Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Hobby · 15 min czytania

Sen 3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Od jakiegoś czasu w moim domu rodzinnym działo się naprawdę koszmarnie i w pewnym momencie podjęłam ciężką bądź co bądź decyzję o zwianiu stamtąd. Jedyną osobą, która wiedziała gdzie uciekam była Dagmara. Napisałam jej SMSa ze słowami: „Zwiewam do Szwecji, szukać szczęścia pod jednym z magicznych adresów, jak się urządzę – dam ci znać, o tobie oczywiście też w swoim momencie pomyślę”. Jak napisałam – tak zrobiłam. Kiedy dotarłam na miejsce – widok zaparł mi dech w piersiach… Jakiś czas później, przelotem dowiedziałam się, że jedno z członków zespołu potrzebuje kogoś do opieki nad dzieckiem. Po moich głębszych „dociekaniach” okazało się, że to Per szuka kogoś do pomocy. „Czemu by nie spróbować, nie mogę przecież ciągle krążyć po lotnisku, plaży czy dokach” – myślałam. (Tak źle ze mną było na początku…). Pewnego dnia z duszą na ramieniu podeszłam pod dom Pera i zapukałam do drzwi. Najbardziej bałam się tego, że może otworzyć Asa. Miałam to szczęście, że tak się nie stało; otworzył mi Per z lekko zaspanym Gabrysiem na rękach. „Słodko tak razem wyglądają…” – pomyślałam. - O co chodzi? – zapytał Per – Jak mogę ci pomóc? – w jego pytaniach słyszałam troskę, zastanowienie. A w spojrzeniu widziałam zaskoczenie, smutek. Patrzył jakby chciał spytać: „Co się stało, czemu wyglądasz tak źle, tak mizernie?” - Dowiedziałam się, że mogłabym znaleźć tu pracę przy opiece nad tym dżentelmenem – po tych słowach uśmiechnęłam się do Gabrysia, który niemal natychmiast zanurkował główką w ramiona Pera. To wyglądało tak słodko, że aż nie powstrzymałam się i zachichotałam cicho – Czy to jeszcze jest aktualne…? – spytałam, poważniejąc. - Tak, oczywiście – odpowiedział Per niemal bez zastanowienia. „Muszę pomóc tej dziewczynie i to co odpowie na to Asa nie jest ważne” – myślał, odpowiadając mi i wprowadzając do domu. - Teraz weźmiesz kąpiel a my tu coś dla nas upichcimy i obgadamy resztę warunków – powiedział, przygotowując jakieś ręczniki i inne tego typu rzeczy. Przez większość czasu byłam oszołomiona i nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa jednak przemogłam się i powiedziałam ze wstydem: - Te ciuchy to jedyne jakie mam, jeśli wrzucimy je do prania – nie będę miała w co się ubrać… - było mi cholernie wstyd o czymś takim mówić. - Spokojnie, coś się znajdzie – mówił beztrosko Per – Powinny być tu jeszcze jakieś ciuchy Marie a w najgorszym wypadku – wrzucisz na siebie coś z rzeczy Asy. Ma ich tak wiele, że się nie połapie. - Na pewno…? – nadal byłam niepewna, zawstydzona… - Tak, nie martw się – pewność z jaką mi odpowiedział – uspokoiła mnie, choć myśli miałam dziwne. „Takie głupstwa a ja tak o to wypytuję…” – myślałam wchodząc pod prysznic. Kiedy spod niego wyszłam – założyłam ciuchy czekające na szafce. „To muszą być ciuchy Marie, Asa nie założyłaby na siebie czegoś takiego” – myślałam, zakładając na siebie koszulkę w stylu hippi i spodnie „dzwony”. Po wejściu do kuchni, usiedliśmy do posiłku. Chciałam jakoś przełamać ciszę ale bałam się, znów się zablokowałam. - Coś cię gryzie – powiedział przyglądając mi się bacznie. - Boję się po prostu reakcji… - urwałam, nie wiedziałam jak dokończyć. - Asy? Nie ma obaw, nie bój się jej. I coś jeszcze: mów nam po imieniu – powiedział – Wszystkim, nie tylko mnie i Asie – dodał, widząc mój pytający wzrok. Spojrzałam pytająco, bo pomyślałam wtedy też o Marie ale nie miałam odwagi wspomnieć o niej, wypowiedzieć jej imienia, coś mnie blokowało. - Na pewno by tego chciała…? - Jasne, w końcu znam ją już jakiś czas – zaśmiał się. Potem zaczęliśmy omawiać resztę warunków związanych z moją pracą opiekunki Gabrysia. W miarę upływu czasu byłam już coraz bardziej rozluźniona, coraz częściej się śmiałam. Po tym jak omówiliśmy wszystko – Per pokazał mi pokój, który mogłam zająć. Od razu po wszystkim napisałam do Dagi SMSa ze słowami: „Adres homara przyniósł szczęście, na razie jestem ustawiona; za jakiś czas pomyślę o tobie”. W pewnym momencie do domu weszła Asa. Zrobiła oczywiście Perowi olbrzymią, karczemną prawie awanturę o mnie. Kłócąc się – domyśliłam się, że chodzi o mnie mimo tego, że kłócili się po szwedzku. Coś mi po prostu podpowiadało, że to chodzi o mnie. Po kłótni – Per słysząc mój płacz dochodzący z pokoju – od razu tam wszedł i zaczął mnie uspokajać. - Nie powinnam była wchodzić do waszego życia, pojawiać się tu... – łkałam. - Przestań, nie mów tak, ona często wkurza się o drobiazgi – uspokajał mnie Per, przytulając do siebie. „Marie nie zachowywałaby się tak… – myślał, trzymając mnie w ramionach – Gdyby dowiedziała się o sytuacji Lisy (po jakimś czasie zaczęli mnie tak nazywać ze zwyczajnej wygody choć Marie nie chodziło tylko o wygodę. Wyczuwałam to ale nie drążyłam, po prostu zgodziłam się) też tak jak ja zaczęłaby jej pomagać zamiast robić karczemne awantury”. Jego słowa uspokoiły mnie zupełnie. Ale płacz wyczerpał mnie tak, że po krótkiej chwili – przy okazji lekko odurzona specyficznym, mocnym zapachem perfum Pera – zasnęłam. Mijały tygodnie, miesiące a ja opiekowałam się Gabrielem, moja przyjaźń z Marie i Perem rosła, znałam też po pewnym czasie resztę zespołu. Jedyna osoba, której musiałam unikać – to oczywiście Asa. Czepiała się naprawdę o wszystko, mimo że nie zajmowała się Gabrysiem, opieka nad chłopcem spadła na mnie i Pera. To było naprawdę denerwujące. Kilka razy zdarzyło się, że nie wytrzymałam, zaczęłam krzyczeć żeby wreszcie się odczepiła albo też zaczęła zajmować chłopcem. Każda taka reakcja z mojej strony – kończyła się atakiem. Wtedy musiałam albo radzić sobie sama albo prosić o pomoc Pera lub Marie, to zależało od tego które było bardziej „w zasięgu”. Często też zdarzało się, że dostawałam takiego napadu, musiałam radzić sobie sama, Gabriel zaczynał płakać i sytuację w domu uspokajał dopiero Per, wracając z nagrania czy innego „zdarzenia”, które miał planowane na dany dzień. Był wtedy strasznie wściekły, bo domyślał się przez kogo stało się to wszystko. „Kiedy tylko ją dorwę…” – myślał wściekły, pomagając najpierw mnie a potem uspokajając synka. Było mi strasznie wstyd po każdym takim „wyskoku” ale Per zawsze wtedy powtarzał: - To nie twoja wina, przecież w trakcie ataku musisz zadbać o własne bezpieczeństwo. A z Asą sobie pogadam… No i faktycznie jeszcze tego samego dnia zrobił jej karczemną awanturę. Na wszelki wypadek zabrałam wtedy śpiącego Gabriela do siebie żeby móc mieć go na oku. Ale po kolejnych kilku miesiącach względnego spokoju (ja i tak miałam oczy dookoła głowy) stało się coś co przelało czarę goryczy. Dzień – do tego momentu – nie zapowiadał się tak źle jak się skończył. Wczesnym popołudniem ja i Per rozmawialiśmy o czymś w jego pokoju, pokazywał mi jakieś zdjęcia i różne inne rzeczy, opowiadał różne anegdoty, z których zaśmiewaliśmy się do rozpuku. Drzwi oczywiście były otwarte żebyśmy mogli mieć na oku buszującego wszędzie Gabriela. W pewnym momencie zauważyłam, że chłopiec poszedł za Asą. „Oby tylko nic mu nie zrobiła…” – serce od razu wdrapało mi się pod gardło. W pewnym momencie jednak usłyszeliśmy uderzenie i głośmy płacz Gabrysia. Tak…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%