Komedia · 7 min czytania
Serwus korekta!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Niechaj tam inni księgi piszą. Nawet niechaj im sława dźwięczy jak wieża studzwonna, ja ksiąg pisać nie umiem, a nie dbam o sławę - serwus, madonna.
Przecie nie dla mnie spokój ksiąg lśniacych wysoko i wiosna też nie dla mnie, słońce i ruń wonna, tylko noc, noc deszczowa i wiatr, i alkohol- serwus, madonna.
Byli inni przede mna. Przyjdą inni po mnie, albowiem zycie wiekuiste, a śmierć płonna. Wszystko jak sen wariata śniony nieprzytomnie- serwus, madonna...”
Zadzwonil telefon. Poeta wytknal glowe zza koldry i skrzywil sie bolesnie. Lupalo go w czaszce a dzwiek dzwonka wwiercal sie w mozg niczym mlot pneumatyczny. A jednak dzwonil skubaniec bez przerwy! Przetarl zaspane oko i namacal sluchawke. - Slucham...? - Czy mam przyjemnosc rozmawiac z panem Konstantym? – z drugiej strony drutu odezwal sie tubalny bas. - Mniej wiecej – poeta ziewnal szeroko – chociaz tak do konca nie mam pojecia czy jestem teraz soba. Czym moge sluzyc? - Moje nazwisko Nina Koniuszko – przedstawil sie bas – dzwonie z redakcji „Ekspresu Polskiego”. Zlozyl pan u nas swoj...hm...wierszyk do druku. - Zgadza sie – poeta rozgladal sie szukajac czegos do picia – zlozylem wierszyk. Cos nie tak? - Jakby pan zgadl – zgodzila sie tubalna Nina – jestem korektorka dziennika i chcialabym z panem przedyskutowac pewne zmiany. - Zmiany w czym? – poeta na prozno usilowal uruchomic kran. - Zmiany w panskim...hm...wierszyku. Kran zaczal dzialac. Poeta wsadzil glowe pod strumien zimnej wody. - Halo? Jest pan tam jeszcze? - Caly czas – zabulgotal – czego maja dotyczyc zmiany? - Ach! Bagatela w zasadzie! Chodzi o pewne wyrazy i sposob ich rymowania. - Co jest nie tak z rymowaniem? - Zacznijmy moze od poczatku. Po pierwsze nie podoba mi sie tytul... - Slucham – poeta polozyl sie z powrotem na lozku przykladajac sobie do czola mokra pieluche. - Slowo „serwus” absolutnie nie wspolgra ze slowem „madonna”. Zbyt to frywolne, malo powazne i zupelnie nieadekwatne. Proponowalabym zamiane na „witaj” a najlepiej na „uszanowanie”. Co by pan powiedzial na „Uszanowanie madonnie”? - Co bym powiedzial? – poeta czknal niechcacy – powiedzialbym ze to jakas bzdura! - Puszczam pana uwage mimo uszu. Jestem powazna osoba na powaznym stanowisku i obowiazuja mnie pewne prawidla dotyczace dobrego smaku, tonu i zasad jezykowych. - Momencik! – poeta az usiadl na lozku – mam gdzies prawidla i zasady! O ile dobrze wiem to ja jestem autorem i pisze tak jak mi sie podoba! - Bardzo pan nieuprzejmy – Nina zmartwila sie tubalnie – ale idzmy dalej...Nie podoba mi sie szyk wyrazow w ostatnim zdaniu pierwszej zwrotki. Napisalabym to tak: „ja ksiag nie umiem pisac a o slawe nie dbam”. Sformulowanie „wieza studzwonna” juz panu odpuszcze choc uwazam je za wybitnie chybione. - Co takiego!? – poeta az podskoczyl. Kosztowalo go to sporo wysilku a jednak podskoczyl. - Druga zwrotka – ciagnela niewzruszona Nina – tez jest sformulowana niezbyt szczesliwie. Zamiast „lsniacych” proponowalabym „blyszczacych”. I wycinam panu jedno slowo „noc” – zupelnie niepotrzebnie sie pan powtarza! Poeta az