Inne · 6 min czytania
SAMOTNY BIAŁY KAMIEŃ
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
„Nie poznała mnie. Nie poznała...” – myślał Piotruś odchodząc z miejsca, w którym spotkał Barbarkę. „Nie poznała mnie, ani mojej ręki, ani blizny po haku...” – szeptał a głowa opadała mu coraz niżej i niżej.... Kiedy już była zupełnie nisko podbił ją najpierw lewym kolanem potem prawym i lewym i prawym.... i tak podbijając szedł w stronę niedaleko zaparkowanego samochodu. Nagle stanął i i uderzył się dłonią w czoło, aż hałas obudził Gajowego Maruchę, śpiącego za górami, koło hipermarketu.
„Wiem już dlaczego mnie nie poznała. Zapomniała o mnie. Piotruś Pan już nie jest jej potrzebny. Nikomu nie jest potrzebny.... A ja tak chciałem się z nią zobaczyć, porozmawiać, usiąść ramię w ramię i posłuchać milczenia....jak kiedyś” – mówił do siebie omijając ostrożnie krowie placki.
Po pierwsze to nie chciał sobie pobrudzić butów a po drugie to wiedział, że w każdym placku mieszka ptaszek w otoczeniu swojego dworu muszek. A wiadomo jak to jest z ptaszkami. Nie chciał Piotruś mieć żadnego na sumieniu.
Ostrożnie dotarł do parkingu, przystanął i spojrzał na swoje lakierki. Były nieco przybrudzone, więc wyciągnął z kieszeni chusteczkę i wytarł czubek lewego buta. Chusteczka była niedawno używana ale udało mu się wyczyścić powierzchnię, aż lśniła jak jabłko Adama. Gdy zabierał się za drugiego buta, poczuł, że coś go uwiera w mały palec prawej nogi. Rozwiązał sznurówki, stanął na lewej nodze i ściągnął but. Prawą nogę, w czarnej skarpetce, pełnej nadziei na cebulkę, postawił na lewa stopę. I stał tak podobny do bociana albo jakiegoś mistrza wschodnich sztuk walki. Piotruś nie zastanawiał się zbyt długo nad tym tylko sięgnął do środka.
Część 22 / 2
„Gdzie z tymi łapami!!!!!!” - zaryczało ze środka – „ Co to za macanki??! To że razem chodzimy nie znaczy, że możesz sobie pozwalać na zbyt wiele!!!!!!!” – ze środka dochodził wściekły glos.
Piotruś szybko wyciągną rękę, aż stracił równowagę i przewrócił się niezdarnie. Na szczęście upadł na trawę. Za kilka godzin miał spotkanie z kluczowym klientem w sprawie zwiększenie sprzedaży i gdyby upadł na zakurzony plac parkingowy, nie wyglądałby profesjonalnie. Prowizję pewnie szlag by trafił i w dodatku musiałby znowu gonić target.
Tak więc Piotruś szczęśliwie upadł na trawę, tuż koło krowiego placka a upadając upuścił but z tym strasznym głosem. Ze środka wytoczył się mały kamień – otoczak. Piotruś popatrzył na niego, na but na niego, znowu na but....nic, cisza. Wziął do ręki swojego lakierka, włożył rękę do środka i znowu nic. Ani głosu ani nic, co mogłoby go uwierać w mały palec. Podniósł go do oczu i zajrzał do środka ale nic nie zauważył.
„Długo będziesz się tak gapił na tego…