Hobby · 6 min czytania
Ścianka wspinaczkowa - odcinek 9
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szła a właściwie biegła w jego stronę. Kiedy się przed nim zatrzymała - schyliła głowę w dół żeby uspokoić rozszalałe tętno po czym nacisnęła klamkę. - Tam ktoś jest, wchodzi pani bez kolejki - zestrofowała ją starsza pani, podnosząc się z miejsca. Dziewczyna tylko uderzyła ją wzrokiem i weszła. Nawet nie zrobiło się jej wstyd, choć pewnie powinno. Nie teraz. - Jak pan nas mógł tak oszukać?! - ryknęła, opierając wyprostowane w łokciach ręce na biurku i patrząc na lekarza z góry (facet i tak był "nikcemnego wzrostu") - Nie rozumiem... - udawał głupiego. - Dobrze pan wiedział, że Per może stracić pamięć, ba, że to się stanie! - krzyczała. Krzyczała tak głośno, że ludzie zebrani przed gabinetem słyszeli wszystko. Nie dbała o to. - Nawet laik taki jak ja wie, że upadek z takiej wysokości jest niebezpieczny czy nawet śmiertelny! - I co z tego? Zdarza się - prychnął facet. Słysząc te słowa, Ana ze złością uderzyła go w twarz. - I co, zdarza się - wypowiedziała te słowa takim samym tonem jak on swoje wcześniej. Obróciła się na pięcie i wyszła. - Przepraszam panią bardzo... - zwróciła się zawstydzona do kobiety, która dała jej jakiś czas wcześniej reprymendę. Było jej wstyd nawet dwa razy bardziej. - To nic dziecko - zwróciła się do niej miękko - Musiało chyba chodzić o kogoś ci bliskiego...? - Powiedzmy... - mruknęła zmieszana Ana Lisa. Nie mogła przecież nazwać Pera swoim partnerem. Nic ich nie łączyło. Za to "smalił" do niej cholewki Oskar. Ale po tym co się stało - nie miał u dziewczyny najmniejszych szans. Kiedy już w pełni się uspokoiła - skierowała się w stronę ławki, na której czekała na nią poddenerwowana, łkająca cichutko Marie. - Już po wszystkim. Wiem wszystko - szepnęła, siadając obok i przytulając do siebie Marie, przeciwko czemu dziewczyna w ogóle nie protestowała. - I co...? - spytała, unosząc na Anę zapuchnięte od płaczu oczy, z których leciały łzy na co ona w ogóle nie zwracała uwagi. - Bardzo dobrze wiedział co się stanie kiedy Per odzyska przytomność. - CO?! - Marie zareagowała jakby została ukąszona przez co najmniej osę czy pszczołę - Czemu nam nie powiedział o tym wprost? - spytała już spokojniej siadając a raczej osuwając się na ławkę kompletnie bez sił - Przecież to jego obowiązek do licha... - była wszystkim tak bardzo osłabiona, że tylko wyszeptała te słowa choć normalnie pewnie by je wykrzyczała. - Masz rację, to jego obowiązek. Naprawdę nie wiem czemu to zrobił... - zgodziła się Ana, pozwalając Marie przytulić się do siebie. Przez jakiś czas dziewczyny nie odzywały się. Można było tylko usłyszeć przerywany, ciężki oddech Marie. To, że był taki ciężki było…