Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 21 min czytania

SĄSIEDZKA POMOC

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

SĄSIEDZKA POMOC

Marzena i Mirek Kubiakowie byli rok po ślubie i tworzyli dobrze dobrany, zgrany związek. Nie mieli jeszcze dzieci, ale odkąd Marzena pół roku temu skończyła studia, usilnie nad tym pracowali, aż czasem w nocy sąsiedzi pukali w ścianę, by ciszej się kochali, bo niektórzy chcą spać. Marzena była dość wysoką, szczupłą, zgrabną dziewczyną o rudych włosach. Obcinała je krótko, po męsku i zdarzało się, że od tyłu z dalszej odległości była brana za chłopaka. Jednak gdy się odwróciła przodem, wszelkie ewentualne wątpliwości dotyczące je płci znikały jak ręką odjął. Sprawiały to jej wyjątkowo duże piersi, które lubiła dodatkowo podkreślać obcisłymi bluzeczkami lub sweterkami i eksponować wyzywając dekoltem. Jej mąż był niewiele od niej wyższym brunetem o średniej budowie ciała. Miał mały wąsik, orli nos i lekko odstające uszy. Był przedstawicielem handlowym w firmie sprzedającej materiały biurowe, więc codziennie przemierzał samochodem kilkaset kilometrów, podczas gdy jego żona, która nie znalazła sobie jeszcze pracy, zajmowała się domem. Niedługo po przeprowadzeniu się do bloku, w którym obecnie mieszkali, zaprzyjaźnili się z sąsiadami z tego samego piętra. Państwo Bilscy również byli młodym małżeństwem i mieli jedno dziecko, rocznego Kamilka. Piotr był wzrostu Mirka i miał niemal identyczną budowę ciała jak sąsiad, kolor oczu również mieli taki sam – brązowy. Różnili się tym, że Bilski nie miał wąsika i odstających uszu, a za to miał mały, zgrabny nos. Często się śmiali, że może są braćmi – z innej matki, ale z tego samego ojca, bo przecież tylko matka jest pewna, a ojciec jest zawsze domniemany. Grażyna Bilska zawsze musiała przy tym dodać, iż to jej mąż jest przystojniejszy z dwójki „przyszywanych” braci. Wtedy zwykle Marzena kontrowała, że za to one na pewno nie są siostrami, bo jest niemożliwością, żeby siostry tak bardzo różniły się rozmiarem biustu. Dumnie przy tym wypinała swoje duże piersi i lekceważącą spoglądała na malusieńkie piersiątka koleżanki, które złośliwie określała – gdy byli z mężem sami – mało chwalebnym określeniem „bieda-cycki”. Uwagi na temat wielkości biustu denerwowały Grażynę, która miała duży kompleks na tym punkcie. W ogóle zazdrościła sąsiadce urody i figury, bo sama była niezbyt ładną, niską, bardzo szczupłą blondynką. Niemal płaski biust rekompensowała w pewnym stopniu zgrabnym, okrągłym tyłeczkiem, ale i tak uważała, że Marzena jest od niej atrakcyjniejsza i dlatego zazdrośnie reagowała, gdy jej mąż zbyt długo przyglądał się piękniejszej sąsiadce. Drzwi ich mieszkań dzieliła od siebie tylko szerokość korytarza, więc sąsiedzi prawie codziennie bywali u siebie, a raz w tygodniu, zazwyczaj w sobotę, urządzali małą imprezkę zakrapiana alkoholem. Mężczyźni, gdy sobie popili, co jakiś czas zgłaszali propozycję, by zrobić sex-party i wymienić się partnerkami, ale kobiety nie rozwijały tego tematu, widocznie uznając to za żart. Pewnie dalej urządzaliby popijawki i może kiedyś doszłoby do wymarzonej przez panów zamiany partnerek, gdyby pewnego dnia Kubiakom nie zepsuł się zlew. Właściwie to nie zlew się popsuł, tylko rura pod zlewem zaczęła przeciekać. Mirek miał to naprawić w poniedziałek wieczorem, ale codziennie późno wracał z pracy i przekładał reperację z dnia na dzień, coraz bardziej irytując żonę, która ciągle musiała wycierać mokrą plamę pod zlewem. W końcu w czwartek Marzena tak się zdenerwowała na leniwego męża, że odstawiła go od łoża. Na drugi dzień rano Marzena wyjechała do swojej mamy i powiedziała, że jak wróci wieczorem i dalej będzie ciekło z rury, to urwie mu jaja, bo innej rady nie ma na takiego leniwego osła. Mirek wziął sobie do serca ostrzeżenie, ale szef zapowiedział mu dzień wcześniej, że będzie musiał w piątek objechać kilkunastu klientów i ma się nastawić psychiczne na późny powrót do domu. Bojąc się o swoje klejnoty rodzinne zostawił więc Piotrowi klucze od domu i poprosił go, żeby naprawił rurę zaraz po powrocie z pracy. - Proszę cię, zrób to, bo inaczej Marzenka urwie mi jaja! – błagał. Piotr, jak na dobrego kolegę przystało, zgodnie z daną obietnicą pojawił się w mieszkaniu Kubiaków już o piętnastej. Solidarność męska to ważna sprawa, a gdy rozgniewana kobieta grozi urwaniem jąder, to nie można sobie tego lekceważyć. Zlew był wbudowany w szafkę kuchenną, więc otworzył drzwiczki pod zlewozmywakiem i wystawił kosz na śmieci. Z kluczami i uszczelkami w ręku wszedł pod zlew na czworakach tak głęboko, że wystawały mu tylko nogi i pośladki. Wszystko skończyłoby się dobrze, gdyby Marzena nie wróciła do domu szybciej niż zapowiadała. Pani Kubiak opowiedziała mamie o cieknącej rurze, a gdy ta skomentowała, że po co sobie wzięła za męża takiego leniwego faceta, kobiety pokłóciły się i Marzena wróciła do siebie pierwszym możliwym pociągiem. Zdjęła buty i weszła do kuchni. Widząc wypięte pośladki w niebieskich dżinsach i szeroko rozstawione nogi bez zastanowienia nachyliła się nad nimi i mocno złapała mężczyznę od tyłu za jądra. - No! Wreszcie się wziąłeś za robotę! Ciupcianko wieczorem masz jak w banku! Piotr, słysząc te słowa i czując na jądrach mocny uchwyt, tak bardzo się zdziwił, że zaskoczony odruchowo podniósł głowę. Uderzył się w dno zlewu tak mocno, że natychmiast rozciągnął się jak długi na podłodze, tracąc przytomność. - O Boże, Miruś! Co ci się stało? – krzyknęła Marzena. Nieprzytomny Piotr oczywiście nie odpowiedział, więc Marzena pochyliła się nad nim. Dopiero gdy włożyła głowę pod zlew zauważyła, że to nie jej Miruś leży na podłodze. Próbowała go ocucić – najpierw uderzając go coraz mocniej otwartą dłonią w policzek, a potem polewając zimną wodą – jednak bezskutecznie. Wtedy przestraszyła się już na dobre i zadzwoniła po pogotowie. Karetkę podjechała pod blok już po kilku minutach. Do drzwi zadzwoniło dwóch wysokich, tęgich mężczyzn. Wpuściła ich bezzwłocznie. - Co tu się stało? – zapytał lekarz, nachylając się nad Piotrem i sprawdzając, czy ma wyczuwalny puls. - To pani mąż? - Nie, sąsiad. Mój mąż miał naprawić cieknącą rurę, ale widocznie przysłał w tej sprawie sąsiada, bo jak weszłam do domu, to on już tu był. - Puls jest mocny – powiedział lekarz. – Będzie żył. Co było dalej. - Wchodzę do kuchni, a on siedział pod zlewem. Wystawały mu tylko nogi i tyłek, więc myślałam, że to mój mąż. - To nie zna pani tyłka swojego męża? Ja bez problemu odróżnię dupeczkę mojej żonki od jakieś innej dupeczki. - No znam, ale mąż i sąsiad są tacy podobni do siebie. Mają tą samą budowę ciała. Mąż kupił sobie niedawno właśnie takie spodnie i byłam pewna, że to on. Dopiero po fakcie sobie przypomniałam, że mąż i sąsiad ostatnio kupili sobie takie same niebieskie dżinsy. - Wszystkie części ciała moją do siebie podobne? – lekarz spytał z drwiącym uśmiechem na ustach. - Nie wiem, nie widziałam wszystkich części ciała sąsiada! – Marzena była zdenerwowana. - A w ogóle to co mi pan insynuuje? - Nic, zupełnie nic. Tylko pomyślałem sobie, że pani z sąsiadem, no wie pani, ten tego na podłodze i sąsiad w trakcie doznał kontuzji – obaj mężczyźni zarechotali wesoło. - To niech pan lepiej nie myśli, bo kiepsko to panu wychodzi! – Marzena aż spąsowiała na twarzy. – Nie było żadnego ten tego na podłodze! - Przepraszam. Nawet pani nie zdaje sobie sprawy, do jakich wypadków czasami przyjeżdżamy. No to co było dalej? Wchodzi pani do kuchni, wystaje tyłek i ... ? - I pomyślałam, że to mój mąż naprawia rurę. Podeszłam do niego, powiedziałam: „No! Wreszcie się wziąłeś za robotę!”. I złapałam go od tyłu za... za... - Za tyłek? - Nie, za... - Za jaja? - Tak. - To ciekawie pani się wita z mężem – mężczyźni znów wesoło się zaśmiali. – Z innymiteż się pani tak wita? - Nie, tylko z mężem. To znaczy, z nikim się tak nie witam, tylko dzisiaj – z nerwów język jej się plątał. - Aha, rozumiem – lekarz starał się zachować powagę, ale z trudem tłumił śmiech. – Chwyciła go pani za jaja, bo myślała pani, że to jaja męża. I co się potem stało? - Piotr, to znaczy sąsiad, podniósł głowę, uderzył się w zlew i stracił przytomność. Chciałam go ocucić, ale nie udało mi się, więc zadzwoniłam na pogotowie. - To się chłopina musiał zdziwić, jak pani go tak znienacka chwyciła za jaja – pielęgniarz był bardzo rozbawioną sytuacją. – Pewnie pomyślał, że chce pani z nim bara bara na podłodze. Musiał się podniecić, biedaczek.. - Niech już pan przestanie z tą głupią gadką! – fuknęła Marzena. - Tak się do pani spieszył na rampamputanie, że walnął się w zlew! – zaryczał śmiechem lekarz. - Niech pan się liczy ze słowami, doktorze – kobieta była wściekła. –I co to jest rampamputanie? Nie znam takiego słowa. - To taki eufemizm. I niech pani nie udaje głupiej. Spieszył się na bzykanko, to dla nas jasne jak słońce. Często to robicie na podłodze w kuchni? - Won! Precz mi stąd – wrzasnęła Marzena. – Wynocha! Natychmiast! - Dobrze, już dobrze, bez nerwów – lekarz starał się ją uspokoić. - My wszystko rozumiemy, nic co ludzkie nie jest nam obce. - Marek – zwrócił się do pielęgniarza – Idź po kierowcę i przynieście nosze. Zabierzemy go do szpitala na obserwację. Pewnie ma wstrząs mózgu i niedługo odzyska przytomność. Po chwili Piotr był już na noszach. Pielęgniarz z kierowcą podnieśli nieprzytomnego mężczyznę i uśmiechnięci od ucha do ucha wynieśli go na klatkę schodową. Lekarz wyszedł za nimi. Obrócił się na progu i mrugnął porozumiewawczo do kobiety. - My wszystko rozumiemy. Wcale mu się nie dziwię, bo ładna z pani babka. Marzena ze złością zatrzasnęła za nimi drzwi. Pielęgniarz, znosząc z kierowcą pacjenta, skomentował: - Niezła historia. Chciała się z nim ryćkać i chwycił o znienacka za jaja, a on pierdyknął się w zlew i padł! Cała trójka ryknęła śmiechem. Pielęgniarz zaśpiewał wesoło: - Bara, bara, bara, riki tiki tak, jeśli masz ochotę, daj mi jakiś znak. - I dała mu znak – powiedział kierowca. – Że aż padł z wrażenia! Tak ich to wszystko rozbawiło, że zanieśli się śmiechem. Idący z tyłu pielęgniarz na moment puścił jedną rączkę noszy i dając upust radości uderzył się dłonią w udo. To wystarczyło. Nosze przechyliły się niebezpiecznie mocno i Piotr spadł na schody. Potoczył się aż na półpiętro. - No, ładnie – powiedział lekarz, gdy już opanowali

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
SĄSIEDZKA POMOC — czytnik · opowiadania