Filozofia · 6 min czytania
SAMOTNOŚĆ
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
SAMOTNOŚĆ
Człowiek i Samotność
Człowiek prawie nie wychodził ze swego mieszkania. Nie było potrzeby. Jeżeli nie zapomniał zjeść swoich skromnych zapasów, to było trzeba pójść do sklepiku w sąsiedztwie i uzupełnić nader skromne wyposażenie obszernej spiżarni, całej obrośniętej pajęczynami i warstwą kurzu poza jedynym użytkowanym kącikiem. Sklepowa znała już tego klienta czyniącego wciąż te same nieciekawe zakupy: ćwiartka chleba, kostka margaryny, kilka jaj, trochę sera i mleka. Nosił ciągle to samo ubranie, wytarte na łokciach i postrzępionych już trochę rękawach oraz mocno za obszerne. Było to jego ubranie ślubne, które włożył w dzień pogrzebu swojej niebożki żony i już zapomniał lub nie chciał zmienić na inne. Do pracy przestał chodzić. Jaki to miało sens wracać z pracy, kiedy nikt na niego nie czekał, nie przywitał go dobrym słowem i ciepłą strawą... Skromna emerytura wystarczała na więcej niż skromną wegetację. Niewykorzystane pieniądze jak bezwartościowe świstki papieru leżały tu i ówdzie na staroświeckim kredensie pomieszane z pożółkłymi starymi kwitami za prąd i gaz oraz innymi rupieciami. Człowiek żył zamknięty w sobie i w swym mieszkaniu a z nim żyła jego Samotność. Nie było im z tym ani dobrze, ani źle. Tak musiało bowiem być. Tylko Samotność mogła wypełnić puste miejsce po Tej, która odeszła. Z jego życia i z tego mieszkania.
Człowiek, Samotność i Pies
Człowiek nie wiedział, skąd się nagle wziął w mieszkaniu Pies. Całkiem mały Pies. Prawdziwy, żywy. Nawet trochę zaskomlił. Człowiek nie patrzył na Psa, nie widział go, nie chciał go widzieć. Lecz nie był żadnym zwyrodnialcem by wyrzucać na deszcz mokre szczenię. Ty właściwie nie istniejesz, bo ja cię neguję. Nie ma cię - dla mnie. Nie ma tu dla ciebie miejsca, jest tylko moja Samotność i ja. Nie przyjmuję cię do wiadomości. Człowiek zgasił światło i położył się spać. Przy progu siedział skulony mały zmoknięty Pies. Patrzył czarnymi oczkami-paciorkami w głąb pokoju. Lecz nie widział Człowieka. Widział jego Samotność. Sen zstąpił na Człowieka i Psa. Samotność w nim nie brała udziału. Był to dobry sen. Przed Psem dymiła miska pełna ciepłego mleka. Czarne oczki-paciorki wilgotno patrzyły na rękę trzymającą miskę, ciepły różowy języczek sumiennie wylizał miskę a następnie trzymającą ją rękę. Człowiek ponownie nalał ciepłego mleka do miski, aż parowała. Pies ponownie wylizał miskę i ciepłym różowym języczkiem polizał rękę trzymającą miskę. Czarne paciorki oczu małego Psa były wilgotne jak jego czarny nos. Wiadomo, zdrowe psy mają wilgotne nosy. To był dobry, zdrowy Pies. Tak minął dzień i noc. Gdy się Człowiek zbudził, zobaczył małego Psa zwiniętego w puszysty kłębek na swojej kołdrze u swoich nóg. To już nie był mokry biedny Pies. To był dobry, zdrowy Pies z suchą lśniącą…