Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Pisarstwo · 9 min czytania

Sen zimowy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sen zimowy (Ulica) Co może być ucieczką? Pytam siebie co noc. Ta ulica aż prosi,żeby od niej uciec. Wiem, że jest miejsce. Ale pytam siebie co noc – gdzie? Mam osiem godzin, by dusza mogła uciec. I wrócić. Idę więc ulicą i pytam siebie, myślę gorączkowo: co może być ucieczką?, by zanim dojdę, już wiedzieć. Tu spadają strzały wysłane za dnia. Wbijają się w ziemię za moimi plecami. Już mnie nie sięgają. Zanim dojdę, już wiedzieć! Zanim dojdę, już wiedzieć … Zanim dojdę, wiedzieć …

Ucieczka jest jedna. Za oknem srebrny puch. Do złowrogiego snu tuli zmarznięte kamienice. Spadają złote gwiazdy. Anioły wyciągają do mnie dłonie zza szyby, lecz odlatują do tych z naprzeciwka. Niewidzialny pomost. Zapada się… Spada … Zasypany śniegiem… Przykryty czarnym niebem. Czego się chwycić, gdy tonę wśród odmętów ciemnego oceanu? By nie spaść boleśnie na dno otchłani? Zapadam się w sobie.

(Przestworza) Z północy nadciąga różowe światło. Różowe chmury rozpraszają mroki. Słodki chłód pęta moje ciało. Pomieszanie zmysłów; czuję na plecach słodycz. I jasna mgła wpływa w każdy zakamarek, widzę już tylko niebo. …I przestaję istnieć, moich kończyn nie ma, mego tułowia nie ma… rozpłynęłam się w gęstej nicości, płynę po pustkowiach, nie ma mnie, jestem śnieniem … Wtem brzoskwiniowe słońce, a może inna gwiazda, jesteśmy przecież tak daleko od Ziemi, jesteśmy tak wysoko, wlewa we mnie swoje ciepło… ciecz niczym miód spływa po moim sercu… I znów widzę moje ręcę, moje nogi, są złote, ociekają płynnym światłem. Pachną słodkością. Obce słońce staje się coraz większe, bezlitośnie przyciąga mnie do siebie, a gdy już jestem tuż przy nim twarzą w twarz, wciąga mnie jak czarna dziura, bezwolnie wnikam w gwiazdę, to boli!, niczym tysiące noży wbijanych głęboko w ciało, w sam środek!

(Góry) Gdzie ja jestem? Czy to druga strona nieba? Jestem tu taka mała, taka samotna!... Tu nikt nie usłyszy mego wołania. Jestem daleko. Bardzo daleko. Czy to te góry, w które tak często wędrowałam w dzieciństwie? Samotnie spadałam z kolorowych szczytów. Dlaczego jedna góra jest czerwona, a inna zielona? Tego nie mogłam zrozumieć i to na zawsze pozostanie zagadką. I choć mogę ich dotknąć, są tak daleko. Moja dusza jest rozszczepiona. Tęsknota rozdziera mnie boleśnie. Tęsknota – dlaczego na co dzień zapominamy o tej tajemnicy? Prawdziwa tęsknota, ta dziecięca, ta boska, nie ta ludzka. Zabija wszechświaty i każe im żyć. Wiem, po co tu jestem. Twarz mojej matki wschodzi znad gór niczym księżyc za dnia. Nie, nigdzie tu jej nie ma… Ale w sercu słyszę jej głos. Nie… Ona jest za daleko, jej głos nie dociera nawet do mych myśli. Ona jest tam, na drugim brzegu. Uśmiecha się. Gładzi mnie po włosach. Mówi do mnie. Jej słowa stają się muzyką, której nie słychać w naszym świecie. W tym starym świecie, który opuściłam lata temu. Niepojętą muzyką, nie do zapisania, nie do powtórzenia. Nie do słyszenia. - Co tu robisz? – pyta mnie. Jej oczy migoczą w oddali, jak gwiazdy. Jak spóźnione światła dawno nieistniejących gwiazd. Zesłanych do świata spadających świateł. Niebo jest jasno beżowe. - Gdzie tata? – pytam. - Nie wiem – odpowiada. -Tata poszedł w góry – mówię – muszę go odnaleźć. Po tych słowach następują lata ciszy. Lata ciszy, której, pogrążona we śnie, nie mogę przerwać. Ciszy, której ,w mej uśpionej głowie, nie może przerwać i ona. - Nie idź, to niebezpieczne, jesteś jeszcze mała. Chcę jej odpowiedzieć, że przypuszczałam, że to się stanie. Tyle razy, gdy siedzieliśmy przy stole, jego głowa, choć wciąż na miejscu, robiła się taka malutka, taka odległa … Nigdy nie zauważyłaś? ! – chcę zapytać. Uświadomić jej, że on już wcześniej znikał… Ale przecież jej tu nie ma. Wyruszam na poszukiwanie ojca. Dawno go nie widziałam. Czy grozi mu niebezpieczeństwo? Nie, przecież w tych górach nikogo i nic nie ma. Ale boję się, że … Nie, jego tu nie ma, on jest bardzo daleko. To ja przestałam istnieć.

Goni mnie lew. -Przecież mówiłaś, że ojcu nie grozi niebezpieczeństwo! Przecież mówiłaś, że w tych górach nikogo i nic nie ma! Nie, mamo. Ja…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sen zimowy — czytnik · opowiadania