Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 3 min czytania

sen Szaleńca

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mam ten sen, który powraca do mnie co noc, a którego znaczenia nie mogę pojąć. Stoję w szczerym polu, a za mną jedzie pociąg. Pociąg jedzie za mną, a ja zanoszę się śmiechem. Nie jest to jednak mój śmiech - brzmi jak śmiech wiewiórki z jakiejś kreskówki. Śmieję się więc jak szalona wiewiórka i trzymam w dłoniach olbrzymi jutowy worek. Raz za razem wyciągam z niego małe baloniki i nadmuchuję je jeden za drugim. Nadmuchuję małe baloniki, zmieniając je w duże balony i kawałkami sznurka przywiązuję je do paska przy spodniach, a one unoszą się w powietrzu nad moją głową. Balony lewitują nad moją głową, a mnie wcale to nie dziwi, bo przecież moje płuca produkują hel i to dlatego śmieję się jak wiewiórka. Dalej się śmieję i dmucham balony, a w oddali słyszę gwizd pociągu - dociera do mnie, że od jakiegoś czasu unoszę się w powietrzu. Unoszę się w powietrzu i to również mnie nie dziwi, w końcu po to dmuchałem te wszystkie balony, które miałem w worku. Znów sięgam do worka, ale zamiast balonika wyciągam z niego smycz z obrożą. W ręku trzymam smycz, a worek wyrzucam i myślę: „po co mi smycz?”. „Smycz jest ci po to, by złapać kometę”, odpowiada w mej głowie wiewiórka. Smycz jest mi po to, by złapać kometę, tak rzecze wiewiórka. Więc gdy kometa leci obok mnie, łapię ją sprawnie, ciskając obrożą jak lassem i śmieję się dalej, bo jest to zabawne, zabierać kometę na spacer. Lecę z

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
sen Szaleńca — czytnik · opowiadania