Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 15 min czytania

Sąsiedzka Stygmata- rozdział 1...i trochę drugiego

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Powieść tę dedykuję piszącym Fałszywemu Prorokowi, Haysonowi oraz !Razielowi. Genialni...pisarze!

I Malutkie, specjalne podziękowanie dla Piramida oraz Deana Corso.

Sąsiedzka Stygmata

Prolog

Wraz z upływem czasu zmieniony zostałem, młodych przyrzeczeń zabity. Rozumiejąc to upadłem...tworząc początek. Więc po co przepraszałem skoro początek nadchodził już następnego dnia. Jako larwa początku nie było nigdy, więc czemu zmieniłem się w trzmiela. Niektórzy zostają larwami do końca...wtedy widzę siebie samego ich oczyma i zamykam je. Wszystko przez kłamliwe mózgi, które tak bardzo pragną początku....(...) M.D. Church 10.10.05r.

-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!- Wrzasnął Albert gniotąc zębami rozpalonego papierosa. Liczne zmarszczki na jego poniszczonej od tytoniu skórze ułożyły się teraz w żywy labirynt. Splunął resztkami żaru, które wygodnie ulokowały się w jego niewrażliwych na ból ustach. - Ja tylko dbam o twój cholerny tyłek Lou, który ty pakujesz w najgorszą dziurę południowej Ameryki.-Syknął widocznie znudzony już tą całą dyskusją.- powinieneś być mi wdzięczny- dodał. Louise podniósł głowę, jego ciemnobrązowe włosy zareagowały natychmiast uskakując w stronę potylicy. Spojrzał z wyrzutem na przyjaciela. - Nie rozumiem, nie tak dawno namawiałeś mnie do zamieszkania w Sickriver. Powiedział patrząc trochę to z obrzydzeniem trochę z ciekawością na malutkie kupki tytoniu pomiędzy zębami Alberta.- A teraz twierdzisz, że jest ono dziurą? Zwykłą pieprzoną dziurą? Wyrwany z wpatrywania się w niewielki stołek na, którym stały dumnie dwie butelki najdroższej whisky w Ameryce, Albert spojrzał na przyjaciela. -Po prostu dowiedziałem się, że to miasto jest niegodne takiego obywatela jak ty- Oznajmił zdziwiony jak łatwo wyszło mu z ust to wierutne kłamstwo- Znajdą się inne miasta, w których również będą domki nad jeziorem. Louise westchnął poczym wstał ze wcześniej zajmowanego skórzanego fotelu. Skierował się w stronę zasłoniętych okien, cały czas czując na sobie pełen zdziwienia wzrok Alberta. -Wychodzisz już...?- Spytał lecz nie skończył ujrzawszy Louis'a chwytającego za zasłony. Promienie słoneczne dotychczas powstrzymywane, teraz wdarły się z całym impetem do środka rozświetlając panujący tam półmrok. Błękitne źrenice jego oczu gwałtownie się zwężyły. Teraz Albert mógł wreszcie dojrzeć całego Louisa, który znacznie zmienił od czasów ich ostatniego spotkania. Był dosyć krępej budowy, na plecy opadały mu zawiązane w kitkę długie blond włosy, mylące niekiedy Louise'a z kobietą. Ta sama pozostała jedynie cera, zawsze biała jak kreda oraz brązowy golf zrobiony przez jego żonę, trochę przyciasny przy szyi z, którym rzadko się rozstaje. -Gdyby to zależało ode mnie, Carol jest taka szczęśliwa z możliwości zamieszkania w tym domu...-westchnął ciężko- Dlatego właśnie proszę cię o niego. Louise dostrzegł zakłopotanie na twarzy przyjaciela, dojrzał w jego oczach głębokie zamyślenie... -Tak naprawdę...Al....to czemu nie chcesz abym tam zamieszkał? -Spytał spokojnie, bez nacisku- Sam kupiłeś ten dom? Powiedz, przecież wiesz, że nie będę miał pretensji...-dodał obojętnie. -Nie! Ty nie rozumiesz...- Bronił się Albert- Po prostu...po prostu to miasto jest przeklęte... Spodziewał się po przyjacielu jakiejś ironii. Lecz Louise tylko spojrzał na niego z dosyć dziwacznym wyrazem twarz, jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. Złapał za jedną z butelek "Whiskey" stojących już nieopodal Alberta i mruknął. -Też sobie wymówkę wymyśliłeś...

Carol Tary dosyć hałaśliwie przygotowując śniadanie miała nadzieję jak najszybciej obudzić śpiącego na piętrze męża. Starała się uderzać jak najmocniej w patelnię drewnianą łyżką, która w ogóle nie była potrzebna przy robieniu bekonu. Wyglądało to tak jakby próbowała zabić coś żywego tuż przed usmażeniem. Wszystko to tylko po to aby usłyszeć z ust Louis'a, że rozmowa z Albertem była udana. Domek nad jeziorem zawsze był jej marzeniem. Gdy zobaczyła go raz pierwszy, tam, w Sickriver był ja magnez, po prostu musiała w nim mieszkać. Jakby domek był małym zwierzątkiem w sklepie zoologicznym smutnie błagającym o przygarnięcie, któremu nie sposób się oprzeć. Gdy już prawie zaczęła wierzyć, że marzenia naprawdę się spełniają. Z pośród wszystkich optymistycznych myśli, wyszła ta jedna mówiąca jasno, a co będzie gdy jednak Albert nie kupił im domu? Całe to podniecenie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni i spadnie na nią w charakterze niespodziewanego smutku. Zaśmiała się, nie to nie możliwe, ten dom już jest ich i ona dobrze o tym wiedziała. -Lou...przynieś mi wreszcie tę wspaniałą wiadomość- szepnęła uderzając jeszcze głośniej w patelnię. Odgłos uderzenia rozniósł się po całym mieszkaniu obijając się z hukiem o ściany. Teraz była pewna, że Louise się obudził. Żyła z nim już dość długo aby wiedzieć, że jej mąż ma bardzo króliczy sen. Czuła pod brzuchem irytujące uczucie niepewności mieszane wraz z podnieceniem. Odpowiedź na jej poranne pytania zbliżała się, a ona to czuła. Podbrzusze było niczym radar, który nasila dźwięk gdy punkt poszukiwania znajduje się blisko, tak ona była coraz bardziej podniecona. Postanowiła, że międzyczasie gdy Louise będzie kończył poranną toaletę, ona wreszcie dokończy śniadanie. Zmarszczyła brwi patrząc na patelnię wypełnianą ciapą jaką niegdyś był bekon. Cóż, wszystko trzeba będzie zacząć od początku, pomyślała wrzucając z patelni resztki żywności do pojemnika ułożonego pod zlewem. Śpieszyła się, chciała żeby dzisiaj Louise miał jak najlepiej. Prawie biegała po kuchni starając się przygotować wszystko jeszcze przed przyjściem męża. Zatrzymała się tylko na chwilę obok lustra wiszącego tuż obok lodówki. Louise zawsze powtarzał, że wieszanie lustra w tym miejscu nie ma sensu. "Przecież można je powiesić w korytarzu"- powtarzał, lecz w końcu jej wdzięk pokonał jego upór. Spojrzała w swoje odbicie, zastanawiając się czy naprawdę jest taka piękna jak wszyscy jej mówią. Louise zawsze powtarza, że w książce z hasłem "przeciętni" jego imię widniało by na pierwszej stronie, a jednak ona była z nim, a nie z żadnym z tych opalonych mięśniaków przechadzających się po plaży, podbijających kobiece serca swoim muskularnym wyglądem. Jej średniej długości czarne włosy, uskakiwały na boki poruszane jej delikatną dłonią. Zdążyła sprawdzić jak co dzień czy na jej lekko opalonej skórze nie pojawiły się żadne zmarszczki, miała na tym punkcie obsesje, co wykorzystywał Louise aby się z nią podroczyć. Spojrzała raz jeszcze w swoje odbicie po czym wróciła do przygotowań. Radar mówił jej, że Louise lada chwila zejdzie na dół, nie mogła się spóźnić ze śniadaniem.

Rozdział Pierwszy

Albert Esimor siedział w swoim małym pokoju przygotowanym specjalnie do jego pracy. Nie znajdowało się w nim nic co mogło by go rozproszyć, po prostu on, biurko, oraz maszyna do pisania. Żadnych obrazów na ścianach na, których mógłby zawiesić swój wzrok, biurko ustawione było tak aby, siedzący przy nim był odwrócony tyłem do małego okna na ogród. Tego dnia w ogóle nie mógł się skupić na pisaniu, siedział wpatrzony w pustą ścianę od czasu do czasu stukając delikatnie palcami po klawiszach maszyny. Nie mógł uwierzyć, że to zrobił, pozwolił Louisowi tam zamieszkać. Palce pracowały coraz szybciej, wydawało mu się, że uderza cały czas w te same litery.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sąsiedzka Stygmata- rozdział 1...i trochę drugiego — czytnik · opowiadania