Hobby · 5 min czytania
Ścianka wspinaczkowa - odcinek 4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Do końca operacji Pera zostało jakieś czterdzieści pięć minut, może godzina. Przez ten czas dziewczyny nadal rozmawiały, żartowały, zaśmiewały się do rozpuku z anegdot opowiadanych przez Marie. Najzabawniejsze były opowiadania opisujące różne wpadki i inne śmieszne sytuacje, które miały miejsce w trakcie koncertów, wywiadów, czy nakręcania teledysków do piosenek. Marie opowiadała właśnie jedną z takich historii kiedy nagle drzwi bloku operacyjnego otworzyły się. Kiedy Ana Lisa zobaczyła co się dzieje - poderwała się z miejsca. Zdziwiona Marie przerwała opowiadanie i rozglądając się wokół lekko skołowanym wzrokiem, spytała: - Co się stało? Wystraszyło cię coś...? - Nie, skończyła się operacja i... - Nareszcie, w którą stronę skierowali się lekarze? - W lewo, na OIOM. - Chodźmy tam - powiedziała Marie, ruszając truchtem. Ana bez słowa zaczęła biec, próbując dogonić Marie, co udało jej się szybko. Kiedy dobiegły - Marie od razu chciała wejść do sali Pera. Niestety udaremniła jej to lekarka przechodząca korytarzem. - Nie może pani tam wejść - rzuciła w kierunku Marie, patrząc na nią wzrokiem, który gdyby tylko potrafił - mógłby zabić. - Czemu? - Marie stanęła jak wryta. - Po prostu, nie i już. Musi pani zaczekać. Za kilka dni zostanie przeniesiony do normalnej sali. - Czy mogę przynajmniej na niego przez chwilę popatrzeć...? - głos Marie zaczynał się załamywać. - No dobrze... - burknęła z niechęcią lekarka. Najchętniej kazałaby dziewczynom wyjść z budynku szpitala. "Co za zołza... Czemu tak się zachowuje? Zazdrości nam czegoś?" - myślała zła Marie, idąc powoli w stronę sali. Nie była w ogóle świadoma tego, że miała rację, rozgryzła ją. Lekarka faktycznie była przepełniona zazdrością. Zazdrościła Perowi i Marie przyjaźni jaka ich łączyła, zaufania jakie mieli do siebie nawzajem i wreszcie kariery jaką robili. Kiedy doszły na miejsce zaczęły w ciszy przyglądać się Perowi i rozmyślać o wypadku. Marie była tak zamyślona, że nawet nie czuła łez, które toczyły się po jej policzkach. - To ja powinnam była spaść... - załkała. - Wcale nie, nie mów tak. To moja wina - odparła Ana Lisa, przytulając Marie do siebie. Dziewczyna nie protestowała ale po chwili, kiedy dotarł do niej sens słów wypowiedzianych przez Anę - wyprostowała się i spytała: - Jak to: twoja wina? - Po prostu: powinnam była zareagować kiedy widziałam jaką linę dostał Per. A ja to zignorowałam... - tym razem głos Any załamał się. Po chwili, kiedy emocje opadły, Marie…