Fantastyka · 32 min czytania
Sanktuarium cz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
... Azyl / Tarantela 2.0 17.08.02 „Kim jestem? Kolejnym skazanym. Uświadomionym o naturze tego miejsca o jeden dzień za późno. Tutaj nikt nie zasłania się niewinnością, nie ma krat, strażników, izolatek, kar. Tutaj nic nie znaczy powód, dla którego się tu znalazłeś. Stąd nie ma powrotu. Kim więc jestem? W życiu żałuję tylko jednej rzeczy – tego, że skończyłem właśnie tutaj. Po blisko trzymiesięcznym pobycie zdążyłem przywyknąć do temperatury, do ciśnienia, światła, a nawet do wszędobylskiego zapachu śmierci. Zabawne – kiedy człowiek zobaczy zbyt wiele w pewnym momencie zanika jakaś wewnętrzna bariera. Stajemy się obojętni na widok krwi, mięsa, kości, cierpienia. Głusi na krzyki, piski, jęki. Nic już nie szokuje, nic też nie ponagla, nie motywuje. Bez nadziei na leprze jutro człowiekiem zaczynają kierować odruchy i instynkty. Pamiętam jak dziś ludzi umierających zaraz po naszym zrzucie. Umierających w tak beznadziejny sposób, bezbronni niczym niemowlęta pozostawione na pastwę dzikich zwierząt, pożarci przez to przeklęte miejsce. O ile prostsza byłaby śmierć od kuli, na szafocie, krześle elektrycznym, od gazu, być nabitym na pal czy rozdartym przez konie na cztery strony świata? Taniec śmierci – dance makabra – tak ginęli, tańcząc wściekłą tarantelę. W tym jednak przypadku ratunkiem od śmierci była sama śmierć. Na początku tego nie rozumiałem, jak bardzo zrozumiałe stało się to dla mnie wkrótce, jak bardzo śmierć różni się od śmierci? Może nie w domu - na ziemi, ale tu tak, śmierć robi różnicę, dużą różnicę. Pamiętam, że po kilkudziesięciu godzinach dotarliśmy do obozu. Wyruszaliśmy w trzydziestu-trzech, dotarło czterech. Azyl – to pierwsze co przyszło mi do głowy kiedy zobaczyłem obóz. Azyl – nic bardziej błędnego.” N.D. 2.1 …ADCU 23v8 to planeta niezamieszkała przez istoty humanoidalne. Oprócz nazwy i statusu nie wiemy o niej praktycznie niczego. Właściwie to nie można jednoznacznie stwierdzić nawet czy mamy do czynienia z planetą czy jest to inny wymiar. Pomimo przybliżonej zgodności warunków atmosferycznych do ziemi oraz możliwości egzystowania w nich ludzi miejsce to należy oznaczyć jako nieprzyjazne i stwarzające szczególne zagrożenie dla kolonizacji. Raporty są szczątkowe, oparte głównie na obrazach z holo-kamer, a fakt braku możliwości powrotu właściwie uniemożliwia nam przeprowadzenie oględzin i konfrontacji z naocznymi świadkami.
Fragment raportu o stanie użyteczności ADCU23v8 Euroazjatyckiego Instytutu Badań nad Dimofizyką i Astronomią w Odessie. Podpisano Piotr Sagan 15.02.2100
2.2
Strugane z jakiegoś bliżej nieokreślonego materiału kości z chrzęstem opadły na ziemię odsłaniając sumę 21 oczek i wywołując tym samym ogólną wrzawę wśród trzech nachylonych przy grze mężczyzn – znowu, kurwa, to samo!! Barosh ty oszuście! - Może byście sprawdzili posterunki? - Sam se sprawdź! – niesubordynacja spowodowała salwę śmiechu wśród graczy – Tak kurwa! Nie widzisz, że próbujemy oskubać twojego kumpla?!? „Kim więc jestem? Oszustem, który nie kłuci się z dwoma gangsterami i seryjnym, bardzo psychopatycznym mordercą - gwałcicielem – moim „kumplem”. Facetem, któremu uratowałem życie jakiś miesiąc temu. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, ale jego cicha protekcja przed niejednym nożem w plecy sprawdzała się znacznie lepiej niż samo dziękuję. Skończyłem wśród naprawdę złych ludzi. Myli się ten, który sądzi, że to miejsce wyzwala najgorsze emocje. Zwykle życie to robi, tylko cywilizacja przykrywa wszystko, niczym luksusowa toaleta szambo. Nieostrożność i nienasycenie w korzystaniu z niego sprawia, że całe gówno wychodzi na wierzch - w obydwu przypadkach. Tak więc na razie żyję, umieszczony w jednej z warowni na północ od Azylu. To trzecia strefa zrzutów otwierana najczęściej ze Skandynawii. Jest tu raczej spokojnie biorąc pod uwagę fakt, że to głownie miejsce zrzutu zaopatrzenia i sprzętu. Zupełnie nie mam pojęcia dlaczego nam to wszystko przysyłają, nie wiem również co dokładnie jest w kontenerach. Transport jest zabezpieczony. Może żywność. Broń montujemy sami, nieskomplikowaną, na amunicję prochową, zupełnie jak przed wiekami. Podobno tylko taka tu skutkuje. Próby użycia nowocześniejszej, współczesnej technologii przyciągają kłopoty, nie wiedziałbym, tego ponieważ zaprzestano jej używać kiedy okazała się bezużyteczna czyli w jakiś miesiąc po odkryci tego miejsca. Oczywiście nie wiedziałbym tego gdyby nie…” - ZRZUT!! przygotować się do zrzutu Doe – zabrzmiał zniekształcony radiem głos – Doe jesteście tam? Za 22 minut będziecie mieli dostawę. - Zrozumiałem, priorytet podstawowy? - Tak, odebrać i poczekać na eskortę. - Heurez co oni transportują w tych kontenerach? -…bez odbioru Doe. Stanowczym krokiem podążył do wieżyczki obsługującej wielkocalowego Browninga M1 chwilowo zamienionej na kasyno. Przez te kilka minut rozmyślania Nataniel zdołał schodzić całą wyższą kondygnację wieży (składała się z trzech). W miarę zbliżania się do drzwi odgłosy wrzawy nasilały się. Doe nie był więc zdziwiony zastając ich w zbliżonych pozach i miejscach do tych kiedy opuszczał pomieszczenie. - Przygotować się do zrzutu! Czas 10 minut! – oświadczył z pełną stanowczością, a jego prawa dłoń opadła na M4kę przewieszoną przez tors i uścisnęła mocno rękojeść ze spustem. „Gracze” nie czekali długo, w niespełna kilku sekund od rozkazu zaczęli wstawać i zajmować pozycje. Nosh, Litwin i wysoki brunet, przy Browningu, niski i rudy Niemiec Baurer ruszył do dość prymitywnej aparatury naprowadzającej umieszczonej w środkowej kondygnacji, a Barosh, przeżywający ostatnio fazę dzikiego zachwytu ADCU 23v8, był razem z Nathanielem w ekipie powitalnej. Pytanie tylko co tym razem przyślą? Nie kierował nimi strach przed Doe, nie był to również obowiązek, wszyscy jednak wiedzieli jak łatwo sprowadzić na siebie uwagę ADCU 23v8 i co czeka ich w razie niepowodzenia. „Kiedy otwierają bramę niebo robi się karmazynowe. Samo przejście nie jest bolesne, może jedynie dezorientujące, dobrze pamiętam swoje. Cała akcja trwa jakieś dwadzieścia sekund, później wystarczy pozbierać graty i do obozu. Każdy jednak kto przeżył dwie doby w tym piekle poznaje jedną, najważniejszą i absolutną prawdę o ADCU 23v8. Najnowsza technologia z której w domu ludzie są tak dumni, która pomaga w podbijaniu wszechświata, leczy choroby i odpuszcza winy w tym miejscu ściąga kłopoty. Ożywia całą tą przeklętą planetę, ziemię, rośliny, stworzenia a nawet niebo i posyła je przeciw człowiekowi. Pożera go od zewnątrz i od środka. Tak ginęły pierwsze ekspedycje wojskowe i setki więźniów nieświadomych niegościnności tego wymiaru. Trzeba było być niezwykle naiwnym sądząc, że postęp zawsze będzie służył człowiekowi i ludzie byli, są i zawsze będą naiwni. Teraz używamy technologii tylko w jednym celu – odbierania „przesyłki” z domu – zarówno ludzi jak i zapasów. Wtedy też podwajają się kłopoty. Nie było chyba przypadku żeby się bez nich obyło. Zwykle giną nieświadomi jeszcze swojego beznadziejnego położenia nowi więźniowie, czasem też ktoś bardziej doświadczony. Poza zrzutami czuję się względnie bezpieczny, jednak należy pamiętać o jednej starej zasadzie obejmującej ziemię – natury nie da się przywidzieć, zawsze znajdzie sposób. Tylko czy to się Tyc zy ADCU 23v8 ? Bo to miejsce daleko odbiega od ziemskiej naturalności. Niebo zaczęło ciemnieć i z barwy żółtej przeszło w czerwoną, w końcu w karmazyn – zaraz się przekonamy. „Za pierwszym razem, podczas mojego zrzutu, słyszałem odgłos roju pszczół” – Doe i Barosh zjechali windą na parter konstrukcji, ostrzegawcze koguty zawieszone nad wielkimi, trzytonowymi drzwiami zaczęły świecić. W końcu ruszyły się i horyzontalnie otwierane wrota. Skazańcy wyszli przed budynek rozglądając się czujnie wokół. Doe wciąż z M4, Barosh zaś w trakcie podróży windą uzbroił się i zdążył przeładować bojowy shotgun automatyczny. Niebo było już w pełni gotowe. - Widzisz gdzieś portal Doe? - … czterdzieści stopni na północny – wschód, będzie jakieś dwa kilometry. Ruszyli, po dziesięciu minutach jakieś sześćset metrów przed celem niebo momentalnie zbladło, po czym w ziemię uderzyły trzy olbrzymie słupy błyskawic. Utrzymywał się tak dobre pół minuty, w międzyczasie srebrna poświata pomiędzy nimi rozrosła się pokrywając całą przestrzeń w środku. Oślepiający wybuch zakończył cały proces. Kiedy Doe i Barosh odsłonili oczy, a efekt olśnienia zaczął ustępować ujrzeli cztery kontenery z logiem Cybertron Techno-Logix na burcie – transport rządowy. Jeżeli Baurer nie spieprzył sprawy przy aparaturze powinno gładko pójść (gwarantem kłopotów była zawsze obecność człowieka, człowiek i technologia razem i tylko razem są obiektem ataku, nigdy osobno). - Doe do Cell 3, transport rządowy, bez kłopotów, zawiadom bazę, żeby przysłali transportowce. Zaczynamy oględziny. Baurer jesteś tam? - Zrozumiałem, Barosh uważaj na siebie, nie chcę żebyś zdechł zanim odegram się na tobie ty skurwysynu! Jeszcze jakiś czas temu takie słowa wywołałyby uśmiech zadowolenia na twarzy skazańca, jednak od jakiegoś czasu Barosh zachowywał się inaczej. Był spokojny, skupiony i przejawiał dziwaczne zainteresowanie środowiskiem. Coś z pewnością było nie tak. - Transportery w drodze, punk namierzony (Baurer). Skazańcy rozpoczęli oględziny dostawy. Kontenery były zbrojone, zamykane magnesowo, jedynie technicy z Azylu mogli je otworzyć i oczywiście ci na ziemi też. Na bocznych burtach wszystkich czterech blisko piętnasto metrowej długości i siedmio metrowej wysokości kontenerów widniało logo rządowej firmy zajmującej się oczywiście tajnymi technologiami zbrojeniowymi. Niebo dalej było niepokojąco czerwone. Z zamyślenia skazańca wyrwało szturchnięcie za ramię. - Udało s..się? J..jesteśmy na miejscu…? - naprzeciw zdziwionego Nataniela Doe stała ubrana w mundur desantowy kobieta. Chwiała się jeszcze na nogach przyćmiona przejściem, ale i tak szybko doszła do siebie. - Kto ty..? - Major Carmen Dion. Zadziwiająco szybko dochodziła do siebie. - Major - Powtórzył, kobieta pomyślał, Doe nie widział kobiety od… - o kurwa – szepnął – Barosh! Wynosimy się stąd! – mówił już głośno, ale Barosha gdzieś wcięło – Jesteś sama? - Nie… Doe chwycił ją silnie za ramię, zaczął rozglądać się nerwowo, raz w około za Baroshem, raz na niebo, które od samego początku wyglądało nieciekawie. - Baurer, przygotować się do przyjęcia transportu! - Chwila, kiedy kierownik wysyła transport i mówi żeby czekać, to czekamy – odpowiedział znudzonym głosem. - Dołożyli ludzi, kłopoty już pewnie w drodze, rusz dupę! Daj znać Noshowi. - Od początku wiedziałem że to kiepski dzień, odkąd mnie ten twój psychol ograł, wiedziałem kur… Doe ściszył radio, wciąż rozglądając się na przemian raz za partnerem, raz za kłopotami. - Znalazłem ludzi – przybiegł Barosh, wciąż jednak bardziej spokojny niż można by było przypuszczać. - Ilu? - Pięciu, wojskowi…a co my mamy tutaj? Wargi skazańca rozszerzyły się i wykrzywiły w złowieszczym uśmieszku ukazując zepsute zęby. - Pamiętasz jeszcze coś takiego chłopcze?? Czy byłeś jeszcze za mały żeby ją poczuć… „Czy pamiętam? Pewnie że pamiętam ty bydlaku” - pomyślał. - Mamy niewiele czasu, pozbierajmy ich i wracajmy do wierzy… - Co jest Nataniel? Nie tęsknisz za odrobiną akcji? – Kiedy mówił jego wzrok i uśmiech nie schodziły z Major Dion. – Mamy dużo czasu Doe…dużo czasu… - Czy ładunek..cały…? - Zza jednego z kontenerów wyszedł chwiejący się jeszcze mężczyzna po trzydziestce również ubrany w mundur desantowy. - Miles – Carmen zerwała się uścisku Doe i niemalże skoczyła w stronę mężczyzny łapiąc go za ramię, chyba na ułamek sekundy nim ten zdążył upaść. - Transport w drodze, możecie ich szybko zbierać!! – Zabrzmiało radio Barosha. Nikt nie zauważył, jak kontenery pokrywają się żółtym meszkiem, który powoli i jeszcze niewidocznie pokrywał również ich ubrania. Komunikat nie przerwał konsternacji, Barosh wciąż zerkał na kobietę i uśmiechał się złowieszczo. - Wiesz Doe, tego tu moglibyśmy zabić i nikt nie by się nigdy nie dowiedział… Uczucie przerażenia u kobiet zawsze wygląda i przejawia się tak samo. Niezależnie jak są twarde, nieistotne co przeżyły z ich oczu zawsze wylewa się lęk. Nathaniel pomyślał przez chwilę co pobyt w piekle ADCU 23v8 zrobiłby z lśniącymi tęczówkami pani doktor. Propozycja morderstwa i gwałtu przypomniała mu o długiej samotności i tęsknoty do kobiecego ciała, które nie koniecznie pożąda jego. A co jeżeli jakimś cudem wywoła to u niego wyrzuty sumienia? „Źli ludzie, złe miejsce” – wyrwało go to z zamyślenia i zamiaru popełnienia niezbyt poprawnego moralnie czynu. To i ostry kaszel Milsa Kendlinga. - Chyba nie powiedziałeś im o kobiecie Nathanielu? Oni wcale nie muszą przeżyć. Ci w bazie byli by kompletnymi idiotami jeżeli myślą, że przyprowadzimy ich wszystkich, jeżeli przyprowadzimy kogokolwiek byłoby dobrze… - Ciągnął Braosh. - Mówiłem im o niej – Skłamał Nathan. Niewiadomo czym by się skończyła ta różnica zdań pomiędzy dwoma więźniami gdyby nie to, że Doktor Kendling wypluł płuca. Strzępy narządu wyleciały chyba z litrem jego krwi. Kendling padł, a jego twarz kolorystycznie dorównała nalotowi zdobiącemu jego mundur. Zakrwawione płuca natychmiast wzbudziły zainteresowanie miejscowej fauny pokrywając się mikroskopijnymi padlinożercami tej cholernej planety. Kobieta odskoczyła przerażona, Doe już wiedział, że czeka ją tu załamanie w pierwszej kolejności. Strach przed gwałtem zastąpiło przerażenie przed malutką demonstracją tego do czego jest zdolne to miejsce. Mundur Dion również pokrył się żółtym osadem, ale kobieta nie kaszlała, a jej twarz nie zżółkła – byłą raczej blada z przerażenia. - Roztocza - Powiedział szeptem do siebie Doe - Roztocza! – Powtórzył głośno, po czym jednocześnie z Baroshem zakryli usta chustami. Kobieta nadal nie wychodziła ze stanu paniki. Dopiero Nathan chwycił jedną ręką Major, drugą wyciągnął kawałek szmaty z kieszeni spodni i okręcił jej wokół twarzy. Nie wyrywała się nawet, przerażona widokiem płuc pożeranych przez jakieś świństwa. Ciało Kendlinga oplotły jakieś bliżej niezidentyfikowane więzy, ciężko było już poznać czym kształt ten pierwotnie był. Dion zamarła w przerażeniu. Oczy kobiety migały i nieustannie zmieniały położenie w panice. Roztocza – to bardziej potoczna nazwa nieznanych bliżej drobnoustrojów niewidocznych gołym okiem atakujących drogi oddechowe i płuca. To na początek. Jak tylko organizm nie ma siły się bronić, cała reszta ciała jest atakowana. Zdaję się, że jest jakaś zależność ale nikt jej nigdy nie wyjaśnił i nie udowodnił. Nie znał jej i Doe. Istotny był fakt, że więźniowie przebywający na ADCU 23v8 dłużej uodparniali się na kontakt bezpośredni. To znaczy kiedy byli zupełnie zdrowi. Nie mniej jednak roztocza były co najmniej prologiem do poważniejszych kłopotów. - Znajdźmy resztę! Doe zdjął karabin, przeładował go i ruszył w stronę kontenerów. Od jego kapralskich szlifów, na których nie zdążyła jeszcze wyschnąć krew poprzedniego właściciela, odbijało się silnie przytłumione przez czerwony opar słońce. Nathaniel jak na technika medycznego zdołał stać się prawdziwym, bezlitosnym skurwielem. Przynajmniej starał się w to wierzyć kiedy przychodziła taka właśnie chwila, przez ostatnie trzy miesiące przychodziły bardzo, bardzo często. Krok za krokiem, spojrzenie i obrót przy każdym narożniku blaszanego kontenera. Odnalezienie pierwszego ciała nie sprawiło kłopotów. Barosh, idący równolegle kilka metrów z boku, odnalazł dwa następne. Roztocza zdążyły już wytworzyć żółte, pulsujące kokony wokół członków „wycieczki”. Uczucie dalekie od obojętności towarzyszy widzowi oglądającemu drapieżnika poddającego się rozkoszy trawienia swojej ofiary. Kiedy widz dodatkowo uświadomiony jest, że tą ofiarą jest człowiek, towarzyszą temu częste dreszcze obrzydzenia pomieszane ze współczuciem. Dreszcze zmieniają się w jeden,…