Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 11 min czytania

Sen 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sen1 Witajcie dziś we śnie jestem kobietą. Taką średniej urody trzydziestoparolatką. Siedzę w parku jest ciepła wiosna. Ptaszki śpiewają, tylko ta walizka stojąca obok ławki. To chyba moja? Nie wiem jest taka duża na kółeczkach i uchwytem. Taka elegancka, a ja niekoniecznie. Jakiś taki popielaty płaszczyk, buty jakieś takie brązowe, rajstopy niemodna spódnica i niemodna bluzeczka. Jest mi obojętnie ani ciepło ani zimo. Tak byle jak nijak. Miasto z parkiem jakieś nie wiem gdzie jestem. Musiało się coś stać wcześniej, bo jestem zdenerwowana. Niepewnie rozglądam się dookoła. Chyba nikt niczego nie podejrzewa. Nikt na mnie nie zwraca uwagi. To chyba dobrze. Ok. wstaję i idę, tylko gdzie ja mam iść? Nie zastanawiam się po prostu wstaję i idę. Biorę za rączkę walizkę. Cholera jaka ona ciężka, chyba ze sto kilo waży. Gdybym tylko wiedziała o co chodzi? Jestem z walizką w parku. Jestem zdenerwowana i gdzieś idę. Niech idę jak chcę i tam gdzie chcę. Może powoli dowiem się czegoś? Idę szeroką ścieżką. Dobrze, że jest asfaltowa równa i plaska. Gdyby była szutrowa to bym nie dała rady. Co tam jest? Ciuchy nie mogą tyle ważyć. Gdzie ja idę? Jakoś tak maszeruję bez celu ale moje nogi wybrały kierunek i prowadzą mnie do ściśle określonego celu. Jakoś tak mi smutno dlaczego, nie wiem . O jest ławka muszę usiąść i odpocząć. Jest chyba wcześnie rano, bo powietrze takie świeże i ludzi w parku tak mało. Ok. odpoczęłam i mogę iść dalej. No dalej byle by dość do celu. Walizka coraz cięższa i coraz trudniej mi ją ciągnąć za sobą. Korci mnie aby zajrzeć do środka, dlaczego coś mówi mi żebym tego akurat nie robiła pod żadnym pozorem. Idziemy ja i walizka. Już chyba wiem gdzie idę tam jest dalej taki duży staw, albo zalew z mostkami. Tylko po co? Niech się dzieję co chce idę. Nerwowo rozglądam się dookoła, tylko dlaczego? Idziemy już jestem nad brzegiem tego zbiornika. Idziemy na mostek. Jestem na miejscu. Teraz tylko zepchnąć walizkę do wody. Chyba jest tu wystarczająco głęboko? Co ja wyrzucam nie wiem. Poszło jakoś tak sprawnie. Tylko plusk i poszła pod wodę jak kamień. Jeszcze tylko kilka banieczek powietrza i już nic nie widać. Teraz szybko acz nie pospiesznie muszę się oddalić. Tylko dlaczego utopiłam walizkę w parku w stawie? Gdzie ja teraz idę? Dlaczego coś mi mówi, że zrobiłam to co musiałam zrobić? Jestem nawet w duchu zadowolona. Dlaczego, tego nie wiem? Zagubiona bynajmniej nie jestem. Wiem co robię i wykonuję plan. Nie wiem czyj, może mój własny. Idę pospiesznym krokiem. Nie biegnę, bo zwracałabym na siebie uwagę. Oddalam się od stawu. Wyszłam z parku tu jest jakaś duża ulica. Dwa pasy ruchu w każdą stronę i płatek rozdzielający. Idę pewna siebie nawet lekko się uśmiecham. To co zrobiłam było chyba ważne dla mnie. To coś co musiałam zrobić i było to trudne dla mnie. Udało się, choć nie wiem co. Jeszcze chwila i jestem na przystanku autobusowym. Nie zwracać na siebie uwagi tylko spokojnie. Jesteś tu sama i czekasz na autobus. Uspokój się kobieto. Nic ci nie grozi. Tylko co miałoby mi grozić? Co ja zrobiłam? Czuję się jak by w środku mnie były dwie osoby. Jedna to ja zagubiona myszka, druga to ta inna która wie co robi i kieruje teraz mną. Jest silna i robi z moim ciałem co chce. Wsiadłam do autobusu. Skasowałam bilet. Miałam go w kieszeni. Popatrzę na bilet to dowiem się gdzie jestem. Łódź. Tak jestem w łodzi. Jadę chyba jakieś trzy lub cztery przystanki. Wysiadłam i idę w stronę szarej kamienicy. Ktoś mi się kłania, odkłaniam się i idę dalej. Nie wiem kto to jest, choć wiem ze go znam. Nie umiem tego wytłumaczyć. Wchodzę do bramy. Pewnie i spokojnie. Gdybym była turystka to bym tak pewnie nie wchodziła. Jest ciemno i ponuro. W środku żule piją wino normalnie chyba w tej dzielnicy. Towazystwo grzecznie się rozsuwa i kłania. Dzień dobry pani Krysi – słyszę od tych męt. Dzień dobry – odpowiadam. Pozdrowienia dla małżonka – słyszę od towarzystwa. Pozdrowię – odpowiadam. Wchodzę do klatki schodowej. Oczywiście jest brudno i śmierdzi moczem. Ściany odrapane i brzydkie. Wchodzę na drugie piętro. Z lewej kieszeni płaszcza wyciągam klucze. Nawet nie wiedziałam, ze je mam w tej kieszeni. Jeszcze tylko przekręcenia klucza w zamku. Trzask, trzask i już naciskam klamkę. Załatwiłaś sprawę mamo – słyszę na wstępie. To głos dziewczynki rozpoznałem. Tak, poszło bez problemów – odpowiadam mechanicznie. Nawet nie wiem co mówię tylko mechanicznie ruszam ustami. To tak jakby ktoś inny mną kierował. Nareszcie spokój i nareszcie będziemy szczęśliwe – słyszę w odpowiedzi. Nie wiedzę rozmówczyni, ale wiem, ze jest w pokoju po lewo. Kocham Cię i jestem z Tobą Mamusiu – słyszę. Choć tu do mnie szybciutko córeczko – odpowiadam. Mam nadzieję, że się nie mylę i mam córeczkę, a nie chłopczyka z damskim głosem. Nie myliła się. Już za chwilę z pokoju wybiegła mała istotka lat około 13 z długimi blond włoskami i wtuliła się we mnie. Przytuliłam tą istotkę do siebie. Przerażenie i smutek zapanował w mojej głowie kiedy ta istotka podniosła główkę w stronę mojej twarzy. Oczy z siniakami i cała podrapana. Ktoś musiał tego aniołka pobić i to mocno. To był ktoś dorosły. Jak tak można? To barbarzyństwo. Zabiłabym tego kogoś. Może właśnie to zrobiłam. Kochana mamusiu teraz…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sen 1 — czytnik · opowiadania