Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 16 min czytania

Ścieżki losu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przeprowadzka do Windy Mountain nie była dla mnie rzeczą prostą. Wydawało mi się, że to będzie koniec świata. Mojego małego świata, który wytworzyłam sobie przez pierwsze szesnaście lat życia. W Prince Hill miałam już wyrobione zdanie o sąsiadach, wiedziałam na jakich balach bywać i zawsze mogłam liczyć na odwiedziny moich licznych przyjaciół. Lubiłam nasz niezbyt duży dworek, rozległe wrzosowiska kwitnące fioletowymi kwiatami i pachnące wieczorami, niewielkie miasteczko, do którego jeździłam po sprawunki i atmosferę, która panowała wśród ludzi. Wyjeżdżając z Prince Hill najbardziej żałowałam jednak rozstania z moją najdroższą sercu przyjaciółką Anastazją McDuff. Od najmłodszych lat bawiłyśmy się razem i praktycznie byłyśmy nierozłączne. A teraz miałam być setki mil od niej. Koniec z rozmowami w kościele, zabawami na wrzosowiskach i rozmowami o najskrytszych sekretach. Miałyśmy za sobą wspaniałe wspomnienia, lecz nadszedł czas rozstania. Oczywiście rodzice obiecali odwiedzać McDuffów, a oni nas i owszem, przyrzekłyśmy sobie z Anastazją, że będziemy korespondować, ale wiedziałam, iż nic nie będzie już jak dawniej. Znajdziemy nowych przyjaciół, a wysyłanie listów jest męczące. Tak więc ze łzami w oczach i ponurymi perspektywami na przyszłość opuszczałam rodzinny dom. Wieczór był ponury i mroźny, czuć było nadchodzącą zimę. W powozie było cicho. Tą ciszę zakłócał jedynie miarowy stukot końskich kopyt o kamienie, którymi wyłożono drogę. Po kwadransie jazdy zmarzły mi dłonie. Potarłam nimi o aksamitną sukienkę. Niewiele to pomogło, więc pochuchałam na nie. Nie uszło to uwadze mojej matki. -Aleksandro! Czy nie mówiłam ci, abyś zabrała ze sobą mufkę?- usłyszałam jej wysoki głos. „Owszem, mówiłaś”- przyznałam w duchu, jednakże poczułam się na tyle urażona krytyką mojego zachowania, że opuściłam głowę i zaczęłam bawić się guzikiem płaszcza. -Ona tak zawsze. Najpierw nie słucha rad mądrzejszych od siebie, a potem wychodzi jej to na złe- moja starsza siostra Teresa za żadne skarby świata nie odpuściłaby okazji do dogryzienia mi. Postanowiłam być ponadto i puściłam jej uwagę mimo uszu. Czyż przystoi damie przejmować się docinkami ludzi małej inteligencji? Posłałam jej jedynie obojętne spojrzenie i powróciłam do zabawy guzikiem. Znowu w powozie zapanowała cisza. Była mi ona na rękę. Musiałam przemyśleć wiele spraw. W sumie to nie tyle przemyśleć, co pogodzić się ze stanem rzeczy. Wiedziałam, że przeprowadzka jest bardzo korzystna dla mojej rodziny. Zamek w którym zamieszkamy jest o wiele większy i wygodniejszy niż nasz stary dom. Nie widziałam w tym najmniejszego problemu. Martwiła mnie jednak konieczność poznawania nowych ludzi, nawiązywania przyjaźni i konieczności rozeznania się w sytuacji. Myślenie nigdy nie było moją mocną stroną. Zawsze cierpiałam na brak koncentracji i byle co odwracało moją uwagę. Tym razem owym „byle czym” okazała się spadająca gwiazda. „Szybko! Muszę wymyślić życzenie... wiem! Chcę spotkać chłopca, który jest mi przeznaczony!”- pomyślałam. Gwiazda zniknęła, a ja uświadomiłam sobie jak durne i naiwne życzenie wymyśliłam. Chętnie bym je cofnęła, ale cóż... Po paru godzinach jazdy ojciec zadecydował że czas najwyższy na nocleg. -Doprawdy, Bernardzie, nie rozumiem czemu nie wyruszyliśmy dopiero rankiem. Te przydrożne zajazdy są wprost nieznośne!- narzekała matka wychodząc niezgrabnie z powozu (spowodowane to było jej pokaźną tuszą). -Moja droga, ja tu jestem głową rodziny. Pozwól, że będę o niej decydował, dobrze?- ojciec podał ramię matce i oboje ruszyli do zajazdu. -Czy to nie cudowne? Są ze sobą tyle lat a nadal ładnie razem wyglądają!- westchnęła do mnie Teresa. Jej stwierdzenia bywały niekiedy nieco dziwaczne. Co ma ładne wyglądanie do długości związku? Może jestem za głupia, żeby to zrozumieć. Pozostawiłam jej wypowiedź bez komentarza. Jak zresztą wszystkie jej wypowiedzi. Zajazd była naprawdę nieprzyjemnym budynkiem. Posępna budowla wyraźnie rysowała się na tle granatowego nieba. Grozy miejscu nadawały płaczące wierzby, zwieszające smutno nagie pędy ku małemu stawikowi. Zatrzymałam się i zaczęłam przyglądać drzewom. Wydały mi się dziwnie piękne. Mój wzrok powędrował ku niezmąconej tafli stawiku. Odbijała się w nim duża tarcza srebrzystego księżyca. Miałam wrażenie że on się do mnie uśmiecha, więc mimowolnie zaczęłam iść w stronę wody. Przykucnęłam na brzegu i pochyliłam się, chcąc zobaczyć swoje odbicie. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że jest na to zbyt ciemno. -Chodź już!- zawołała Teresa, stojąca w drzwiach zajazdu. Zignorowałam ją i dotknęłam palcem tafli. -Brr! Ale zimna...- szepnęłam sama do siebie. Nagle zawiał wiatr. Gałązki zaszeleściły a ja straciłam równowagę i wpadłam do wody. Ciężka suknia szybko nasiąknęła wodą, płaszcz krępował mi ruchy. Stawik okazał się głęboki... Czułam, że idę na dno... za każdą chwilą robiło mi się coraz zimniej, zaczęło brakować mi powietrza. Wtem poczułam jak ktoś mnie łapie i wyciąga z wody. Nabrałam głęboko powietrza do płuc i zemdlałam. Jedyne co pamiętam to sylwetka pochylona nade mną i głos z oddali mówiący „Chyba nic jej nie jest”.

Ocknęłam się w twardym łóżku. Byłam przykryta kilkoma pierzynami, ale odczuwałam chłód. -Aleksandro!- zawołała Teresa, gdy tylko spostrzegła, że otwarłam oczy. -Ciszej, przecież cię słyszę!- syknęłam. Bolała mnie głowa i nie chciało mi się słuchać paplaniny siostry. -Nasza księżniczka się ocknęła- ojciec podszedł do mnie -I jak się czujesz? -Dobrze... - usiadłam i zerknęłam przez okno. Było widno. -Ile czasu leżałam? -Parę godzin. I wyglądałaś jak trup. Dalej wyglądasz. W sumie to zawsze wyglądasz. Tyle że mniej.- pospieszyła z wyjaśnieniami Teresa. Matka spojrzała na nią swoim morderczym spojrzeniem. Zapadła cisza. -To kiedy jedziemy dalej?- zapytałam podnosząc się z łóżka. -Jak tylko nabierzesz trochę koloru- wyjaśniła moja rodzicielka. Z zadowoleniem położyłam się na poduszkach. Miały one dziwny zapach, ale nie miałam ochoty wstawać. Skoro jestem blada, to faktycznie lepiej żebym poleżała. Może przestanie mnie boleć głowa. Zamknęłam oczy. -Chodźmy. Niech pośpi chwilę. Dobrze jej to zrobi- ojciec wyprowadził z pokoju rodzinę. Nie minął kwadrans jak rozległo się ciche pukanie do drzwi. Postanowiłam udać, że śpię. Nie miałam ochoty na konwersację z kimkolwiek. Po chwili drzwi się uchyliły (poznałam to po skrzypnięciu) i do pokoju ktoś wszedł. Zgadując po dźwiękach, jakie wydawał był to młody mężczyzna. Zatrzymał się przede mną i czułam jak mi się przygląda. -Jakie ty masz śliczne usta- szepnął do siebie. Ten komplement nieco mnie zawstydził. Czułam, że rumieniec wstępuje na moją twarz. „Oby tego nie zauważył, oby tego nie zauważył!” modliłam się w duchu. -Szkoda, że śpisz... Ja już muszę jechać... Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy...- to powiedziawszy wyszedł. Kiedy drzwi się zamknęły otworzyłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Pożałowałam mojego durnego udawania, bo teraz zżerała mnie ciekawość kim był mój tajemniczy gość. Jego głos brzmiał miło... i uznał, że mam ładne usta. Owszem, dziwny komplement, ale zawsze jakiś. A ja rzadko słyszałam coś miłego na temat mojego wyglądu. Jestem raczej brzydką osobą, nie czarujmy się. Moja siostra jest stokroć ładniejsza. Co ja bym dała, by wyglądać jak ona! Tej jej wielkie fiołkowe oczy, aksamitna cera i śliczne usta układające się w serduszko... Do tego bujne, czarne loki.... Przypominała porcelanową lalkę. No nie. I znów moje myśli gdzieś zboczyły. Powinnam myśleć o moim bohaterze. Więc kim on mógł być? I czego tu chciał? Zaczęłam bawić się włosami próbując znaleźć…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%