Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 22 min czytania

Sen Sokoła III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słabe słońce oświetlało mury zamku Agon. Pozornie panował spokój. Jednak każdy, kto przebywał w pobliżu członków Bractwa wiedział, że to tylko pozory. W rzeczywistości panowało wielkie poruszenie. Tego dnia, w którym Serafin wdał się w potyczkę słowną z Falardem, Wielki Mistrz otrzymał jakąś niepokojąca nowinę. Jednak nikt nie wiedział dokładnie o co chodzi. Wieści Hanasa nie poprawiły Mistrzowi humoru. Jego i Falarda trudno było spotkać siedzących spokojnie w gospodzie, jak dawniej. Mistrz właściwie nie wychodził ze swoich kwater, elf natomiast kręcił się bez przerwy po zamku, wysyłając ludzi w różne miejsca, odbierając raporty, wiecznie kogoś lub czegoś szukając. Minęły prawie dwa tygodnie odkąd Mistrz zainteresował się Serafinem. Falard nie wyjechał jak oczekiwano, ale był zbyt zajęty, żeby w ogóle młodzieńca zauważyć. Przyjaciele Serafina nie zważając na problemy Bractwa zajęli się szkoleniem go, aby zdał testy jak Wielki Mistrz będzie miał czas się tym zainteresować. Niedaleko przy zachodnim murze, z dala od ciekawskich oczu, Hanas próbował podszkolić młodzieńca w fechtunku. Serafin radził sobie naprawdę kiepsko. Jakoś nigdy nie czuł się z mieczem swobodnie. W dodatku Hanas stosował swój rodzimy styl walki, z którym Serafin nie był w stanie sobie poradzić. Nomada był zbyt szybki dla niego, samo patrzenie na jego ruchy sprawiało, że młodzieniec głupiał i nie wiedział, co zrobić. ­- Musisz więcej pracować nogami. – podpowiedział Hanas. ­- Jeśli będę pracował nimi jeszcze więcej to się o nie potknę. – stwierdził Serafin. ­- Nie poddawaj się. – przyjaciel próbował go podnieść na duchu, ale Serafin już włożył z powrotem miecz do pochwy. ­- Zdecydowanie bardziej wolę tę broń. – powiedział młodzieniec biorąc do ręki swój łuk. ­- W tym jesteś najlepszy, ale jeśli nie ze względu na testy to ze względu na swoje bezpieczeństwo powinieneś umieć posługiwać się mieczem. ­- Jak wam idzie? – zapytał Dogan, który właśnie do nich podszedł. – Już skończyliście? ­- To nie ma sensu. – z dezaprobatą odpowiedział Serafin. ­- Masz jeszcze czas. Wielki Mistrz raczej nie prędko będzie miał czas zająć się rekrutacją nowych członków… Wiesz co? Może chodźmy się napić to na pewno poprawi ci humor. ­- Tobie na pewno poprawi humor, krasnoludzie. – zaśmiał się Hanas. Przyjaciele ruszyli w stronę gospody. O tej porze dnia w karczmie przebywali tylko członkowie Bractwa, wszyscy adepci mieli w tym czasie zajęcia. Zaledwie kilka osób siedziało przy stolikach popijając piwo bądź inne trunki. W najdalszym kącie siedział Falard skrzętnie coś zapisując. Wszyscy siedzieli po przeciwległej stronie sali by przypadkiem mu nie przeszkadzać. Przyjaciele rozejrzeli się w poszukiwaniu najlepszego miejsca. ­- Tutaj! – rozległ się głośny krzyk na całą salę. Wszyscy, łącznie z Falardem, spojrzeli w stronę, z której rozległ się krzyk. Przy jednym ze stolików siedział mężczyzna. Trudno było go dopasować do jakiejkolwiek rasy. Serafin przypomniał sobie moment, w którym pierwszy raz go spotkał. Kilka dni przed wyjazdem Hanasa przyjaciele siedzieli w gospodzie rozprawiając o niczym, gdy nagle rozległ się niewielki ale głośny wybuch. Jakiś członek Bractwa pokazywał młodym adeptom sztuczkę. Gdy Serafin zapytał się, kim on jest, padła zgodna odpowiedź „Trudno powiedzieć”. Poczym Hanas wyjaśnił, że mężczyzna nazywa się Dante. Nikt nawet on sam nie jest w stanie określić, jakiej jest rasy, wielu jest skłonnych sądzić, że w jego żyłach płynie krew wszystkich myślących (co bardziej śmiali, włączali w to także zwykłe zwierzęta) istot na kontynencie. Gdy Dogan to usłyszał stanowczo zaprotestował. Krasnoludy nie łączą się z innymi rasami, więc Dante nie ma prawa mieć krasnoluda wśród przodków. Przeczytała temu krępa, typowo krasnoludzka, budowa Dantego. Ogólny wygląd potwierdzał przypuszczenia członków Bractwa. Dante posiadał miedzianą skórę, ognisto-rude włosy, krzaczaste brwi i uporczywy gęsty zarost, który pewnie zmieniłby się w typową krasnoludzką brodę gdyby nie codzienne golenie. Wzrostem dorównywał zwykłemu człowiekowi. Kiedy padło pytanie, czym Dante się zajmuje także padła odpowiedź „Trudno powiedzieć”. Wraz z cechami wyglądu odziedziczył także umiejętności różnych ras. Był silny, chodź nie tak jak krasnolud, miał dobry słuch i wzrok, ale nie dorównywał swoim elfim przodkom. Potrafił także czarować, ale trudno było go nazwać magiem, ograniczał się raczej do przydatnych sztuczek. Ogólnie nie miał rzeczy w której byłby najlepszy, jego największą zaletą było to, że zarazem w niczym nie był słaby. Chociaż wielu członków Bractwa nie uważało tego za aż tak ważną zaletę by trzymać go w Bractwie. Nie wiadomo, po kim Dante to odziedziczył, każdy zwalał to na inną rasę, ale był bardzo denerwujący. Miał psychikę psotliwego dziecka. Nigdy nie przepuszczał okazji to zrobienia komuś psikusa, uwielbiał opowiadać niewyszukane żarty i nikt nigdy nie odważył się powiedzieć tajemnicy przy nim. To, co wiedział Dante wiedział każdy od kilkuletniego adepta po samego Mistrza. Jednak, jeśli chodziło o zabawę to Dante był najlepszym kompanem w Bractwie, dlatego Serafin, Hanas i Dogan bez oporów usiedli z nim. ­- Hanasie, nawet nie zauważyłem, że bogowie wiatrów pustynnych cię do nas sprowadzili. – rozległ się niski głos Dantego. ­- Mógłbyś chociaż mówić takie kłamstwa, w które ktokolwiek uwierzy. – zaśmiał się Nomada. ­- Jestem pewien, że wiedziałeś kiedy Hanas wróci zanim on sam o tym pomyślał. – stwierdził żartem Serafin. ­- O nie, mój młody przyjacielu, łaska boga Atalima nie pozwoliła mi się tego dowiedzieć. – Dante miał osobliwy sposób wyrażania się. W swoich wypowiedziach odwoływał się do wielu bogów, mimo to każdy kapłan po usłyszeniu kilku jego wypowiedzi chętnie spaliłby go na stosie. ­- A czy bóg Atalim podpowiedział ci żeby zamówić piwo dla współtowarzyszy? – zaczął marudzić Dogan. ­- Ależ oczywiście… W tym momencie zdarzyło się coś dziwnego. W jednej chwili na samym środku gospody pojawiło się kilkunastu goblinów. Sam fakt przebywania tych stworzeń w Thalbondheimie był osobliwy. Gobliny były plagą południowo-wschodnich wybrzeży Sewalii, ponieważ stworzenia te zadomowiły się na Martwych Wyspach. Jednak książę, władca Sewalii, skutecznie rozprawiał się z tymi osobnikami, które chciały przedostać się na kontynent. Tak więc pojawienie się pojedynczego goblina w Thalbondheimie było niezwykłe, ale pojawienie się z nikąd kilkunastu przedstawicieli tej rasy było zjawiskiem nad wyraz zdumiewającym. Chociaż trzeba przyznać, że gobliny wyglądały na nie mniej zdziwione od członków Bractwa zgromadzonych w gospodzie. Serafin nigdy w życiu, nawet na obrazku, nie widział goblina. Jednak to co zobaczył zgadzało się z zasłyszanymi opisami. Na środku gospody stało kilkanaście niewielkich stworzeń. Wszystkie miały ciemnoczerwoną skórę i nieprzyjemne twarze z zapadłymi oczodołami. Ubrane były w skóry a w rękach trzymały sztylety bądź krótkie miecze. Ich jedyną przewagą była niezwykła zwinność. Pierwszy poruszył się oczywiście Falard. Właściwie tuż po pojawieniu się goblinów w jego dłoniach pojawiły się nieodłączne katany. Zauważywszy, że większość obecnych nadal patrzy zdumiona na gobliny, wrzasnął: ­- Nie stójcie tak, idioci! Wszyscy natychmiast chwycili po broń. Na szczęście nie było w Bractwie nikogo, poza młodymi adeptami, kto by nie nosił ze sobą swojego oręża. Dogan jeszcze przed słowami elfa wziął ze stołu swój topór i ruszył na wrogów. Hanas zareagował odrobinę później, ale także szybko sięgnął po broń i poszedł za krasnoludem. Nomada podobnie jak Falard posługiwał się kataną, jednak do jego stylu walki wolał w drugiej ręce mieć krótszą broń np. sztylet. Także inni członkowie Bractwa ruszyli do walki. Serafin zdecydowanie wolał uniknąć walki kontaktowej. Zajmowali stolik tuż przy schodach na piętro. Schody stanowiły dobry punkt dla łucznika. Trudno go było tam dostrzec z miejsca gdzie odbywała się walka, ale za to on mógł bez problemu strzelać. Serafin nie miał dużego pola do popisu. Kilkunastu goblinów nie miało szans z kilkunastoma członkami Bractwa. Młodzieniec nie zdążył posłać nawet jednej strzały. Jednak dokładnie w momencie, gdy padł ostatni goblin z zaplecza gospody wybiegła spora ilość wilkołaków. Nikt nawet nie miał czasu, się zdziwić ich obecnością. Wszyscy już wiedzieli, że działa tu jakaś magia, chociaż nikt nie wiedział dokładnie co się dzieje. Serafin musiał zmienić pozycje, ponieważ nie widział dokładnie przeciwników. Walka przesunęła się bliżej niego, a on musiał stanąć w odkrytym miejscu, by móc dobrze wycelować. Serafin, by nie posyłać strzał tuż przy głowach przyjaciół, celował głównie w wilkołaki wychodzące właśnie z zaplecza. Każda jego strzała trafiała w cel, ale wilkołaki to odporne stworzenia, więc większość po prostu ignorowała tkwiące w nich strzały. W pewnym momencie dwa wilkołaki przedostały się przez kordon utworzony przez członków Bractwa. Jeden wyraźnie ruszył w stronę Serafina. Młodzieniec zorientował się w porę by posłać mu strzałę prosto w serce. Jeden wilkołak padł, jednak drugi także szedł w stronę Serafina. Było już za późno by posłać drugą strzałę. Młodzieniec wyjął miecz, ale wiele mu to nie pomogło. Wilkołaki nie walczyły bronią, silne ręce z długimi, ostrymi pazurami wystarczyły w zupełności. Serafina od razu powalił silny cios w bok. Atak pazurów odparł jakimś cudem, ale już druga ręka przygotowywała się do ciosu. W tym momencie rozległo się siarczyste przekleństwo i Serafin usłyszał krzyk bojowy. Wilkołak odwrócił się przeczuwając, że z tyłu nadchodzi o wiele groźniejszy przeciwnik. Falard wykonał serię ciosów i uników, by w końcu odciąć wrogowi głowę. Elf zerknął tylko na Serafina, najwidoczniej nie chcąc okazywać jakiejkolwiek troski, poczym rozejrzał się po gospodzie. Członkowie Bractwa w dalszym ciągu walczyli z niekończącym się strumieniem wilkołaków. W tym momencie podbiegł Dante: ­- Wyczuwam maga. W piwnicy, w którymś pomieszczeniu po lewej stronie. Szkoda, że nie ma Anastiela on by wiedział lepiej. ­- Dziękuję Dante. Taka informacja w zupełności mi wystarczy. Kel, Gewin chodźcie ze mną. A ty. – zwrócił się do Serafina. – Zastrzel każdego wilkołaka, który spojrzy, chociaż w stronę piwnicy. Nie potrzebni nam wrogowie z dwóch stron. Wejście do piwnicy, gdzie trzymane były produkty wymagające chłodu oraz wszelkie trunki, znajdowało się niedaleko schodów na piętro. Falard oraz dwóch innych członków Bractwa szybko przemknęło koło walczących i zeszło na dół. Serafin napiął łuk posyłając strzały w stronę wilkołaków najbliżej wejścia. Jeden z nich, który najwidoczniej zauważył, że ktoś zszedł na dół, zignorował strzałę tkwiącą w jego ciele gdzieś na wysokości serca i ruszył do wejścia. Serafin wystrzelił jeszcze jedną strzałę, ale wilkołak nie zwrócił na to uwagi. Młodzieniec tylko chwilę zastanawiał się czy zostać na stanowisku, czy pójść za stworzeniem. Wyciągnął miecz, by wykończyć go jednym ciosem. Wykorzystał to, że wilkołak nie zwracał na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sen Sokoła III — czytnik · opowiadania