Psychologia · 3 min czytania
Sen o rozbitym dzbanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miałam taki sen....
Klasztor kontemplacyjny stał na wzgórzu. Otoczony ogrodami, które kwitły najpiękniejszymi kolorami świata był idealnym miejscem dla osiągnięcia równowagi duchowej. Moja cela znajdowała się na wieży: z góry można było oglądać całą radość pielęgnowanych przez zakonników roślin, spokój i siłę pól uprawnych poniżej klasztornego muru i ceglane maleńkie dachy wioski, która wiła się w dolinie razem ze strumieniem . Przydzielono mnie do pomocy ogrodnikowi. Była wiosna i większość roślin, które podczas mrozów trzymano w klasztorze, przesadzaliśmy na zewnątrz. Bardzo polubiłam tą pracę i po kilku dniach spędzonych wśród worków ziemi, butelek z pożywkami, glinianych doniczek (zakonnicy wykonywali je sami - wiele z nich miało ozdobne kształty i ręcznie malowane, niepowtarzalne wzory) i silnego zapachu świeżych pędów wydawało mi się, że poznałam wszystkie tajemnice rozsad. Tego popołudnia pochylałam się jednak bezradnie nad egzotyczną rośliną o drobnych kwiatach i liściach z tak delikatnym krojem jak gotyckie sklepienia. Ktoś lekkomyślnie zasadził prędko rosnący krzew w zbyt małym naczyniu. Nie dość, że roślina była już trzykrotnie większa od pojemnika (stąd można było wnioskować że…