Zbrodnia · 4 min czytania
Seryjny
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Podobno świat powstał w siedem dni.
Tak… cukiernica w jej domu wiecznie była ubabrana i kleiła się niemiłosiernie. I jak można pozwolić na to, żeby takie brudasy kalały społeczeństwo? Tłusta Matylda usiadła w fotelu naprzeciwko i włączyła telewizor. Jak ja nienawidzę telewizji… Poprawiłem się na siedzeniu, wyjąłem teczkę i długopis. Rubryczki zawsze zwalały mnie z nóg ale to jeden z najpewniejszych sposobów dotarcia do nich wszystkich. Imię, nazwisko, kwota, co, po co i na co. Bla, bla. Tłusta Matylda zaproponowała, żebym skosztował tej ponoć pysznej kawy ale przecież nie jestem durniem. Doskonale widziałem te krople wytrąconych toksyn na powierzchni cieczy. Może ona coś podejrzewa? Czy jest na tyle głupia, że wierzy w zdrowotny wymiar kawy? Nie było sensu dłużej zwlekać. Wyjąłem z aktówki jeszcze jeden przedmiot. Tłusta Matylda niczego się nie spodziewała. Wstałem, podszedłem do niej i zrobiłem to, co do mnie należało. Posprzątałem, przebijając się przez grubą skórę i warstwę tłuszczu. Cóż piękniejszego mogło mi się przydarzyć niż uwolnienie duszy z tak obrzydliwego ciała? Wychodząc, zabrałem cukiernicę. Należałoby wreszcie ją umyć…
W barze ogólnie było niewiele osób. Jakaś kobieta w kącie śpiewała smęty niemal łkając. Przynajmniej chyba rozumiała tekst. „If love is shelter, I'm gonna walk in the rain…” I bardzo słusznie, ja również wolę spacerować w deszczu. Nie cierpię takich miejsc, w których powietrze jest gęste samo z siebie. Nie lubię tak patrzących barmanów i tak długich lad. Ale przecież nie robię tego ze złości. Podobno Pan Bóg stworzył świat w siedem dni. Każda istota jest stworzeniem Boskim, a każdy z ludzi nosi w sobie Jego namiastkę. Świętujmy więc! Pojawiła się niestety ta nędzna Ewa, której plugawe łapska zerwały ten nieszczęsny owoc i co?! Znaleźliśmy się wszyscy w Murzyńskiej dupie. A przecież mogło być tak pięknie. Mogliśmy wszyscy być w raju i cieszyć się swoją…