fantastyka · 8 min czytania
Seharia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Vitrann nie był w stanie oderwać wzroku od tańczącej przed świątynią kobiety. Wiła się wśród ludzi, wabiła przechodniów swoimi wdziękami. Jej barwne szaty, okalające wspaniałe krągłości, trzepotały przy każdym ruchu. Przez chwilę spod materiałów dało się zauważyć skrawek śniadej, gładkiej skóry, który zniknął tak szybko jak się pojawił, pozostawiając po sobie jedynie wyraźny niedosyt wśród widzów, a zwłaszcza męskiej części. Z każdym podskokiem i obrotem rozlegał się brzęk złotych dzwoneczków przyczepionych na obręczach u jej kostek. Cudowna muzyka dla uszu. - Bracie, kapłan nie będzie zadowolony z twojego spóźnienia. - powiedział z uśmiechem Merdirian, zachodząc go od tyłu. Vitrann niechętnie obejrzał się na przybyłego. Jego zagniewany wyraz twarzy natychmiast złagodniał, oczy rozpogodziły się. Nie był w stanie gniewać się na przyjaciela. - To ostatnie chwile, kiedy mogę bezkarnie przyglądnąć się tak urodziwej tancerce. - stwierdził, starając się ukryć napięcie, które odczuwał. Mężczyzna poklepał go po ramieniu. - To niewielka cena za łaskę jaką cię obdarzą. - stwierdził z pełnym przekonaniem. Nigdy nie potrafił zrozumieć tak wielkiego zaangażowania Merdiriana. Ta jego ślepa wiara w każde słowo kapłanów, w ich nieomylność. Wbrew sobie kwestionował każdy pogląd przyjaciela, choć powinni się ze sobą zgadzać. W końcu oboje ich czekał ten sam los. Poprawił przyczepiony u pasa miecz i nałożył na głowę hełm. Jego wzrok znów powędrował w stronę tancerki, jednak zaraz odwrócił go i ruszył kamiennymi schodami w stronę świątyni. - Czasem zastanawiam się dlaczego to robisz. - Co takiego? - odburknął Vitrann. Z każdym krokiem, który zbliżał go do wielkich, drewnianych drzwi, jego humor ulegał coraz większemu pogorszeniu. - Dlaczego chcesz złożyć przysięgę. W końcu nie wierzysz w całą ideę tego miejsca. - Merdirian wyjaśnił cierpliwie. Vitrann czasem się zastanawiał skąd on bierze tyle wyrozumiałości dla jego trudnego charakteru. Sam ledwo ze sobą wytrzymywał. - Nie zaczynajmy znów tego tematu. To nie pora na dyskusje. Mężczyzna pchnął wrota i zatrzymał się na chwilę. Przed nim ukazało się ciemne, zimne wnętrze. „Więc to naprawdę już.” pomyślał, wpatrując się nieco zlęknionym wzrokiem w mroczne cienie zamieszkujące świątynię. Przeszedł go dreszcz pomimo okalającej go stalowej zbroi. Poczuł lekkie pchnięcie przyjaciela, zachęcające go do przekroczenia drzwi. Niechętnie przełamał się i postąpił pierwszy krok, potem drugi. Wrota zamknęły się za nimi z cichym skrzypnięciem, pozostawiając ich samych w zimnej sali, odgradzając od palącego słońca i gorącego wiatru Seharii.
Brzęk złotych monet rozległ się zaraz gdy Amrath zakończyła swój taniec efektownym piruetem. Opadła na jedno kolano, oddychając ciężko. Na jej ustach wykwitł szeroki uśmiech, którego jednak nikt nie był w stanie dojrzeć zza zasłaniającej jej twarz chusty. Odczekała chwilę po czym uniosła wzrok, rozglądając się po zebranych na placu. Widownia nie była specjalnie okazała, ale też nie miała na co narzekać. Chętnie sypali groszem, co nie uszło jej uwadze. Była z siebie zadowolona. W końcu roztoczyła się przed nią mglista nadzieja na porządny posiłek i jakieś ciepłe miejsce do spędzenia nocy. Wstała, aby pozbierać monety. Jej bose stopy zostawiały lekkie ślady w cienkiej warstwie pustynnego kurzu i piasku, naniesionego przez poranny wiatr. Podmuchy szarpały jej szatą, jednak twarz nadal pozostawała w ukryciu. Widać było jedynie ciemne, bystre oczy, które patrzyły na świat uważnie spod gęstych rzęs. Amrath wrzuciła ostatnią monetę do uwiązanej pod jedną z warstw szaty sakiewki i wyprostowała się. Widownia się rozeszła. Znów stała się niewidzialna, ignorowana przez przechodniów. Była przyzwyczajona. Odwróciła się z zamiarem opuszczenia placu, kiedy jej drogę zastąpiła dwójka wojowników. - Co tu robisz, ladacznico? - warknął wyższy w…