Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 10 min czytania

"Serce"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Serce" Sylvi Monaux była młodą francuską lekarką. Lubiła spotykać się z przyjaciółmi, czytać i tańczyć. Jednak już nigdy nie będzie mogła zaznać tych przyjemności. Jej ciało znajdowało się bowiem w kostnicy na rue Talleyrand. Właśnie patolog, Philippe Druilleta, ważył prawe płuco, kiedy jego pomocnik zaczął szturchać go palcem w ramię.

- Vous professeur! Panie profesorze!

- Tais-toi... Cicho bądź Pierre. Czym miałeś się zająć? A z resztą nie odpowiadaj. I przestań mnie szturchać. Santa Maria o mało nie upuściłem tego płuca!

- Vous permettez. Przepraszam. Ale musi pan zobaczyć coś ważnego. To nie może czekać.

Patolog spojrzał na ciało. Jego wzrok skierował się na wskazywaną przez Pierre'a klatkę piersiową kobiety. W rozkrojonym ciele brakowało serca.

- Mon Dieu! Dzwoń do inspektora Hakla! - Philippe był wstrząśnięty - Czemu ja tego wcześniej nie zauważyłem? - mamrotał do siebie - Pierre na miłość boską! Pospiesz się! * * * * * * - Pierre? Tak masz na imię? – skinienie głowy w odpowiedzi – Bien. O której zauważyłeś brak serca? – mówiąc to inspektor masował sobie skronie. Wyglądał na porządnie styranego.

- Mhm... Nie wiem panie inspektorze. Pan profesor właśnie ważył prawe płuco. To była 22:30, może 22:45? Nie jestem pewny...

- No cóż... Dziękuję. Profesorze? Profesorze Druilleta? – profesor obrócił się i skupił zmęczony wzrok na policjancie, który podążał w jego stronę – Czemu pan nie zauważył, że ciało jest, że się tak wyrażę, niekompletne?

- Niech pan pracuje od piątej rano bez chwili przerwy to wtedy pozna pan odpowiedź na to pytanie. Tyle trupów się tu przewija. Co dziesiąte jest w tak zaawansowanym rozkładzie, że połowy flaków im brakuje! – Patolog wziął kilka głębokich wdechów, by się uspokoić – Jedyny plus tej całej hecy to taki, że w końcu wiemy co zabiło ślicznotkę.

- Tak? Co to było?

- Drań wyciął jej serce kiedy jeszcze żyła. Potem elegancko zaszył rany i podrzucił w parku. Pofatygował się jeszcze, żeby nam denatkę umyć. – słaby uśmiech wykwitł na twarzy Philippe.

- Niezły popapraniec nam się trafił.

- Nie nam. Hakl. Tobie się niezły popapraniec trafił.

- Lecę. Czeka mnie jeszcze papierkowa robota. Raport trzeba złożyć. * * * * * * Leniwie mijały kolejne, upalne letnie dni. Nie działo się nic ciekawego. Inspektor Hakl zajęty nudną papierkową robotą prawie zapomniał o denatce bez serca. Jednak w pewne środowe popołudnie policjant dostał anonimowy telefon. Informator mówił o rzekomym znalezieniu przez niego na brzegu Sekwany ciała. Hakl zerwał się z siedzenia o mało nie zrzucając telefonu. Drżącą ręką odłożył słuchawkę, wezwał do siebie kilku sierżantów, zajrzał do biura komisarza, informując o telefonie i wyszedł. Po paru minutach wyjący radiowóz zatrzymał się na brzegu rzeki. Koła pojazdu były do połowy zanurzone w wodzie. Zza zamkniętych okien słychać byłe krzyki rozwścieczonego inspektora. A po chwili gapie zobaczyli jak samochód toczy się powoli w tył, by zatrzymać się elegancko na chodniku.

- I żebyś mi tak więcej nie robił! Kto ci idioto dał prawo jazdy! Imbecylu nie wiesz do czego służy hamulec?! A teraz jazda mi z auta i zabierz się do oznaczania terenu – wystraszony sierżant wyczłapał z samochodu mamrocząc pod nosem przekleństwa.

Hakl korzystając z policyjnej radiostacji wezwał patologa. W odpowiedzi z radia doszedł go wściekły głos Philippe Druillety:

- Mon Dieu! Człowieku, czy ty nie znasz innego patologa?! W Paryżu jest setki, co ja mówię tysiące patologów! A tyś się bęcwale uparł akurat na MNIE! – profesor był wściekły. Po chwili milczenia przerywanego trzaskami na linii dodał cicho – No dobra. Wygrałeś. Czekaj zaraz będę. Tylko na boga nie ruszaj znowu ciała!

Philippe jak powiedział tak zrobił. W kilka minut później na chodnik, otoczony już żółtą taśmą, wtoczył się samochód z logo zakładu koronera.

- Dawaj co tam masz. – z auta wysiadł Druilleta i zwrócił się do najbliższego sierżanta

- No więc tak... Nasz denat to dziewiętnastoletnia dziewczyna. Ze znalezionych przez nas dokumentów wynika, że nazywała się Madlen Lohier i mieszkała na rue Taitbout 17. Jej ubranie jest kompletne.

- Dobra nie truj już. Czego was uczą w tej szkole policyjnej? – młody policjant chciał już odpowiedzieć, ale patolog uciszył go gestem.

- Pierre podaj mi pęsetę – powiedział Philippe – Mhm... Co my tu mamy... Hakl! Masz poważną sprawę. To seryjny morderca.

- Co?! Żartujesz Philippe! Błagam powiedz, że to żart!

- Masz pecha Słoneczko.- na twarzy profesora wykwitł perfidny uśmieszek – Chodź i sam się przekonaj. – Hakl przykląkł koło ciała i wpatrzył się pod materiał podniesiony pęsetą patologa – Widzisz? O zobacz tu – lekarz zakreślił okręg nad szwami znajdującymi się na klatce piersiowej denatki – Zwróć uwagę jakie one są dokładne i świeże w dodatku. Facet niedawno musiał ją tu wrzucić.

- Informator. To musiał być on!

- Hakl, o czym ty mówisz?

- Nie ważne. Przecież to moje śledztwo. Nie mogę ujawniać szczegółów. * * * * * * Nie minęły dwa tygodnie od…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Serce" — czytnik · opowiadania