Komedia · 11 min czytania
Ser Maurycy i wieśniaczka Cichodajka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ser Maurycy urodzony szlachetnie i wieśniaczka cichodajka
Zbroja Ser Maurycego okazale prezentowała się na tle wschodzącego słońca. Jak prezentował się sam Ser Maurycy nie wiadomo, bo zapuszkowany był w zbroje. Zbroja Maurycego z Maurycym w środku siedziała w cieniu kwitnącej jabłoni strugając wariata z drewna. Obok drzewa stał lśniący niczym psie jaja Porszak Ser Maurycego – koń. Niebo było błękitne, ptaszki śpiewały etc… Ser Maurycy, doświadczony rycerz, przez zbroje, bieliznę i skórę wyczuwał, że cała ta bajeczkowa sytuacja śmierdzi początkiem jakieś przygody. Maurycy za tym smrodkiem wprost przepadał. Nim nabrał porządnie powietrza w płuca z pobliskiej kępki krzaków rozległ się piskliwy wrzask dziewicy. Byłej dziewicy. Krzyk kobiety mówił wyczulonym uszom rycerza wszystko, co chciałyby wiedzieć. Uspokojony Maurycy opuścił przyłbice i wrócił do strugania. Jako rycerz honorowy usługi swe oferował tylko dziewicom. Głupi… - Ach, ratunku! – była dziewica niezrażona obojętnością rycerza kontynuowała wrzaski. – Pomocy? Czy jest tu jakiś odważny rycerz?! Ratunku…! Maurycy zmarszczył brew (miał jedną, rosnącą także miedzy oczami). Nie mógł się skupić na struganiu. - R a t u n k u! Czy jest tu jakiś p o m o c n y rycerz? Maurycy przewrócił oczami. - Zewrzyj pysk cichodajko! – krzyknął na odwal się. Krzaki zaszeleściły, zatrzęsły się, a po chwili wyłoniła się z nich czerwona ze złości wieśniaczka. - A co ty sobie wyobrażasz konserwo? – pierdzieliła szybko, podpierając ręce na biodrach. – Jakim prawem wyzywasz mnie od cichodajek! Ja sobie wypraszam, mości panie! Maurycy nonszalancko, podniósł przyłbice. Zmierzył i rozebrał wieśniaczkę wzrokiem. - A jak ci w takim razie na imię, wieśniaczko? - Cichodajka. - Ładne imię – pochwalił szlachetnie urodzony – Jam jest Ser Maurycy urodzony szlachetnie. Ukłonił się dyskretnie. - Potrzebna mi pilnie twa pomoc, rycerzu w lśniącej tu i ówdzie zbroi. Maurycy ze zgrzytem podniósł się z zielonej trawy. - Przykro mi wieśniaczko Cichodajko, lecz nie mogę ci pomóc. - A to dlaczego? – oburzyła się Cichodajka. – Przecież jesteś rycerzem! A ja kobietą potrzebującą rycerza. - Kłopot w tym że ty już… - Maurycy zaczerwienił się lekko – znaczy jakiś mężczyzna… - Znaczy, że w przeciwieństwie do ciebie nie jestem już dziewicą? - Ta.. Co?! – Ser Maurycy w mgnieniu oka zrobił się czerwony Indianin przyłapany przez dziewczynie na ręcznej robocie. - To, mój drogi, że jedyne co w życiu dmuchałeś to dogasające ognisko. Kobiety widzą takie rzeczy. Uwierz mi, słodziutki. Porszak zarżał niespokojnie. - Moje życie intymne to m o j a sprawa. – oznajmił Maurycy. - Czyli w sumie nie ma sprawy… Maurycy usiadł i z hukiem zamknął przyłbice. - Idź już sobie – burknął. - Tak?! No to idę. Rycerz za dychę… Maurycy nasłuchiwał, usiłując wyłapać kroki odchodzącej Cichodajki. Po pełnej wyczekiwania chwili ciszy rycerz otworzył przyłbice. Wieśniaczka stała nad nim, podpierając ręce na idealnie zaokrąglonych udach. - Jeśli mi pomożesz – powiedziała – ja pomogę tobie. Życie intymne mam na myśli. Konstruktor zbroi Ser Maurycego nie przewidział niestety takiego obrotu sprawy. Miedzy nogami nie zastosował elastycznego materiału. - Au… - jęknął szlachetnie urodzony. Cichodajka dyskretnie odsłoniła dekolt. - Co mam dla ciebie zrobić? – spytała zalotnie.- Jedną rzecz zrobię, więc dobrze wybierz. Maurycemu we łbie szumiało jak 10 w skali Beauforta. Choć, uwierzcie mi, b a r d z o chciał, to nie był w stanie wyobrazić, co też mogła by mu zrobić Cichodajka. Mówi się, że mężczyźni myślą jajami. Maurycy w tej chwili myślał chyba piętą. Głupio mu strasznie było, że nic nie może wymyślić, co sprytnie wykorzystała ukryta gdzieś głęboko, zakurzona cała myśl. Ponaglana całkowitym zastojem i otępieniem wokół przepchnęła się przez kolejkę i bez wiedzy , czy pozwolenia świadomości Maurycego wskoczyła na język. - Podobno dziewczyny nie mają pępka. Pokaż, czy to prawda. Po krótkiej chwili całkowitej konsternacji wieśniaczka zmierzyła rycerza wzrokiem. - Aha – mruknęła z miną znawcy – Czyli ty jednak z TYCH jesteś… No że ja się od razu nie… No szkoda, szkoda, kawał chłopa, a baby z niego nigdy żadnego pożytku... Maurycy, który ze stanu otępienia przechodził właśnie w stan rozpaczy zrozumiał kogo Cichodajka miała na myśli mówiąc „TYCH”. - A wcale, że nie! Ja tylko… - Dobra, dobra – wieśniaczka przymknęła sceptycznie oko. – Ja rozumiem, ciężkie czasy dla WAS teraz są i brak tolerancji… - Ależ doprawdy! - I mówili, że mają WAS palić na stosie… Wiesz ja osobiście nie mam nic przeciwko. Znaczy się nie, że jestem za paleniem na stosie WAS, tylko… - To powiesz mi jak mam ci pomóc?! – Czując ognistą czerwień na twarzy Maurycy urodzony szlachetnie postanowił czym prędzej przejść do interesów i raz na zawsze rozstać się z Cichodajką. Wieśniaczka zamilkła na moment, a potem powiedziała: - Zakochałam się. - To miło. - W nieodpowiednim mężczyźnie. - No i co ja mam ci na to, Cichodajko poradzić? – ponaglał rycerski Ser Maurycy. - Masz go wyciągnąć z celi. - Acha. Znaczy się kryminalista? - Ksiądz. - ? – zdziwił się Maurycy. - Za cudzołóstwo…