Romans · 7 min czytania
Sen o zabijaniu- cz.I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ocknęła się przerażona. W jej głowie jeszcze wszystko huczało. Upłynęła długa chwila, kiedy w końcu zdołała otworzyć oczy. Była noc, prawdopodobnie kilka godzin po zmierzchu. Dało się to ocenić tym lepiej, że niebo było w dużo mniejszym stopniu zasłonięte chmurami, niż to, które widziała jeszcze kilka godzin temu. Widok tej rozświetlonej ulicy i spacerujących tu i ówdzie ludzi był dla niej czymś obcym. Budynki i wszystko inne wyglądało jednak znajomo. - Co ja tu robię?- pomyślała łapiąc się za bolącą ją mocno głowę. Spojrzała na rękę. - Krew…? Chyba musiałam stracić przytomność i mocno się uderzyć. Szczelniej otuliła się skórzaną kurtką i, jeszcze na chwiejnych nogach, ostrożnie wyszła na ulicę. Za rogiem zobaczyła ogromny budynek. Był to najprawdopodobniej jakiś biurowiec, gdyż jego ściany pokrywały duże szklane okna. Mnóstwo szklanych okien. Nigdy wcześniej nie była w tym miejscu, widok ten jednak wywoływał w niej wielki niepokój. Sięgnęła do kieszeni w poszukiwaniu jakiejś chusteczki, żeby móc wytrzeć sączącą się z rany krew. Znalazła tylko małą zwiniętą karteczkę z niechlujnie narysowaną mapką i zaznaczonym na niej punktem. Rysunek ewidentnie wskazywał na ten budynek, który właśnie miała przed sobą. Przejeżdżające samochody raziły ją ostro świecącymi światłami. Rozbłysk. Jeszcze jeden rozbłysk. Nagle ogarnęła ją myśl, że w budynku znajduje się ktoś kogo miała uratować. Ktoś, kto najwidoczniej jest przetrzymywany tam wbrew własnej woli. Ktoś bliski. Ktoś kogo długo znała. Nie czekając dłużej, nadal osłabiona ruszyła przed siebie. Ból głowy nie pomagał jej w przypomnieniu sobie co tak naprawdę się stało. - Może powinnam wejść tylnym wejściem? Jeżeli w budynku jest ktoś uwięziony, to na pewno nie pozostawili tej osoby bez strażnika.– pomyślała i pośpiesznie skręciła w boczną uliczkę, która według trzymanej w ręce mapki miała skierować ją prosto do tylnego wejścia. Nad drzwiami wisiała tabliczka z napisem „ nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. - To chyba tu. W środku panowała niemal zupełna ciemność. Nieopodal zauważyła kolejne drzwi, były to drzwi od windy. Nacisnęła guzik. Po chwili drzwi się otworzyły i mogła wejść do środka. Po prawej stronie była tabliczka z informacją co mieści się na danym piętrze. Z niewiadomego dla niej powodu wiedziała, że powinna zjechać na podziemny parking. Gdy drzwi windy otworzyły się nastała ponowna ciemność. -Kolejne drzwi- zauważyła nim zamykająca się winda zabrała resztę światła. Starając się poruszać jak najciszej potrafiła weszła do środka. Niestety nie można było określić wielkości pomieszczenia, gdyż z niezrozumiałego powodu świeciła tylko jedna lampa, która chwiejąc się na boki tworzyła przerażający klimat. - Bez kitu- powiedziała niemal bezszelestnie, po czym jeszcze mniej odważnie ruszyła w stronę światła.- To wcale nie jest pułapka. Nie, nie.- pomyślała z ironią. Pod ruszającą się lampą była barierka, która zapewne miała na celu oddzielenie jednej części parkingu od drugiej. Do barierki przywiązana była jakaś postać… - Ada? Co oni ci zrobili?- zapytała głośniej i pobiegła w stronę unieruchomionej kobiety. - Ada? Słyszysz mnie? Odezwij się proszę! Musimy stąd uciekać. Musisz się obudzić! Rozumiesz?- wołała próbując rozwiązać linę. - Oczekiwałem cię- usłyszała. Głos, pomimo wywołanego u niej jeszcze większego strachu wydał jej się niezwykle…