Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 13 min czytania

Sara

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sara

Promienie wiosennego słońca oślepiły ją na moment. Zamknęła oczy i wciągnęła nosem świeże górskie powietrze. -Pięknie tu - powiedziała. -Co? - mruknął Sam. Siedział w fotelu pijąc piwo. Dziewiąte piwo. -Mówię, że tu pięknie. Góry mają w sobie coś magicznego, Sam. Spojrzał na nią rozgniewany. -Co ty tu pięknego widzisz? Nie ma prądu, bieżącej wody, nawet cholernego wychodka, a kiedy wychodzisz się wysrać do lasu, komary robią ci z dupy arbuza po serii z Kałasza. Po co my tu w ogóle przyjeżdżaliśmy? Nie odwróciła się do niego. Patrzyła na wierzchołki odległych gór pokryte białymi czapami. -Nie doceniasz piękna natury, Sam. Umrzesz przed telewizorem, nie zaznawszy prawdziwego spokoju, jaki gwarantują takie miejsca, jak to. -A ty umrzesz zagryziona przez komary, albo utopisz się w pięknym górskim potoku, chcąc umyć sobie zęby. Westchnęła. Poczuła nagłą potrzebę wyjścia z domu. Od jakiegoś czasu widok Sama powodował u niej mdłości. Kiedy za niego wychodziła był przystojnym, dobrze zapowiadającym się lekarzem-kardiologiem. Dwa lata po ślubie Sama wyrzucili z pracy. Upił się na dyżurze i spowodował śmierć ośmioletniej dziewczynki. Nazywała się Missy Weston. Wtedy popadł w alkoholizm. Pił już z większymi lub mniejszymi przerwami od sześciu lat. Bardzo przytył. Ważył już ponad sto dwadzieścia kilogramów. Nie mogła zebrać się na odwagę, by od niego odejść. Nie wyobrażała sobie życia bez niego, bez bólu, który towarzyszył każdej nocy z pijakiem. -Dokąd to? - spytał Sam. - Sara... -Idę się przewietrzyć. Śmierdzi tu piwem. -Śmierdzi tu tym pieprzonym lasem. Chyba jakaś wiewiórka kopnęła w kalendarz gdzieś w pobliżu. Straszny fetor. A może to ja pod siebie nasrałem? Ha ha. Żartuję... Sara? Wyszła. Zeszła nad jezioro. Ptaki śpiewały w koronach drzew kojąc ból. Usiadła na powalonym przez wiatr świerku i obserwowała dwie wiewiórki, które biegały po cieniutkich gałązkach sosen. Odpoczywała. Od pracy, od miasta, od ludzi, od Sama. O zachodzie słońca położyła się na plaży i patrzyła w purpurowe niebo. Nastała noc. Pogodna, ciepła noc. Sara patrzyła na gwiazdy, które jak miliardy robaczków świętojańskich rozświetlały niebo. Sierp księżyca płynął po niebie, bezgłośnie przesuwał się po firmamencie. Spojrzała na zegarek. -Już pierwsza. Zaraz trzeba wracać. Sam się martwi. Mam nadzieję... Postanowiła poleżeć jeszcze pięć minut, by podziwiać piękno nocy. Mrugnęła. Mrugnęła, a mrugnięcie, jak magiczne zaklęcie zmieniło wszystko. Gwiazdy przeskoczyły w bok, a księżyc znalazł się tuż nad horyzontem. Mrugnięcie sprawiło, że zrobiło się chłodniej. Sara czuła się zmęczona. Bolały ją ręce. -Co jest? Spojrzała na swoje dłonie. Były całe we krwi, ciepłej i lepkiej. Nie mogła sobie przypomnieć chwili, w której się zraniła. Nie mogła też znaleźć rany. Była senna, jakby nie przespała całej nocy. -Co to ma znaczyć - powiedziała drżącym głosem. W ciemności zobaczyła ślady stóp na piasku. Jedne ślady należały do niej. Zostawiła je, gdy przyszła na plażę. Drugie ślady były podobne do jej śladów. Były tej samej wielkości, ale w mniejszych odstępach. Sam miał rozmiar buta, taki jak Sara. -Och, Sam. Szukał mnie. Za długo mnie nie było. Spojrzała na zegarek i długo nie odrywała od niego oczu. Upewniła się, że działa, jak należy. Zaczęła chodzić w kółko, trzymając się jedną ręką za głowę. -Za dwadzieścia trzecia? Jak to możliwe? Trzęsła się z zimna i strachu. Zapinając bluzę poczuła, że coś jest w jej kieszeni. Wyciągnęła to. Kartka. -List miłosny od Sama? - powiedziała uśmiechając się lekko. Sam zawsze po kilku dniach porządnego picia dawał jej list, w którym obiecywał, że to był ostatni raz, że się poprawi. Obiecanki cacanki. Pismo było niezgrabne. To nie było pismo Sama. Wielkie koślawe litery wyglądały tak, jakby były stawiane zupełnie przypadkowo, jakby wcale nie miały tworzyć zdań, ale tworzyły. Cześć Durza Saro! Ale niespodzianka, co? Nie wiesz, co się stało, ale zaraz ci ja powiem. Najpierw zobacz na zegarek. Fajnie, co? A wiesz, co się stało z tym czasem całym? Ano nic wielkiego. Opowiem ci wszystko, tylko nie zasypiaj, Durza Saro. Twój mąrz, Durzy Sam Bampton zrobił mi kiedyś kuku, jak leżałam w szpitalu. Zrobił mi kuku, bo pił tą obżydliwą wódkę. A mama mówiła, że wszystko będzie dobrze. Myślałam, że mamy nie kłamią do dzieci, a kłamią. No to mama nie żyje. A Durzy Sam też nie żyje. Bo wiesz, jak w twoje ciało wstąpiłam, jak tu leżałaś i poszłam i włożyłam mu noża do buzi, jak spał. Stamtąd ta krew na twoich rączkach. Rzartowałam. Nie zrobiłam kuku nożem twojemu Samowi, a to, co masz na rękach, to krew sarny. Nie jestem taka... Udusiłam go poduchą. Przepraszam, że tak twoimi rękoma mu zrobiłam kuku, ale tak mi kazali. Bo ja chciałam w jego ciało wstąpić i zrobić tak, żeby sam sobie Durzy Sam kuku zrobił. Ale kazali mi wejść do twojego ciała, bo podobno byłaś niegrzeczna. Tak powiedzieli. Piszę do ciebie, bo nie mogłam się opżeć pokusie pobazgrania na papierze. Narysowałam też rysunek, ale zapomniałam ci wsadzić go do kieszeni. Kończę już, Durza Saro i życzę ci wszystkiego najlepszego i żebyś durzo żyła, bo jak się umrze, to jest niefajnie. I bym zapomniała. Fajnie być durza. Tak chociaż na chwilę. Pa. Mała Missy. Sara jeszcze raz spojrzała na niebo. Spojrzała na zegarek i dłonie zbrukane krwią sarny. Spojrzała na list od Missy Weston. Zacisnęła do bólu pięści. -Do domu. Pobiegła na pagórek, na którym stał domek, w którym mieszkali podczas urlopu. Wpadła przez drzwi potykając się o próg. Uderzyła twarzą o podłogę. Chwilę leżała przypominając sobie wszystkie przekleństwa, jakie znała. Kiedy wstała, krew z nosa poplamiła i tak już poplamioną bluzę. -Sam! Sam! Leżał w fotelu z otwartymi ustami. Z puszki leżącej na podłodze wylewało się piwo. -Och, Sam! - krzyczała Sara szlochając. Usiadła na podłodze i płakała powtarzając ciągle: To nie ja, Sam. Kiedy trochę się uspokoiła i była w stanie logicznie myśleć, zaczęła chodzić po pokoju oceniając sytuację. W końcu zatrzymała się i spojrzała na Sama. -Policja nie będzie miała wątpliwości, co do tego, że ja cię zabiłam. Muszę cię zakopać. Tak, głęboko.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sara — czytnik · opowiadania