie wieczory, chociaż się do tego nie przyznawała. Za wszelką cenę starała się trzymać go na dystans. Był to pierwszym mężczyzna w jej życiu od czasu wypadku. Wtedy cały jej świat legł w gruzach. Straciła tych, których najbardziej kochała i stała się zależna od innych. Nie poddała się, przeszła nieudaną operację kręgosłupa, długą rehabilitację. Sprzedała dom, samochód, dostała odszkodowanie i pieniądze z polisy na życie. Firmę rodziców musiała zlikwidować, co mogła to sprzedała. Mogła wtedy kupić mieszkanie, dokończyć eksternistycznie studia i odizolować się od świata. Po studiach dostała pracę jako korektor tekstów literackich w dość dużym wydawnictwie. Pracowała, a nie musiała wychodzić z domu. Pisała też artykuły do gazet, więc na brak zajęć nie narzekała. Przygarnęła dwa koty, żeby mieć z kim rozmawiać i pogrążyła się we własnej samotności.

Jednak świat o niej nie zapomniał. Lekarz, który opiekował się nią po wypadku, polubił ją i odwiedzał co jakiś czas, przy okazji starając się namówić ją na kolejny zabieg. Jedyne co udało mu się osiągnąć, to zgoda Izy na wizyty dziewczyny z wolontariatu. Długo ją namawiał, aż w końcu się udało. Miał już wtedy na oku żywiołową i otwartą Maję.

Po trzech latach znajomości można je było nazwać przyjaciółkami. Teraz okazało się, że Maja ma starszego brata, który też jest całkiem sympatyczny, a w dodatku przystojny. Po kilku tygodniach wieczorne wizyty u Izy stały się dla Igora rytuałem. Było to zdecydowanie przyjemniejsze niż spędzać je z piwem przed telewizorem albo konsolą. Pewnego popołudnia przeżył szok, kiedy wszedł do mieszkania Izy i zobaczył pusty wózek. Przed oczami od razu przesunęło mu się milion czarnych scenariuszy.

- Jestem w kuchni! – usłyszał. Podszedł do drzwi i zobaczył Izę przygotowującą pizzę na kolację. Stanął jak wryty, nie wiedział, że może chodzić. Spojrzała na niego i po raz pierwszy się roześmiała. - Żałuj, że nie widzisz swojej miny. To jest bezcenne. Nigdy nie pytałeś – odpowiedziała widząc, jego zdziwienie. Nie pytał. Uznał, że nie powinien. - A teraz, skoro tu już jesteś, to pomóż mi. Wsunął blaszkę z pizzą do piekarnika i wyjął piwo z lodówki. Iza o kulach podeszła do wózka i usiadła. - Nie jestem całkowicie sparaliżowana. Mam uszkodzony kręgosłup. Przejście od lodówki do piekarnika to akurat odległość jaką mogę pokonać , ale uwierz mi, strasznie boli. Po wypadku miałam operację, mieli mnie uzdrowić, ale przeszłam piekło, bo niestety im się nie udało. Potem zgodziłam się już tylko na jedną operację, która miała naprawić, to co spieprzyli. Naprawili. Mogę utrzymać się na nogach. Większego cudu nie potrzebuję, chociaż twierdzą, że mogą mnie wyleczyć. - Może warto spróbować? - Ale mnie odpowiada takie życie. Nie mam ochoty ponosić dodatkowego ryzyka. Przy operacjach kręgosłupa jest pięćdziesiąt procent szans, że im się uda, a jeśli się nie uda, to nie ma gwarancji, że będzie tak jak wcześniej, może być gorzej. Ja coś takiego przeszłam, więcej nie chcę. Igor, nie mam nikogo, straciłam najbliższych, z natury nie jestem towarzyską osobą, nigdy nie byłam. Mam zaryzykować operację, która może się nie udać, a potem co?

Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. W słowach Izy było tyle chłodnej rozwagi, że nie potrafił nie przyznać jej racji. Sam po śmierci babci przeprowadził się do jej mieszkania i pracował dorywczo, żeby uniezależnić się od rodziców. Chciał sam o sobie decydować i takie życie, jakie teraz wiódł, w pełni mu odpowiadało.

Nie mógł powiedzieć, że spotykał się z Izą. Odwiedzał ją. To była specyficzna znajomość, ale i tak Iza była kobietą, z którą spędzał więcej czasu niż z jakąkolwiek, którą znał do tej pory. Poza Mają. Siostra by go zabiła, gdyby wykonał jeden fałszywy ruch w stosunku do Izy. Ostatnio coraz częściej łapał się jednak na tym, że przywoływał w myślach jej twarz. Była inteligentna, bystra, odcięła się od świata, ale nie przestała się nim interesować. Chciałby się nią zaopiekować, ale wiedział, że na to nie pozwoli.

Któregoś dnia miał wolne i wpadł wcześniej. Zastał ją opalająca się w promieniach południowego słońca. Miała na sobie dwuczęściowy, czarny kostium. Na szóstym piętrze nikt jej nie podglądał. Usiadł obok. Jeszcze nie zdarzyło mu się wygrzewać bezczynnie w słońcu. Nawet kiedy wyjeżdżał na wakacje, to z trudem wytrzymywał na plaży. Teraz zdjął koszulkę, przymknął oczy i oddał się błogiemu nicnierobieniu. Słoneczko przyjemnie przygrzewało, przestał myśleć o pracy, o siostrze, która go skrupulatnie kontrolowała, o samochodzie, który musiał odstawić do warsztatu i mamie, która domagała się od dwudziestosiedmioletniego syna synowej. Bliskość Izy wprawiała go w błogi nastrój. Nie mógł oprzeć się pokusie i zerknął na jej błyszczące od olejku ciało. Zobaczył kilka blizn…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Samotna — czytnik · opowiadania