Przygoda · 12 min czytania
Sen trzeci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ten jest baaardzo długi lol.
Najpierw śniło mi się, że byliśmy w jakiejś szkole, z całą klasą(z LO). Chyba była wśród nich Aśka S.(jedna z kumpel wiadomo) Byliśmy w takim długim szkolnym korytarzu, ale mieliśmy dzień wolny. Obok znajdowała się druga szkoła,a my byliśmy obok korytarza prowadzącego do niej. Korytarze były połączone małym przeszklonym przejściem, a ściany tej drugiej szkoły także były w większości wykonane ze szkła. Tak, wiec było widac co znajdowało się w środku. Zauważyłem, że w tej drugiej szkole mają basen i powiedziałem, że też sobie tam pójdziemy. Nagle wszyscy byli w samych ręcznikach. Takich fajnych białych i jeszcze ta Aśka w takim ręczniku uhhh, wyobraźcie sobie ;). Moi przyjaciele nie chcieli początkowo iść, „bo to inna szkoła i nam nie wolno”, ale jak ja mówię tak ma być nikt mi się nie będzie stawiał przecież. Poszliśmy tam w nadziei na kąpiel, ale basen już zniknął a pojawiła się scena, na której zaczął występować jakiś koleś. No nie mogę no. Wkurzyło mnie to, bo nie tego chciałem. Ktoś odważył się robić przeciwko mnie grrr Nie wiedziałem co zrobić. W tym momenice doszło do mnie, że facet podobno zbierał datki na tą szkołę czy coś takiego. Chciałem, żeby to się już skończyło więc wyjąłem kartę kredytową i dałem mówiąc, że mogą sobie wziąć wszystko co na niej jest, a tam przecież miliony. W końcu ja mam nieskończoną ilość pieniędzy (hehe te sny). Niestety basen już nie wrócił, co znowu mnie zdenerwowało. Wytłumaczyłem to sobie, że ten kto rządzi tą szkołą stawia mi się, bo nie dzieje się tak jak ja chcę. Chciałem zacząć działać, ale niestety zmienił się krajobraz. W międzyczasie śniło mi się coś o podróży w czasie, a później przyszedł czas na niezłą walkę w ruinach. Najpierw z takimi mniejszymi demonami(jak duże ciemne psy). Walczyłem z nimi, aż doszedłem do wniosku, aby znaleźć ich władcę, ponieważ tak najlepiej pozbyć się „marionetek”. Chodziłem po jakichś ruinach i w końcu znalazłem trzy ogromne posągi minotaurów. To byli władcy tych szkaradek. Wiedziałem, że są to bogowie. Ogromne takie posągi jak budynki. Zbliżyłem się, a tu nagle po kolei wszystkie ożyły, a każdy miał kolorową poświatę. Posągi zaczęły walić do mnie uderzeniami mocy jak w grach komputerowych. Co niektóre mijałem, ale czasem też obrywałem, co dało się odczuć. (auć) Nie było zatem innego systemu walki jak taki. Zacząłem lewitować i walić do nich swoimi pociskami mocy. Było spoko, w końcu ja tu jestem najwyższym Bogiem i tacy to pryszcz hiehie. W końcu rozwaliłbym ich, ale nie dano mi szansy. Przebudziłem się a po powrocie byłem już gdzie indziej. Przed swoim domem, z jakimiś ludźmi. Nie jestem pewien, co się działo, aż okazało się, że szukamy bursztynów. W mgnieniu oka całe podwórko pokryte było zieloniutką trawą, którą rozkopywaliśmy. Były tutaj dwie dziewczyny, szukające razem z nami. Jedna była fajną blondyneczką, ale taka ciemną. Ciemny blond. Wpadła mi w oko : ) Ona była "tą" dziewczyną. Zacząłem z nią rozmawiać i pamiętam jak stanęła do mnie tyłem, i ją objąłem. Ona jednak się wyrwała, bo nie chciała ze mną być z jakiegoś powodu. lol Nie wiedziałem czemu. Odpuściłem. Kopałem sobie te bursztynki dalej blisko tych dwóch dziewczyn. W pewnym momencie usłyszałem jak rozmawiają. Ta „moja” mówiła właśnie o chłopaku, z którym chciałaby być, ale czegoś tam się bała, nie wiem, czego. Ta druga jej doradzała. Słysząc to też doradziłem. Powiedziałem, że pewnie wszystko będzie ok. i trzeba z tym kimś pogadać, jeżeli chce się z nim być. Wiedziałem, że chodziło o mnie, a doradzałem jak gdyby nic. Taki wał. Byłem pewien, że ona zmieni zdanie i wszystko się ułoży. Niestety jeszcze nie teraz. Przebudziłem się. Zasnąłem i znalazłem się w tamtej szkole z początku. Siedziałem znowu przed tą sceną. Byłem tu razem z „moimi ludźmi”, tylko, że byli ubrani tak jakoś... jak piraci, ale to nie było ważne. Na scenę znowu wyszedł jakiś koleś(też ubrany po piracku). Przypomniałem sobie o tym jak mnie wkurzyli wcześniej hehe. Wysłałem, więc jednego z ludzi na scenę z rozkazem „zabić’. Ten bez zająknięcia wykonał mój rozkaz i wskoczył na scenę. Walczyli jak prawdziwi piraci „na szpadę”. Niestety mój pirat jakoś nie umiał sobie poradzić. Westchnąłem i wyjąłem nóż, uniosłem go, i w powietrzu dokonałem cięcia na wysokości szyi tego „złego”. W wyniku tego ruchu mój pirat dokonał takiego samego cięcia szpadą, zabijając tamtego. Podczas tej walki doszło do mnie, że tą szkołą rządzi jakby grupa złych ludzi. Co ja mówię grupa, cała armia. Trzeba było działać. Wstałem i wypowiedziałem tylko dwa słowa „zabić wszystkich”. Od tego momentu zaczęły się prawdziwe walki. Szliśmy przez całą szkołę, przez klasy itd. Nie pamiętam szczegółów, ale wiem, że ja nie walczyłem. To, dlatego, że wśród piratów w pewnym momencie pojawiła się też ta moja dziewczyna, w pirackich spodniach i białej koszuli. Śliczna. Walkami zajęli się moi ludzie, a ja trzymałem się z nią dalej, po to, aby ją chronić. Było fajnie, aż wszystko szlag trafił. Znaleźliśmy się w klasie, tylko, że bez ławek. Była całkiem pusta, a znajdowały się tu trzy wejścia, ale to, którym weszliśmy zniknęło. Zostały się dwa, przez które atakowały hordy złych piratów. Ja miałem tu ze sobą tylko kilku ludzi. W końcu jedno z wejść pozostało nie obstawione. Zostawiłem panienkę i skoczyłem do nich. Zanim tamci się wdarli zatrzasnąłem drzwi. Kucnąłem przytrzymując je nogą. Piraci napierali uchylając je, ale pozwalałem im tylko na wstawienie do wnętrza głów. Wejść już nie mogli. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Przy drugich drzwiach zostało chyba tylko trzech moich ludzi, przegrywających z kretesem. Niedobrzy zaczęli wdzierać się do środka. Zanim coś zrobiłem dziewczyna postanowiła pomóc i przyłączyła się do walki. Krzyczałem do niej „Nie!”, ale nie słuchała. To…