Historia · 18 min czytania
Ścieżka Generała 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
O zmierzchu, za stodołą przykuca trzech mężczyzn. Obserwują z ukrycia rozstawiający się oddział strzelców. -Dużo ich- powiedział Ignac - No. Patrzaj, każdy flintę jaką dzierży- dodał Klemens -Najemnicy. Takim żołd dyktuje kogo zabijać i dla kogo ginąć - stwierdził zimno Antoś, wiedząc z doświadczenia -Młodziki same-powiedział Klemens -Wojna przecie. Stare wygi na granicach. Więcej tam zarobić niż tu na chłopskiej ziemi- odezwał się Ignac Konny, który dowodzi najemnikami wykrzykuje rozkazy, które echem roznoszą dziesiętnicy. Dziesiętnicy często ciężkimi razami tłumaczą znaczenie wykrzyczanych przed chwilą słów, tym, co mają problem ze zrozumieniem. -Rozstawiają się. Będzie draka- ocenił Antoś -Ja widełki wziełem. Niech no tylko sprowokują - zachęcił Klemens Klemens mocniej zaciska dłoń na widłach. Człowiek na koniu rozkazuje oddanie salwy. Pierwsza salwa trafia głównie w sztachety i drewno stodoły. Podnosi się kurz. Antoś, Klemens i Ignac biegną w stronę położonego na środku wozu. -Podłe bydlaki. Na ślepo walą- oburzył się Antoś -Chłopak Kazika oberwał- oznajmił Klemens Antoś patrzy w kierunku drugiego zabudowania za którym stoi Kazik z krwawiącym synem. Kazik chwyta wbite w ziemię widły i ciska jak oszczepem w kierunku najbliższego strzelca. Widły wbijają się w pierś strzelca. Strzelec pada trupem. -I nam tak trzeba!- krzyknął Antoś Antoś chwyta swoje widły i ciska w tłum strzelców, którzy przeładowują. Pada kolejny. Antoś wybiega w stronę tłumu strzelców z siekierą i płata najbliższego napotkanego. Zza zabudować podnosi się okrzyk chłopów i sypią się widły. Po chwili wybiegają chłopi z siekierami. Masakrują przeładowujących najemników stojących w pierwszym rzędzie. -Brać broń!!! Brać broń z trupów!!- przekrzyczał zadymę Antoś -Pociski bierzta. Bierzta pociski- dodał Klemens Drugi oddział skończył ładować. -W nogi. Strzelać będą- ostrzegł Ignac. Każdy jak stał tak ruszył do swojej pierwotnej kryjówki. Antoś chowa się za najbliższym rogiem stodoły. Patrzy na trupy leżących najemników. Smuci się, bo obok leży jeszcze dużo pistoletów, których nie udało się zabrać. Najemnicy zajęci przeładowaniem nie starają się zabrać broni. Pada strzał. Słychać kilka jęknięć od strony zabudowań. Chłopi przeładowali pozyskane pistolety i odpowiedzieli ogniem. Zaskoczeni obrotem sprawy porażeni najemnicy nawet nie jęknęli. Antoś zdobył półautomatyczną strzelbę. Co i raz wychyla się i kładzie kolejnego najemnika. O deski jego kryjówki uderza coraz więcej kul z podobnych półautomatów trzymanych w rękach najemników. Antoś celuje tylko w tych z półautomatami. Jest bardzo celny. Pada kolejna salwa. Podnosi się kolejna fala kurzu. Antoś wraca za wóz. Przy kole leży zakrwawiony Klemens. Próbuje coś mówić, ale wychodzi tylko majaczenie. Za wozem siedzi już pięciu chłopów. -Musimy zrobić wypad po amunicję-stwierdza Antoś -Antoś, my pójdziem, a Ty szyj. Ty dobre oko masz. Większą fortunę będziem mieli-odpowiada Emil -Zgoda- chóralnie odpowiedzieli chłopy. Pada salwa najemników. -Tera chłopy. Tera-zimno ocenił Emil Antoś wychyla się cały zza wozu i strzela. Przez chwile łapie na celownik konnego dowódcę. Ale nie oddaje strzału. Zabija tylko tych którzy mierzą w biegnących chłopów. Pada kilka niecelnych strzałów w stronę Antosia. Klemens wydał ostatni dech i skonał. Antosiowi pociekła łza, która przez chwilę zaburzyła celność. Zamiast w serce trafił mierzącego najemnika w żołądek. Kolejne strzały były już całkowicie celne. Część chłopów zbyt długo maruderzy przy amunicji. Kolejna fala jęknięć uniosła się wraz z salwą. Byle do nocy. Wtedy podejdziem i nożami rozpędzim-wydyszał Emil -Cofają się. Konny zbiega. To koniec. Uchodzić będą-zipiąc dodał Ignac -Posłańca wysłali po posiłki. O zmierzchu przyjdą nowi-ocenił Antoś -Ściemnia się. A z nożami nie podejdziem. Obstawili się na łączce Bolka. I my odpoczniem. Jutro znów płatać trza będzie-powiedział Ignac -Emil. Odpoczynek nie dla Ciebie. Bierz konia ze stajni Bolka i gnaj po wsiach za chłopstwem do pomocy-wydał polecenie Antoś. -Ale co mówić? -Mów, że naszych biją. Niech każdy weźmie co ma do zabijania. Myśliwi strzelby i pociski- odpowiedział Antoś. Podchodzi Kazik. -Na łączce siedzą. Dobić można. -Za daleko. Zanim podejdziem wymierzą dobrze i pokładą nas jak kaczki. Jak z synowcem?-powiedział Uniesław. -Znachor mówi, że przeżyje. Ale robotą w polu już się nie narozkoszuje. -Wystawcie młodych na czuwanie. Coby nas w nocy nie podeszli-polecił Uniesław. Pokładli się wszyscy w miejscach gdzie się bronili.
Antoś stoi za wozem. Strzela raz po raz kładąc kolejnych najemników. Widzi tego ubranego na czerwono. Mierzącego do niego. Nagle ze snu wybudza go Uniesław. -Antoś, idzie nowa dusza najemników. Aż ziemia pod nimi dudni. Pomóż chłopom przy kładzeniu wozów. Antoś chwile nasłuchuje. Zrywa się i patrzy w dal w stronę nadchodzących najemników. -To nie pod najemnikami dudni ziemia. Artylerię ciągną. Zmiotą zagrodę Bolka w kilku strzałach. Kładźmy te wozy, póki możem nosy wychylić. Od drugiej strony wbiega na koniu Emil. Podjeżdża do Uniesława. Opodal Antoś siłuje się z wozem. -Ze wsi już ciągną-powiedział głośno Emil, tak, żeby wszyscy słyszeli. -Wiele?-zapytał Uniesław -Północna wieś cała się stawi. Tylko baby do lasów odprawią. Tak sam Biezdar obiecał. Od Jutrowoja myśliwi będą. Inni chłopi krowy wydoją i później dojdą. Od Bojana kilku się szykowało na rano. Większość na południe będzie. Sulibrat, Gromisław, Biezrząd i Niedomysł, wsiowi rozrabiacy, bez namowy przyjdą. Dla samego rabanu. -Będzie z setka jak juniorów pobiorą. Pomóż przy wozach. Odpoczywać nie pora- powiedział Uniesław Po przygotowaniu barykady Uniesław robi obchód. Antoś podchodzi. -Wziąłbym z pięciu i pod artylerią pogrzebał, zanim zacznie miotać. -Jak we trzech wam się nie uda to i w dziesięciu nie dacie rady. Kogo chcesz?-zapytał Uniesław -Ja pierwszy. Drugi Ignac. Trzeci Emil. Jest zmęczony i wyrywać się do walki nie będzie. A tu trzeba spokojnych. -Idźcie z Bogiem. Do zagrody przychodzą kolejni chłopi. Uniesław wita ważniejszych misiakiem, mniej ważnych uściskiem dłoni, innych pozdrawia uniesieniem ręki i skinieniem głowy. Niektórzy z synami. Niektórzy z dwoma strzelbami. Jedną z nich oddają Uniesławowi. Ci co bez broni przychodzą dostają strzelbę i amunicję.
Świta. Najemnicy ustawiają się na nowo. Morze ludzi zalewa drogę przed zagrodą Bolka. Ogromny wybuch przerywa głośny potok rozkazów człowieka na koniu. Po chwili najemnicy rozpoczęli swoją codzienność pierwszą salwą. Zagroda Bolka pokrywa się kurzem i dymem. Najemnicy wystawieni na strzał padają jeden po drugim. Rzadko kiedy kula dosięga człowieka schowanego za wozem, albo za stodołą. Po kilku salwach za wozem pojawia się Antoś i Emil. Cali osmaleni. -Ignac?- zapytał Uniesław, spostrzegłszy brak trzeciej osoby Antoś kiwa przecząco głową. -Do roboty. Nie Ty Antoś. Ty będziesz tylko strzelał. Przydzieliłem Ci chłopca, który będzie przeładowywał Twoją broń- powiedział Uniesław. Ustawienie najemników wręcz idealnie odpowiada taktyce chłopów. Na środku wozu ustawieni byli najszybsi strzelcy. Niestety ich szybkość nie odpowiadała celności. Trafiali więc gdzie popadło, ale trafiali we wszystko co się ruszało. Ranni najemnicy ścielili się więc na środku gęsto, ale wielu z nich jeszcze żyło. Próbowali się czołgać, wycofywać. Niewielu najemników próbowało się tędy przedrzeć. Jęki rannych skutecznie zniechęcały. Z lewej strony wozu Antoś kładł raz po raz kolejnego najemnika. Szybkością ustępował strzelcom z środka, ale celność miał niezaburzoną. Ten, kto padł, niczego nie próbuje. Z przeciwnej strony wozu podobną rolę odgrywał Jutrowoj. Na codzień myśliwy. Może nie grzeszył szybkością, ale celność miał niezachwianą. I właśnie flanki wydawały się najemnikom potencjalnie do zdobycia. To było jednak złudne wrażenie. I tak napływa fala za falą. Mniej w środku i więcej po bokach. I tak jak napływa tak samo rozbija się po chwili niczym o skalisty brzeg.
Broń najemników zbierają teraz już nie tylko chłopi ale i Sulibrat, Gromisław, Biezrząd, którzy przy okazji masakrują w pojedynkach zagubionych najemników. Nagle po zagrodzie przebiegł ogromny huk. W odpowiedzi na raz padło pięciu najemników. Ciała ich były porwane na strzępy. Środkowi strzelcy z przestrachu zaczęli zezować bardziej niż zazwyczaj. Jutrowoj przywykły do głośnych wystrzałów nie przerywał swojej rzemieślniczej pracy. Podobnie Antoś czując wiszącą nad nim odpowiedzialność wykonywał swoje obowiązki sumiennie. Uniesław, mający nad wszystkim pieczę poczuł potrzebę odnalezienia źródła tak brutalnej śmierci najemników. Nie wiedział, czy ma się obawiać czy raczej…