psychologia · 4 min czytania
Schody do piekła
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Tak, to ja, istnieję. Wiem, bo czuję, widzę, działam; chcę i potrzebuję, daję i czerpię... pragnę. Kocham i jestem kochana. Bezpieczna, spokojna, bez pesymizmu, bez lęku i fałszu, bez czających się zewsząd, złowrogich cieni, mających zamiary – przepiękny entourage, w całym swoim ”ja” niezakłócony, krystalicznie czysty i dobry…
A teraz stoję, zatrzymałam się w miejscu, nieczynna. Bez powietrza, bez przyszłości, bez marzeń. Beznadziejna, mała, nic nie znacząca "ja”, zagubiona, ukarana, zduszona. Jeden dotkliwy epizod, aby zabić wszystko, roztoczyć ciężką chmurę desperacji, okupującą radosny uśmiech mgłę zakrywającą wszystko, całą przyszłość, której po prostu nie będzie. Przeszywający cios, nieoczekiwany, niepożądany, znienawidzony finał. Bezczelna, wredna pięść losu uderzająca prosto we mnie, w dziesiątkę, w ten najczulszy punkt, jakim jest szczęście. Ale przecież to nie tylko oni, przecież to wszyscy... wszyscy... kiedyś... Każdy, bez wyjątku, kolorowy czy szary, błyszczy lub skryty, tyci i olbrzymi… każdy! Więc dlaczego to tak boli, czemu tak kurewsko boli?! Żadnych odpowiedzi, jedynie złośliwy uśmiech opatrzności.
Tkwię więc jak posąg, pokonana, zablokowana, urwana jak niedokończony epicki film – zepsuty projektor beztroskiego życia.
Obrałam kurs. Wolno idę stopniami w dół, zatrutą drogą zatracenia, delektując się spływającą po duszy ulgą. Coraz szybciej i szybciej, zachłanniej, kroki dają ukojenie, spokój, sen…
Część 22 / 2
I nagle znów staję. Mur wzniesiony miłością i troską zatrzymuje mnie, trzyma mocno, więzi, bezczelnie nie pozwalając mi wznowić podróż.
Dotykana zewsząd, popychana, ruszyłam wolno, ale dokąd? Nie wiem, dokąd, nadal się jednak poruszam, niemalże stojąc w miejscu. Każdy krok jest trudniejszy od poprzedniego, nogi ciążą niczym ołów, lecz idę dalej. Bez celu, bez przekonania, bez złudzeń...
Lecz znienacka wita mnie przeszkoda, zapora, dokładnie przede mną, jakby dla mnie stworzona. Cały czasu tu była, czaiła się, perfidie…