Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 10 min czytania

Sen czwarty

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Znalazłem się w moim domu, ale trochę zmienionym. Był tu jeszcze jakiś koleś i kobieta. Fajna blondynka, podobna do kogoś jakiejś aktorki, teraz jednak nie wiem, do kogo. Kobieta rozebrała się do naga i położyła na brzuchu : )W pomieszczeniu unosił się dym z kadzidełka. Dziewczyna miała mieć masaż. Wiedziałem, że to moja ten tego...hm... znajoma, ale z jakiegoś powodu obraziła się na mnie. Masaż zaczął robić tamten facet. Nabrał z miseczki olejek i zaczął rozprowadzać po jej plecach. Mruczała z przyjemności i doszła do wniosku, że koleś ma silne, mocne dłonie. Zapytała, kto go tego nauczył. Odpowiedział, że przecież ja, to ja jestem najlepszy.(hehe) Masował tak chwilę, aż dał mi znak. Zmieniłem go. Nabrałem olejku, był ciepły i nałożyłem na jej plecy. Masowałem normalnie jak zawodowiec. Nie długo jednak, bo blondynka zauważyła, że to ja ją teraz masuję. Zaczęła mówić, że jest na mnie obrażona itd. Mimo wszystko doszło do tego, że pozwoliła mi kontynuować. Nabrałem olejku, ale zdążył już ostygnąć i był chłodny. Popatrzyłem jak to się podgrzewa. Z miseczki z olejkiem wystawało kadzidełko, pewnie to ono ogrzewało ciecz. Niestety było już wypalone. Szkoda, ale i tak sobie poradzę, w końcu jestem the best. Masowałem ją dalej jak gdyby nic. Jęczała z przyjemności, tamten miał silne dłonie, ale ja byłem lepszy. Też posiadałem mocne palce, ale we właściwym momencie miałem też bardzo delikatny dotyk. Czułem jak dziewczyna przekonuje się do mnie i mi wybacza. Odwróciła się na plecy. Masowałem jej śliczne piersi i brzuch.(uwaga scenka erotyczna) Teraz już zaczęła mnie kokietować. Jedną dłonią zszedłem poniżej pępka masując jej podbrzusze. Uniosła głowę, a ja się nachyliłem całując ją namiętnie.(koniec scenki hehe za dużo to niezdrowo :P) Zmieniła się sceneria. Patrzę i widzę, że idę ze starszą przez miasto. Wstąpiliśmy do warzywnego, gdzie coś kupiła. Cały czas spokojnie z nią szedłem, aż, gdy minęliśmy ryneczek, zauważyłem wchodzącą na jedną z ulic dziewczynę. Moja matka skręciła gdzie indziej, a ja poszedłem za panienką. Po chwili straciłem ją jednak z oczu i zrezygnowałem. Wróciłem za matką i wszedłem na ulicę. Zobaczyłem jak wchodzi do jakiegoś sklepu. Idąc rozglądnąłem się dokoła, wystawy przedstawiały kolczyki, biżuterię i inne takie akcesoria. Teraz wiem, czemu starsza weszła tu do sklepu. Przyda mi się coś takiego. Wstąpiłem do sklepu, ale nie zastałem tu tego, co myślałem. To wyglądało raczej jak sklep z cukierkami, a nie z biżuterią. Wszędzie leżały jakieś kolorowe cosie, podobne do cukierków. Jakoś doszło do mnie, iż może to być sklep z artykułami magicznymi. Zauważyłem długie brązowe patyczki. Pomyślałem, że to chyba magiczne różdżki. Wziąłem jedną i zacząłem oglądać, jednocześnie zauważyłem, że przygląda mi się sprzedawca. Nie chciałem, żeby wiedział o mojej znajomości z magią, więc zacząłem mówić „ładne pędzelki”, bach i rzeczywiście kijaszek zamienił się w pędzelek. Odłożyłem go na miejsce. W tym czasie moja matka coś zamówiła i sprzedawca dał jej to, co chciała. W końcu mieliśmy wyjść, lecz albo sprzedawca zorientował się że znam magię, albo matka coś jeszcze chciała, nie wiem. Spowodowało to, że sprzedawca zawołał swoją asystentkę. Z zaplecza wyszła blondyneczka. Z pozoru wszystko w porządku, ale... ona była jak Charlize Theron! Jeśli to nie była ona to przynajmniej tak podobna, że hej. O żesz ty, jasna cholera, uh oh itd. Popatrzyła na mnie i od razu powstała miedzy nami więź. Zachciało mi się z nią być, no to fajnie, tylko trzeba zacząć nawiązywać kontakt. Jak na złość nic więcej nie zrobiłem, bo znowu zmieniła się sceneria. Byłem w czymś pomiędzy klasą a moim domem. Była tu moja rodzina, także siostrzenica. Rozmawialiśmy, aż zeszło na temat magii. W międzyczasie siostrzenica czymś mnie zdenerwowała. Najpierw nie reagowałem, ale w końcu nachyliłem się przez stół i rzuciłem na nią zaklęcie. Chciałem ją w coś zamienić. Nie wiem, co by... chyba jakiegoś zwierzaka. Pyk i na stole pojawił się bałwanek (to chyba ona), ale zamiast tylko jednego na całym stole zaczęły pojawiać się podobne bałwanki i mikołajki. Takie małe posążki z czekolady. Ogłupiały spojrzałem przed siebie. Na krześle naprzeciw znowu pojawiła się siostrzenica. No tak- pomyślałem- magia znowu się pochrzaniła. Siostrzenica jak gdyby nic sięgnęła po taki czekoladowy posążek, odwinęła go i zaczęła jeść. No pewnie – powiedziałem – zeżryj go, to tak jakbyś zjadała samą siebie. : ) Po tym przeszliśmy do innego pokoju. Tutaj znalazłem siostrę. Pytała mnie o magię, więc zacząłem tłumaczyć jej zasadę korzystania z tej mocy. Bo to nie jest takie łatwe. Magia lubi robić,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%