Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 16 min czytania

Samotność - indywidualny wybór, konsekwencja ludzk

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dolina Salinas oblana była ciepłem wschodzącego słońca. Dom stojący na wzgórzu czekał, wsłuchując się w szept wiatru, aż złociste promienie oświetlą okolicę. Czarny biuck sunął powoli drogą wypaloną żarem gorącego słońca Kalifornii. Mijając pola złotej kukurydzy za tylną szybą, zbliżałem się do domu Adama Turk’a. Ten siedemdziesięcioośmioletni mężczyzna stał na progu domu oparty lewą ręką o framugę drzwi. Ubrany w stare, wypchane na kolanach spodnie i biały podkoszulek, stał spokojnie i palił papierosa. Głowę osłaniał kapeluszem, lecz dały się zauważyć na jego kamiennej twarzy liczne blizny, które dodawały mu powagi i sprawiały, że od razu jeszcze bez wymiany zdań czuło się do niego respekt. Kiedy samochód zatrzymał się przed domem, Adam Turk nawet nie drgnął. Miał ostre rysy rzeźbione jakby dłutem; nos prosty, usta wąskie, i ciemne, chytrze patrzące oczy. Nie mówił nic. Gdy się do niego zbliżyłem i przywitałem, nie odpowiedział, tylko odwrócił się i wszedł do izby. W niedużym pokoju panował półmrok. Usiadłem na jednym z dębowych krzeseł, a Turk zniknął gdzieś na chwilę, by następnie pojawić się z kubkami gorącej kawy w dłoniach. Intensywny zapach wypełnił pokój, a gospodarz zajął miejsce naprzeciw mnie. - Czego pan chce?!- warknął chrapliwym głosem. Gniewny wzrok skierował wprost na mnie, oczekując w milczeniu na odpowiedź. - Porozmawiać. Porozmawiać o samotności. Przecież wysłałem do pana telegram. Tydzień temu. – odpowiedział spokojnie. - A, to tak. To pan - mruknął z niechęcią. – No proszę pytać – ciągnął, lecz dało się wyczuć w jego głosie niepewność, a wręcz niechęć do prowadzenia tej rozmowy. - Wolałbym, aby pan sam coś powiedział. – odrzekłem próbując go zachęcić. Westchnął, wziął łyk kawy, wydawał się być nieobecny. Adres Adam Turk’a dostałem od Cathy Ames mojej starej znajomej jeszcze z czasów szkolnych. Określiła go jako mężczyznę doświadczonego i szalenie inteligentnego. Nie wiem jak poznała Adama, ale ilekroć coś o nim mówiła, zawsze jej słowa sprawiały wrażenie, że mówi o osobie jakich jest mało, wręcz jak o ginącym gatunku. Wzbudziło to we mnie wystarczającą ciekawość, aby spróbować się z nim skontaktować i zamienić kilka zdań. Umówiłem się z Adamem na niedzielę 27 sierpnia i w słonecznym, lekko zaspanym King City pojawiłem się punktualnie moim sześcioletnim, rozklekotanym buick’iem. - Każdy z nas jest sam - zaczął. Gdziekolwiek byśmy nie byli, samotność zawsze nas dopadnie. Przychodzi w najmniej odpowiednim momencie. Kiedy jest cicho i ciemno – samotność kwitnie. To dlatego człowiek zaczął uzbrajać się w te wszystkie narzędzia - aby zabić samotność. Człowiek nie potrafi znieść samego siebie, gdyż zawsze odkrywa w sobie najpodlejsze pierwiastki. Ze swoją nienawiścią, żalem, jadem ukrytym w każdym uśmiechu, chowa się w tłumie. Tam jest łatwiej zapomnieć, odciąć się od swojej próżności i niedoskonałości. Dobieramy sobie żony, mężów, przyjaciół tak, aby nie czuć się gorszym. Niedoskonali żyją z niedoskonałymi i myślą, że są doskonali. Zasypiają spokojnie, czując się bezpiecznie, kiedy samotność kryje się w ich cieniu. Ona zawsze zwycięża nad takimi ludźmi. Zawsze!- podkreślił. - Przychodzi ostatnia i z drwiącym uśmiechem uświadamia nam, że to już koniec. Razem z nią pojawia się jej siostra – śmierć... Nagle zamilkł. Jeszcze przed chwilą pokój wypełniały dźwięczne nuty jego słów, teraz zaś niepodzielnie panowała cisza. - W chwili śmierci zawsze jesteśmy sami – rozpoczął. Jeżeli całe życie będziemy uciekać, na ostatniej prostej samotność nas zmiażdży. Pozostanie tyko proch. Płochliwie będziemy się zastanawiać nad tym, jaki jest sens naszego istnienia. Wrota do odpowiedzi wiodą jedynie przez dialog z naszą samotnością... - Niech pan się skupi i zamknie oczy – powiedział stanowczo. - Ale po co? – zapytałem marszcząc brwi. - Niech pan zamknie i nie dyskutuje. Zamknąłem powieki, a moje ciało ogarnął niepokój. Bałem się tego, co zaraz może się stać i tego, co robi Adam Turk. - Niech pan powie, co pan widzi – powiedział spokojnie - Nic nie widzę! A co mam widzieć?! Nic! Ciemność! Pustka! – odparłem. - No właśnie – rzekł tak, jakby wcześniej znał moją odpowiedź. – Człowiek, który nauczył się żyć ze swoją samotnością, w takiej chwili potrafi dostrzec własne alter ego. Zagląda do wnętrza i próbuje odnaleźć bijące w nim źródło. Nie widzi przed sobą czarnej ściany, lecz siebie takiego, jakim jest, z całym bagażem doświadczeń, swoją niedoskonałością, bijącym sercem i tętniącą życiem myślą. Tak potrafi spojrzeć człowiek na siebie bardzo rzadko. Zazwyczaj w obliczu choroby lub śmierci. Niech pan postara sobie uzmysłowić, że pan niedomaga i z obawy przed tym schorzeniem społeczeństwo usuwa pana ze swych szeregów i zamyka w wieży. I co się z panem dzieje? Nic! – sam sobie szybko odpowiedział. Gnije pan z gorączkową myślą o własnej śmierci. A trzeba zachować się odwrotnie. Należy odnaleźć w tym nowym, dziwnym świecie” przyjemność, której większość ludzi nie potrafi zrozumieć: przyjemność życia i oddychania.” - A ci ludzie, ci niedoskonali? Przecież im wydaje się, że są szczęśliwi- zapytałem. - Ładnie pan powiedział: wydaje im się. W gruncie rzeczy są kompletnie samotni i co gorsza, o samotności swojej nie mają pojęcia. Żyją pozorem, złudzeniem. Nie potrafią zrozumieć przesłania, jakie niesie ze sobą samotność. Człowiek, który nigdy nie był sam, nigdy nie doceni ludzi, którzy mu towarzyszą. Cierpienie i samotność budzą w nas najczystsze uczucia, a ci którzy nie znają gorzkiego smaku samotnego losu, nigdy nie obdarzą nikogo szczerą miłością. Samotność jest nieodłącznym elementem naszego bytu, a niektórzy z nas zachowują się tak, jakby była ona zbędnym składnikiem w przepisie na życie. Pamięta pan jak zachowywał się Lebrosso? Na początku się buntował, chciał walczyć, lecz zrozumiał, że to nie ma sensu. Postanowił nieść swój krzyż ocierając się o cierpienie i ból. Stąpał ostrożnie w krainie cieni wiedząc, że na końcu drogi czeka go zbawienie. Był jak Chrystus, który koroną cierniową, niby obrączką poślubił samotność. Lebrosso żył w chwili, w której „rozpacz jest brakiem nadziei, że można umrzeć.” On obdarzył swoją samotność uczuciem: szanował ją i próbował zrozumieć. „Ten, kto kocha swą celę(...) znajdzie w niej szczęście.” – mówił. Świadomie wybrał kamienistą i krętą drogę do wieczności, przez co ukazuje jak wielka moc ukryta jest w człowieku: miłość i wiara. Lebrosso osiągnął to wszystko dzięki samotności. To ona wyzwoliła w nim gniew, który stał się rzeźbiarzem jego serca i charakteru... - Może whisky? - zapytał nagle wstając i ruszył w stronę kredensu. Nic mu nie odpowiedziałem. Zbyt wiele myśli krążyło mi po głowie. Turk wyraźnie zadowolony ze słów, które powiedział zbliżył się do mnie ze szklaneczką bursztynowego napoju, a sam usiadł na swoim miejscu i się zamyślił... - Nie można też uciekać w samotność jak do kochanki, która jedyna zrozumie. Samotność nie jest lekarstwem na kretynizm i zło Ona może być jedynie azylem, przystanią, portem... ...ale każdy port trzeba kiedyś opuścić... Z samotnością wiąże się też wielki stres. Nie da się go uniknąć. Dotykanie i odbijanie się od dna oceanu próżności – to codzienność osoby samotnej. Wspinam się na góry ekstazy i brnę w skalnym mroku pomiędzy ich szczytami. Wolny jak ptak szybuję po dolinie mgieł ciesząc się i śmiejąc – taki jest mój świat, świat człowieka samotnego. Samotność to też czysty egoizm. Z nikim nie możemy się nią podzielić. Nikt nie odbiera jej tak, jak my to robimy. Ona stworzona jest dla każdego z nas z osobna. Tak rzadko dostajemy coś od

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Samotność - indywidualny wybór, konsekwencja ludzk — czytnik · opowiadania