Thriller · 8 min czytania
Sennik (fragment)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ja, Gerard, Frank, Ray i Mikey siedzieliśmy w małej, surowej izbie. Cały pokój wyglądał jak jakaś poczekalnia: były kanapy, między którymi stał mały stoliczek z gazetami. Wszystko jednak było zakurzone, zupełnie jakby od dawna nieużywane. Ale co innego przykuło naszą uwagę: Nie mogliśmy się stąd wydostać!!! Powód? Ktoś wyjął klamkę z drzwi. Jako pierwszy usiadł Frankie. Zaraz wszyscy poszliśmy w jego ślady. Siedzieliśmy tak przez dłuższy czas, pogrążeni w ponurym milczeniu. Przerwałam jednak ją, pomyślałam bowiem, że jeśli chcemy stąd uciec, nie możemy tak bezczynnie siedzieć. Cały czas po głowie chodził mi ten głupi film „Piła” i nie wiem dlaczego, zaczęłam o nim mówić. Gadałam o „pewnym świrze, który nie zabijał swych ofiar, tylko dawał im zadania prawie niemożliwe do wykonania, żeby mogli uratować swoje życie”. - Tak więc gdy policja dopadła drania i zamknęła go w kiciu, po kilku miesiącach odbyła się rozprawa. Psychoza uznano za winnego, oskarżono go o znęcanie się nad ludźmi, jednak wyrokiem nie była śmierć… Ukarano go w inny sposób. Otóż zamknięto go w psychiatryku na leczenie… - W których psychiatryku go zamknęli? – spytał podekscytowany tą rozmową Frankie. - W Pansprings. – odparłam zdziwiona tym pytaniem. - A jak myślicie, gdzie my możemy być?... Na mój gust to trochę dziwne… - Co w tym takiego dziwnego? – spytał się Gerard lekko zaniepokojony. - Czy pamiętasz, żebyś wchodził do tego pokoju, zamykał te drzwi, które o dziwo nie mają klamki i… Nagle zbladł. Miał taką minę, jakby przy drzwiach zobaczył ducha… - Frank… Co się stało? – spytał teraz już przerażony Gerard. - T… tu… uuu… ni… ni… nieee… eee… m… maa… - NO WYKRZTUŚ TO WRESZCIE!!! – krzyknął Mikey, który wyglądał, jakby miał lada chwila zemdleć. - FUCK! Tu nie ma tych cholernych klamek! Wszyscy zrozumieliśmy, co się stało… I również zbledliśmy… - JESTEŚMY W JAKIMŚ FUCKIN’ PSYCHATRYKU!!! Gerard ukrył twarz w rękach, Frank tak samo, tylko on oparł jeszcze łokcie o kolana. Reszta zaś się po prostu załamała… Mikey, już z białą gorączką podbiegł do drzwi i zaczął z prawdziwym obłędem walić w nie i drzeć się, żeby go wypuścili, ktokolwiek po drugiej stronie był… Jednak nic to nie pomogło, zaś nam tylko uświadomiło, że nigdy stąd nie wyjdziemy. Do tego nie mogliśmy się skupić i spokojnie pomyśleć, więc w końcu Frank krzyknął: - DOŚĆ! USPOKÓJ SIĘ! WIDZISZ, ŻE TO NIC NIE DA! Gdzie twoja odwaga, Mikey? – dodał już spokojniej – Masz jaja, czy nie? - No… no… mam… I co z tego? Nagle włączył się Gerard: - Oj chłopaki, przestańcie, teraz trzeba się skupić na tym, jak się stąd wydostać, a nie zaczynacie się kłócić jak te baby… - Hej! – wtrąciłam się – Wypraszam sobie! - Oj, sorty… No to myślmy… jakby się stąd… Urwał, a wszyscy aż podskoczyliśmy, bowiem usłyszeliśmy jakiś szczęk w drzwiach… Ktoś próbował otworzyć drzwi! I cos nam mówiło, a właściwie byliśmy pewni, że to był ten morderca… Czułam się, jakby moje serce miało zaraz wyskoczyć… I drzwi nagle otworzyły się z trzaskiem… Stałam przerażona na środku jakiegoś holu… Momentalnie rozejrzałam się wokoło pewna, że morderca gdzieś tu nadal jest… Ale byłam sama. Miejsce to złudnie przypominało hol w mojej szkole, jednak wiedziałam, że nadal jestem w tym psychiatryku. Postanowiłam nie zastanawiać się nad tym, jak się tu znalazłam, z dala od chłopaków… Byłam zmieszana i smutna… Poleciały mi łzy… Spojrzałam na siebie i aż dech mi zaparło w piersiach. Byłam cała we krwi!!! Z nierównym oddechem wyciągnęłam drżące ręce przed siebie i zobaczyłam, że całe były pokaleczone! Sznyt na sznycie! Nagle pogrążyłam się w chorych myślach… Mimo, iż to nie miało dla mnie sensu, cały czas chodziły mi po głowie takie myśli jak: „Matko… dlaczego!! Dlaczego on!! Dlaczego nie ja!! Dlaczego on mu to zrobił!” Z tych myśli niespodziewanie wyrwało mnie popchniecie w bark… ale z taką siłą, że straciłam aż przez chwilę