Podróże · 7 min czytania
samotność
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tym razem jechałem pociągiem, było dobre połączenie z K. Ponad to hotel był blisko dworca. Pochodził ze starych, dobrych czasów , kiedy to zamieszkiwali go pracownicy zjednoczeń na delegacjach, cinkciarze, walutowe kurwy i różne szemrane towarzystwo. Zużyte meble z płyty wiórowej oraz poprzecierane, czerwone chodniczki nie wróżyły nic dobrego. W recepcji dowiedziałem się, że dostanę kolację ...jak mnie wpuszczą. Wpuścili, Bogu dzięki. Sala restauracyjna była pełna ludzi. Zajmowali oni stoliki wzdłuż ścian, środek był wolny. Chcąc nie chcąc zająłem centralne miejsce w sali. Rzuciłem okiem na gości restauracji. Było ich wyjątkowo dużo, przeważali ludzie w wieku dojrzałym. Podeszła kelnerka, zamówiłem kolację. Czekając, rozłożyłem gazetę i popijałem piwo. Nagle zaczęła głośno grać muzyka. Na parkiecie pojawiły się pary. Dość wiekowe. Panie w kreacjach wybitnie wieczorowych z odsłoniętymi ramionami i głębokimi dekoltami. Panowie w garniturach. Podczas gdy partnerki tańczyły się w takt przeboju, eksponując swe wdzięki i zaglądając w oczy, panowie tuptali w miejscu ledwo dotrzymując im kroku. Pojawiło się też kilka młodszych par wtapiając się w starszy tłum. Poobserwowawszy jakiś czas zabawę na parkiecie, zająłem się gazetą. Po chwili poczułem spojrzenia skupione na sobie. Podniosłem wzrok i dostrzegłem kilka pań wpatrzonych we mnie zza jednego stolika. Odruchowo przeczesałem palcami włosy i wyprostowałem się na krześle. No nie jest jeszcze tak źle... Zacząłem się rozglądać. Obok mnie starszy gość w garniturze popija herbatę, noga na nogę, bokiem do sali, nieobecny. Nagle podejmuje decyzję: gwałtownym ruchem przywołuje kelnerkę, zamawia, wypija dwie setki, zdejmuje marynarkę i z jakąś determinacją rusza na parkiet. W innym kącie rozochocony dżentelmen próbuje porwać do tańca wyraźnie młodszą panią, ale spotyka się ze stanowczą odmową. Niezrażony wędruje do następnego stolika. Atmosfera jak na wieczorku tanecznym turnusu sanatoryjnego. Cztery panie w wieku różnym nadal się mną interesują. Zachowują się przy tym jak nastolatki: chichoczą nerwowo, mówią sobie coś do ucha, popatrują. Zarumieniłem się i puściłem do nich oko. Ucieszyły się. Ponieważ sytuacja zaczęła się robić dziwna, a ja nie miałem ochoty na żadne tańce, przywołałem kelnerkę, żeby uregulować rachunek. - Szefowo, co to za impreza?- spytałem - Bal samotnych serc, ale zaraz się kończy. O kurwa, ale wylądowałem. Tymczasem bal dobiegł końca. Konferansjer podziękował za udaną zabawę, zapowiedział następny bal za miesiąc, a towarzystwo zaczęło zbierać się do wyjścia. Najpierw wyszli szybko, chyłkiem ci, którym się nie powiodło. Samotnie ze wzrokiem wbitym w podłogę. Dalej szły świeżo dobrane pary, panowie szarmancko podawali paniom płaszcze, panie zaś, jeszcze podekscytowane, całą swoją postawą wyrażały triumf z udanego polowania. Kokietowaniu i ulotnym spojrzeniom nie było końca. Powstało jeszcze kilka grup, którym zabawy było mało i uzgadniano, do którego lokalu się przenieść. I nagle zrobiło się cicho. Zostałem sam. Jak…