Filozofia · 8 min czytania
Sens miłości cz3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdy przekraczał bramę twierdzy zdziwił go fakt, że jej załoga wogóle nie zwraca na niego uwagi. Pełna swoboda ruchów jaką dysponował zaskoczyła młodzieńca tym bardziej, iż za życia często bywał w tego rodzaju obiektach a zawsze wiązał się z tą wizytą skąd inąd nie zawsze przyjemny element przeszukania ekwipunku i ogólnej rewizji przybysza. Tym razem ku jego niezmiernej radości było inaczej. Przedostał się więc stosunkowo łatwo w obręb zamku i już niedługo mógł idąc długim korytarzem podziwiać obfitość obrazów, rzeźb oraz innych form artystycznych ubarwiających i nadających niespotykany urok tej budowli . Zastanawiało go czy kobieta, którą za pare chwil ujrzy jest piękna ? Jaki ma kolor oczu ? Czy odznacza się inteligencją ... ? Szereg pytań jaki jego dusza podświadomie zadawała, smucił i cieszył go zarazem. Kobieta, dziewczyna, panna, dziewka... Te wyrazy kojarzyły mu się tylko z jednym... zawsze kiedy je słyszał mimowolnie przed oczyma pojawiała się ukochana Anabel. Ten obraz zawsze wywoływał u niego chwile nostalgii i melancholii.. Wysysał siły życiowe i wyłączał ze świata w którym zmuszony był żyć. Teraz gdy już ten świat opuścił, znów spotka kobietę, lecz ta ciekawość spotkania była dla niego czymś dawno nie odczuwalnym. Od kiedy poznał swoją ukochaną, jego życie nabrało nowego kierunku. Wszystko toczyo się tylko i wyłącznie wokół jej osoby. Nicolas będąc dobrowolnym niewolnikiem tej miłości zatracił takie pojęcia jak: przyjaźń, radość czy zabawa. Był księżycem, który krążył wokół swej planety w odwiecznej wierności. Lecz jak pokazał los nie był jedynym księżycem... Teraz znów począł odczuwać te niemal zapomniane już przez niego uczucia. I to wprawiało go w radość...
I tak pozytywnie nastawiony dotarł w końcu do celu. Ogromna sala ozdobiona w weneckie witraże, francuskie żyrandole, oraz wspaniałe perskie dywany sprawiała wrażenie wszechogarniającego przepychu i bogactwa. Na jej środku umieszczony był potężny dwuosobowy tron. Spoczywały na nim dwie osoby: pierwszą z nich była kobieta. Niezmiernie piękna o szmaragdowo zielonych oczach i o bardzo długich czarnych włosach. Od początku olśniła młodzieńca swą niespotykaną urodą. Stał on nieruchomo przez jakiś czas, lecz ocknął się po chwili, gdyż zauważył, że po policzkach niewiasty spływają łzy. Były to te same łzy, które widział już wcześniej na twarzy młodzieńca z puszczy.Łzy, które sam niejednokrotnie wylewał... Łzy nieszczęśliwej miłości. W jego głowie powstało pytanie: Jak tak śliczna pani, może być przez kogoś niechciana? Kto jest tym głupcem, który odrzuca uczucie TAKIEJ kobiety ? W tym momencie wzrok Nicolasą przesunął się na postać siedzącą obok. Był nią postawny mężczyzna, bez wątpienia bardzo przystojny o wyrazistych rysach twarzy i ogromnych niebieskich oczach, które nie pozwalały odciągnąć od niego uwagi. Oblicze jego w przeciwieństwie do towarzyszki wyrażało spokój i powagę. Zaprawde dziwna to była para. - Witam wielmożnych państwa- Odrzekł w końcu najuprzejmiej jak mógł. Lecz słowa nie doczekały się odpowiedzi. Kobieta nadal spoglądała swymi smutnymi oczami w twarz mężczyzny, a ten niezmiennie patrzał przed siebie ze stoickim spokojem- Bardzo rad jestem, że państwa spotkałem- odparł nie dając za wygraną młodzieniec. Lecz i tym razem przywitała go głucha cisza. Wreszcie z nerwów wykrzyknął - Po cóż mnie tu wysyłałeś demonie !!! Posągów widziałem już wiele w swoim życiu, nie potrzebny mi widok kolejnych !!! - Ale zapewne twoje ludzkie oczy nie spoglądały do tej pory na posąg który wcześniej istniał i chodził po świecie- odparł tajemniczy głos. Równocześnie niemalże znikąd pojawił się stary znajomy Nicolasa- Samael - Czyli mam rozumieć, że Ci ludzie naprawde kiedyś żyli?- odrzekł zaciekawiony Nicolas - Kobieta jest postacią realną, pokutującą już od setek lat za swe grzechy. Mężczyzna podobnie jak pozostała załoga tego zamku jest tylko złudzeniem, iluzją... - Czymże więc zawiniła ?? - Otrzymała dar…