Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Sen

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Odkąd pamiętam otaczała mnie woda. Od najmłodszych lat: moje pierwsze kontakty, pierwsze wrażenia, pierwsze kroki. Zawsze woda. Wcześniej pływałem niż chodziłem. Mieszkaliśmy w krainie tysiąca jezior i dwóch rzek. Może przesadzam, bo te jeziora to różne zbiorniki wodne, glinianki i stawy. Ale było ich dużo w naszej okolicy. Nasz dom również stał nad glinianką i ilekroć spojrzałem przez okno widziałem taflę wody o różnych odcieniach w zależności od pogody. Byłem przesiąknięty zapachem wody. Nie pamiętam bym kiedykolwiek opuścił codzienną porcję kąpieli i pływania. W miarę dorastania ukochany dotychczas żywioł zaczął pokazywać inne oblicze. W czasie burzy stawał się ciemny, huczący, mruczący, atakujący. Któregoś razu po raz pierwszy zobaczyłem jego ofiarę. Małe dziecko, które zaginęło kilka dni wcześniej, zostało wyrzucone na brzeg obok naszego domu. Tylko przez ułamek sekundy popatrzyłem jak wygląda, a i tak sina twarz śniła się przez kilka nocy. Kolejna ofiara pojawiła się kilkanaście dni później. Żołnierz, który przyjechał na przepustkę. Płynął razem z dziewczyną, nagle zanurkował i już nie wypłynął. Następnego dnia strażacy wyciągali go siecią. Zbiegło się wielu gapiów, ale ja nie mogłem na to patrzeć. Mimo wszystko widziałem. Czas płynął a mój osobisty kontakt z wodą osłabł. Nie miałem odwagi wejść w jej ciemne odmęty. Paraliżujący strach nie pozwalał. Potrafiłem przesiedzieć cały wieczór na brzegu słuchając szumów, szeptów, plusków, wchłaniając jej zapach. Czułem magnetyczny fluid zapraszający do środka, wręcz przykuwał mnie i nie pozwalał odejść. Ale jakaś wewnętrzna wiedza mówiła: stop, nie idź, zginiesz. Nie wchodziłem, lecz codzienny seans na brzegu musiałem zaliczyć. Chwilami, gdy tak siedziałem i patrzyłem w jej toń, zapadałem w dziwne otępienie: wydawało mi się, że ta woda jest we mnie, że ja nią jestem, że szumi we mnie, pulsuje wewnątrz ciała, żyje. Później zawarłem związek małżeński, zmieniłem miejsce zamieszkania, ale nadal otaczały mnie glinianki, stawy, jeziorka. Gdy urodziło się dziecko cieszyłem się, ale każdej nocy słyszałem miarowy, posuwisty szum wody jakby wzywający mnie. Czasami wracały obrazy zakodowane w pamięci: widok ciała dziewczynki leżącej na mokrym piachu, czy żołnierza, który zaplątał się w podwodnych chaszczach. Postanowiłem, że muszę dziecko odseparować od wody. Córeczka rosła, zaczęła raczkować, później chodzić i mówić. Była uroczym dzieckiem wnoszącym wiele radości w nasz skromny dom. Kochałem ją: spontanicznie, niemalże bałwochwalczo, pozwalałem na wszystko, rozpieszczałem, ale była tak rozkoszna, że nie potrafiłem krzyknąć czy powiedzieć jej nie. Woda nadal osaczała mnie. Każdego dnia musiałem poświęcić jej wiele czasu. Doszło do tego, że rozmawiałem z nią. Zarzucała mi, że ignoruję ją, nie korzystam z przyjemności przebywania w niej, że popełniam wielki błąd, którego będę niedługo żałował. Czułem, że za tymi słowami ukrywa się chęć, bym wiecznie przebywał w jej objęciach. Ona…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sen — czytnik · opowiadania