Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 6 min czytania

Seharia cz. 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Wyrzuć ją. Vitrann, ona musi natychmiast stąd wyjść - syknął Merdirian nie starając się nawet ukrywać obrzydzenia, które odmalowało się na jego twarzy. Mężczyzna spojrzał na przyjaciela. Zignorował jego natarczywe prośby i wypuścił dziewczynę z uścisku. Natychmiast odstąpiła od nich i skryła się w cieniu kamiennej kolumny. Pomimo szpecących ją blizn można było z czystym sumieniem powiedzieć, iż była piękna. Chciał zbliżyć się do niej, ale wiedział, że tylko ją to odstraszy. Patrzyła na nich z tak dużą niechęcią, że nie chciał robić żadnego fałszywego kroku. - Jak masz na imię? - spytał, wpatrując się w nią intensywnie. - Jestem nikim, nie posiadam imienia - odrzekła tak jak zapewne odpowiadała każdemu. - Vitrann, nie rozmawiaj z nią - Merdirian skoczył do niej i ponownie ją schwycił, jedną dłonią pociągnął ją za włosy. - Widzisz? To Naznaczona, a do tego Tancerka. Najgorsze połączenie, a my mamy obowiązek chronić wiarę i ludzi przed takimi grzesznymi nierządnicami. - Jeszcze nie złożyliśmy przysięgi, Merdirianie - starał się mówić spokojnie, ale przyjaciel coraz bardziej wyprowadzał go z równowagi. Mierzyli się wzrokiem, a między nimi narastało napięcie. Vitrann doskonale zdawał sobie sprawę, że łamie jedno z najważniejszych praw Seharii biorąc w obronę tą dziewczynę. Z drugiej jednak strony nic nie było ważniejsze od prawa boskiego, a ono mówiło, że każdy kto potrzebuje schronienia odnajdzie je w świątyni, nieskalanym miejscu rozmów z bogami. Nie mogli jej wyrzucić, był tego pewny. - Powiedz, uciekałaś przed kimś? - spytał ją najdelikatniej jak potrafił. - Nie uciekałam – sapnęła, nadal przytrzymywana przez drugiego z mężczyzn. Vitrann posłał przyjacielowi poirytowane spojrzenie. - Czy mógłbyś ją puścić? Przecież nic nie zrobiła. - Jak chcesz - warknął tamten odpychając dziewczynę od siebie, tak że ledwo utrzymała równowagę. - Ja umywam ręce. Powiedziawszy to odszedł w głąb świątyni, pozostawiając ich samych. Naznaczona posłała mu jednak jedynie mordercze spojrzenie, lecz nie odezwała się. Vitrann chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co miałby rzec w takiej sytuacji. Wtedy właśnie ponownie do jego uszu dotarł odgłos otwieranych wrót.

Arxantos złożył zwój, który studiował, i przetarł zmęczone oczy. Jego wzrok działał z każdym dniem gorzej, co martwiło go coraz bardziej. Wiedział, że niewiele może w tej sprawie zrobić. Uzdrowiciele nie dawali mu zbyt dużych szans na poprawę, a wręcz uprzedzali, że niedługo może całkowicie stracić wzrok. Nie wiedział i nie chciał sobie wyobrażać jak poradzi sobie bez tak istotnego zmysłu. Poważnie rozważał przyjęcie ucznia, którego przygotowałby na zajęcie jego miejsca. Lata mijały, a Arxantos wcale nie stawał się młodszy.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%