Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 14 min czytania

Seharia cz. 4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rakida z początku nie chciała przyjść. Nie widziała Amrath od bardzo dawna i miała do niej ogromny żal, którego Haris nie mógł zrozumieć. W końcu nie miał innego wyboru jak tylko zostawić Amrath w u siebie i samemu udać się do kucharki. Wiedziała na drewnianym taborecie, w swoim niewielkim pokoiku. Płakała, kiedy Haris wszedł do środka. Mała Berikka klęczała u jej stóp, starając się ją uspokoić. Ona przypuszczała, że z zupełnie odmiennych powodów. - Co się tu dzieje? - spytał, nieco zniesmaczony kobiecymi lamentami. Podniosły na niego lśniące oczy. Rakida, widząc go, znów zalała się łzami. Haris miał ochotę przewrócić oczami, ale powstrzymał się. Berikka podniosła się i podeszła do niego. Otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale natychmiast je zamknęła. Ta dziewczyna strasznie go bawiła, uwielbiał się z nią droczyć i patrzeć jak rumienią się jej gładkie policzki. Teraz jednak nie była na to pora. - Możesz odejść. Poradzę sobie – odprawił ją, nieco sztywnym ruchem. Posłała mu spojrzenia jakie rzuca pies, gdy pan go ukarze. W ogóle go to nie zainteresowało. Od razu zwrócił swoje spojrzenie na kucharkę. Podszedł do niej i przysiadł na brzegu łóżka, akurat w tym samym momencie, w którym usłyszał cicho zatrzaskiwane drzwi. - Co ty wyprawiasz, Rakida? - zapytał nieco łagodniejszym tonem. Wyciągnął do niej dłoń. Chciał niezdarnie poklepać ją po ramieniu, ale odsunęła się od niego. - Daj mi spokój – załkała głośno. - Nie dramatyzuj. Chodź, Amrath czeka, a nie powinna zostać tu zbyt długo – pociągnął ją za rękę z całą tą synowską delikatnością, którą tak rzadko jej okazywał. - Nie chcę widzieć tego niewdzięcznego dziecka, rozumiesz mnie? - wyrwała mu się. Przeczesał ręką włosy. - Ona potrzebuje pomocy. Zrobiła coś... coś bardzo złego. Sama sobie nie poradzi – spróbował ponownie. Rakida spojrzała na niego mokrymi od łez oczami. Haris uświadomił sobie jak bardzo się postarzała. Widywał ją niemal codziennie, jednak dopiero teraz w pełni dostrzegł jak wiele zmarszczek okalało jej pulchną twarz. Najwięcej spostrzegł ich wokół oczu i ust. Zapewne wzięły się z tak częstych groźnych min, które zwykła mu posyłać. Czuł się po części odpowiedzialny za ich powstanie. - Wiem, że masz do niej żal, ale wiesz dlaczego to wszystko się stało – przypomniał. - Ani razu do mnie nie przyszła – załkała. - Nie widziałam jej dziesięć lat. Myślałam, że już jej tu nie ma. - Tak byłoby lepiej, ale wiesz, ze ona zawsze robiła wszystko na opak – westchnął, a potem znów ja pociągnął, tym razem nieco bardziej stanowczo. - Chodź , Amrath czeka. Kucharka podniosła się niepewnie, nagle całkowicie zrezygnowana. Haris poprowadził ją delikatnie w stronę drzwi i wyprowadził na zewnątrz.

Vitrann wyszedł z koszarów. Rozglądając się dookoła, ruszył w stronę dowództwa. Nie miał pojęcia dlaczego go wezwali. Zaraz po porannej zbiórce podszedł do niego jeden z wojowników i oznajmił mu, że jest oczekiwany. Zaskoczyło go to. Nie był nawet pełnoprawnym członkiem bractwa. Szkarłatna zbroja, którą miał zacząć nosić poprzedniego dnia, znów spoczywała w zbrojowni. Przyszło mu na myśl, że może ustalili dla niego nowy termin złożenia przysięgi, choć spodziewał się, że przy zaistniałych okolicznościach odłożą to na bok. Tak. Nadal nie mógł zrozumieć tego co się wydarzyło. Wszystko działo się tak szybko, a do tego szok zrobił swoje. Nie miał pojęcia czy to co pamięta to na pewno są prawdziwe fakty, czy może jedynie efekt dużego stresu. Nie mógł tego omówić nawet z najlepszym przyjacielem. Merdirian unikał go jak ognia. Vitrann nie wiedział co chodzi mu po głowie, dlaczego tak się zachowuje. Nie naciskał go. Był przekonany, że prędzej czy później znów wszystko powróci do normy. Szybko dotarł do budynku głównego, w którym mieściła się siedziba dowództwa. Nie czekając ani chwili, przekroczył próg i wszedł do sporego, niezwykle bogatego holu. Marmurowe zdobienia zapierały dech w piersiach, jednak na Vitrannie nie robiły już takiego wrażenia jak niegdyś. Przyzwyczaił się do tego widoku, który po takim czasie zaczął wręcz go irytować. W połowie holu skręcił w lewo, w stronę obszernych schodów, pnących się w górę, na wyższe poziomy. Wyszedł na drugie piętro. Nie spodziewał się spotkać kogokolwiek znajomego przed drzwiami od biura komisarza Rothimema. A jednak, kiedy dotarł na miejsce zauważył Merdiriana siedzącego na ławie pod ścianą. Wyglądał okropnie. Jakby nie spał całą noc. Oczy miał podkrążone, wzrok nieobecny, a skórę szarą. Vitrann podszedł do niego powoli, niepewny zachowania przyjaciela, jednak tamten zupełnie nie zwrócił na niego uwagi. Chciał się odezwać, lecz zanim zdążył cokolwiek powiedzieć drzwi od biura otworzyły się i stanął w nich młodszy wojownik. Odziany był w szkarłatną szatę, na którą składał się długi płaszcz i dopasowane spodnie oraz wysokie, czarne buty. - Możecie wejść – oznajmił i odsunął się w przejściu, by ich przepuścić. Merdirian natychmiast zerwał się z miejsca i sztywno wmaszerował do biura. Wciąż uparcie wlepiał wzrok w jakiś punkt przed sobą. Vitrann pokręcił głową, niczego nie rozumiejąc, i wszedł do środka za przyjacielem. Komisarz Rothimem już na nich czekał. Zasiadał majestatycznie za sporym biurkiem zrobionym z drewna drzewa cienistego, najdroższego materiału z jakiego tworzone były meble. Vitrann i Merdirian wyprostowali się i zasalutowali. Komisarz skinął tylko dłonią, by zajęli miejsca po drugiej stronie biurka. Usiedli na wskazanych krzesłach. - Wezwałem was tutaj, ponieważ został ustalony kolejny termin waszego zaprzysiężenia – powiedział po dłuższej chwili ciszy. - Odbędzie się ono jutro, w południe. Jeszcze dzisiejszego wieczoru udacie się do kaplicy na czuwanie. - Tak jest, komisarzu – odpowiedzieli jednocześnie. - Czy to nie będzie sprzeczne z tym co się wczoraj wydarzyło? - odważył się zapytać Vitrann. Komisarz zlustrował go spojrzeniem. - To dwie zupełnie odrębne sprawy – odrzekł spokojnie. - Nie ulega jednak wątpliwości, że ten temat tez musimy poruszyć. W najbliższych dniach rozpocznie się dochodzenie i poszukiwania. Będziecie przesłuchiwani. Każde zeznania są ważne. Ciebie to szczególnie dotyczy, Merdirianie. Pragnę złożyć wyrazy współczucia z powodu śmierci twojego brata. Był wspaniałym wojownikiem. Zginął na służbie jako bohater. Vitrann otworzył szerzej oczy ze zdumienia. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. W końcu zrozumiał całe to jego wyalienowanie, zacięty wyraz twarzy i nieobecne spojrzenie. Vitrann wiedział, że Merdirian ma brata i to wśród wojowników. Nie znał jednak jego imienia, nigdy nie dane mu było go spotkać. Spojrzał na przyjaciela, lecz ten wciąż go ignorował. Teraz przynajmniej rozumiał jego zachowanie. - W

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Seharia cz. 4 — czytnik · opowiadania