Inne · 11 min czytania
Samotność cz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Rozmyślając nad życiem, dlaczego jest takie beznadziejne, stawiając pytania bez odpowiedzi i kłócąc się z samym sobą we własnym, osobistym, żałosnym wszechświecie, leciałem w dół. Bo nic już nie mogłem zrobić. Walczyć z pomocą magicznej mocy z grawitacją? Czy jakimś szczęśliwym zbiegiem okoliczności zostać ocalonym od ‘’jednego kroku za dużo’’? Teraz z chęcią bym wyciągnął ‘’elema’’ z kieszeni kurtki gdybym był pewny, że pęd powietrza nie zgasiłby płomienia zapalniczki. Ale cóż. Nigdy nie jest tak dobrze, żeby było idealnie.
‘’Jestem Wiatrem’’
Jestem wiatrem, nie tknę, lecz poczujesz. Przytulić Cię… Tęsknotę budujesz. A słowa dźwięcznie, nie brzmią, a świszczą. Powiedzieć dwa słowa, nie słyszysz, dlatego mnie niszczą.
Zawsze, gdy z kimś czujemy się komfortowo, tzn. przebywając w towarzystwie tej osoby, czujemy lekkie podniecenie, na myśl o tym, że możemy jej wszystko powiedzieć i dochodzi do sytuacji, że jesteśmy w końcu zmuszeni by się pożegnać, czujemy jakby coś obcego wydzierało nam kawałek samego siebie. Wcale nie pomagają słowa rzucane na odchodne w stylu, ‘’do widzenia’’, ‘‘do miłego’’, ‘’ do zobaczenia’’. I tak zawsze czuję się jakby cztery ściany mojego pokoju, napierały na mnie z siłą buldożeru. A w miarę czasu, jak sposób żegnania zaczyna się od zwykłego podania sobie ręki, a kończy na przytuleniu, tak w głowie kiełkuje myśl o marzeniu zatrzymania tej osoby i nie puszczeniu jej z objęć, już nigdy. Marzenia nie realne, z głębi jestestwa, zbyt wczesne. Lecz gdy jesteśmy już zmuszeni by puścić tą osobę, w głowie rodzą się dwa słowa. Magiczne słowa. Nieme słowa, bo niewypowiedziane. ‘’Kocham Cię’’ *****************************************************
- A dobrze, teraz chyba płacze. Bo wiesz jak to jest, jak cię ukochana osoba odrzuca. Teraz to wiesz jak on się czuje – usłyszałem przytłumiony śmiech. - I z czego się śmiejesz głupia? Nie widzisz, że chłopak cierpi? Pewnie nas jeszcze słyszy, bo nie domknęłaś drzwi - szuranie butami o zakurzone płytki szpitalnego korytarza i po chwili wsłuchiwałem się na nowo w ciszę szarego pokoju. Zostałem wreszcie sam na sam z własnymi myślami. Zdążyłem już nawet policzyć wszystkie pęknięcia na suficie, gdy bezskutecznie próbowałem przypomnieć sobie, co się stało. Pustka, czarna przestrzeń i nic więcej. Nie pamiętałem. Ale jedno było pewne, że całe moje ciało krzyczało z bólu. Dostałem jakieś tabletki, ale widocznie to, co musiało mi się stać, było o wiele silniejsze od tych proszków. Mogłem tylko zaciskać zęby i pięści, bo miałem dość tej jebanej pielęgniarki, która szczerzyła do mnie swój paskudny, nieszczery uśmiech, a osądzała mnie za plecami, gdy myślała, że nie słyszę. Na zewnątrz było dziś wyjątkowo ładnie. Nie padał deszcz a chmury były jakieś takie czyste, niezabrudzone moimi myślami, sunęły leniwie przez błękitne niebo.
Część 22 / 2
-I jak się dzisiaj czujemy? – Usłyszałem od strony drzwi – Widzę, że wracamy do stanu, w którym można się pokazywać na mieście bez maski.
Przepiękny uśmiech, który następnie ujrzałem, przysłaniały tylko jej oczy. W pierwszej chwili pomyślałem, że mam majaki, bo to nieprawdopodobne żeby tak piękna osoba, celowo zabłądziła do mojej sali.
-Kim jesteś? – Spytałem oszołomiony. -To nieładnie odpowiadać pytaniem na pytanie – znów pokazała swój piękny uśmiech, który z jakiegoś względu rozpalał mi ogień w brzuchu. – Łap, znalazłam to na dachu, swoją drogą, to w tym liście jest pełno błędów składniowych – uraczyła mnie kolejnym uśmiechem. -Jeśli już naprawdę chcesz się żegnać, to przynajmniej z klasą. Tam na górze nie trzeba kolejnych analfabetów – roześmiała się i wyszła nie dając mi szansy by się o cokolwiek spytać. I znów zostałem sam. Przez krótką chwilę szary pokój stał się … Nie mam nawet odpowiedniego porównania do tego jak się poczułem, gdy weszła. Zostały tylko cztery ściany z odłażącą szarą farbą, jeden chwiejący się stolik i łóżko, do którego byłem przybity, bo nie miałem na nic siły. Patrzyłem przez okno i rozmyślałem o tajemniczej nieznajomej, która prawdopodobnie gdzieś mnie znalazła. Dopiero teraz zauważyłem, że w ręku wciąż ściskam rzucony przez Nią list.
‘’Myśląc o tych wszystkich upokorzeniach, które z jakiegoś względu wciąż mnie nawiedzały. Wreszcie nie wytrzymałem. Wy wszyscy, którzy sądziliście, że tak dobrze mnie znacie, próbujący pomóc mi, gdy było tragicznie, pocieszający dobrym słowem, zapewniający, że w końcu nastaną szczęśliwe dni… Chciałbym tak napisać i pewnie gdyby tak było, to nie byłoby tego, co jest teraz. A nie było nikogo takiego. Ciemność, samotność, smutek, niepewność, żal, łzy. Kręcące się dookoła mojego krótkiego życia, które jakimś cudem udało mi się przeciągnąć do tego momentu. Nie mam już siły by po prostu żyć. Chciałem podziękować całej rodzinie, że jej nie było, gdy tego potrzebowałem. Podziękować za to, że leżąc wieczorem w łóżku nie słyszeli moich łez. Siostrze za to, że potrafiąc pocieszać innych, jakoś nigdy nie była w stanie zauważyć, kiedy sam czułem się źle. Dziękuję, że pomogliście mi uwolnić się od tego życia. Dzięki Wam za chwilę poczuję się lepiej : ) …’’
Mimowolnie poczułem łzy zbierające się w kącikach oczu. Przypomniałem sobie wszystko, co się stało i uśmiechnąłem się przez łzy. Życie to wspaniała rzecz, lecz tylko dla kogoś, kto potrafi się nim cieszyć – pomyślałem i wyjrzałem przez okno. Zauważyłem, że pod drzewem…