Duchy · 3 min czytania
Sen inny niz wszystkie...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ennabel, stała bezwładnie na środku pokoju, łapiąc ledwie oddech, by przeżyć te chwile strachu, gdy z mroku wyłoniły się sylwetki dwóch mężczyzn. Biedna Ennabel, związana i niewinna uraniajac coraz to więcej łez prosiła Boga o pomoc, krzycząc w duszy przeraźliwe „ratunku”. Ciemność, ogarniała pomieszczenie, coraz to szybciej, coraz szybciej i szybciej, gdy kobieta opadła na ziemie, zamykając oczy. „Ennabel, Ennabel, obudź się”, echo potężnego głosu zbudziło ją z zbawiennego snu. Poczuła jak zimny metal dotyka jej ciała, jak zimny chłód powietrza, bije ją po twarzy, poczuła dziwny zapach. Woń różanych perfum. Jej ulubionych perfum. Zaczęła oglądać swoje obnażone ciało. Dostrzegła małą ranę z prawej strony brzucha, nie mogła jej jednak dotknąć, gdyż była przywiązana do wielkiego metalowego krzesła, a jej usta były zakneblowane. Nagle dziwny powiew powietrza opanował atmosferę w pomieszczeniu, jakby ktoś otworzył drzwi od zewnątrz. Ktoś wszedł. Bardzo cicho i ostrożnie. Zlękniona zamknęła oczy, nie wiedząc, co robić. Zatrzymał się tuż za nią, gładząc ją po jej gładkim, różowy czole. Powstrzymywała się jak tylko mogła, aby nie ujawnić swojej przytomności. - Wiem, że nie śpisz, otwórz oczy, Ennabel. – Ennabel, przestraszona jak nigdy, podniosła powoli powieki, żeby ujrzeć swojego oprawce. Mój Boże, zęby jak u wampira, przeraźliwe kły, oczy jak u zmarłego, czarne jak noc, ciało białe jak ściana, jakby było puste od krwi, a jej rządne. Stwór nie odrywał od…