Fantastyka · 10 min czytania
Sezon polowań
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
SEZON POLOWAŃ
Zostało jeszcze dwa dni. Tylko dwa dni! Monthy podniósł głowę ku wierzchołkom strzelających w niebo wieżowcom. Jego wzrok przyciągał szczególnie połyskujący w słońcu Gmach Spraw Obywatelskich. To tutaj za chwilę dosłownie miał odebrać krążek przenoszący go do piątej kategorii obywatelskiej. Czekał na to już prawie od roku. Był zły na urzędników, którzy niepotrzebnie - według niego - wydłużyli całą procedurę, przez co tak nieszczęśliwie się złożyło, że swoją nominację miał otrzymać na dwa dni przed otwarciem Sezonu. A to stwarzało całą masę dodatkowych kłopotów i stawiało go w bardzo niekorzystnej sytuacji w kontekście zbliżającego się Wielkiego Dnia. Zgrzytnął zębami i spojrzał za siebie. Czarna chmura od strony centrum wskazywała, że opuszczała je już pierwsza fala. Musiał się pośpieszyć, jeśli nie miał zamiaru spędzić kilku następnych godzin w kolejce do spoconego urzędasa. W końcu nie po to „zerwał się” cichcem z kilku ostatnich lekcji, by teraz sterczeć w kilometrowej kolejce. Jego wzrok powędrował po raz kolejny w górę żółtawego wieżowca mieszczącego w swym wnętrzu Urząd Spraw Obywatelskich. Znowu czarne plamy gniewu splamiły jego umysł. Zawsze marzył o tym awansie. Obywatel V kategorii. Niewielu ludzi w jego wieku mogło się szczycić tym tytułem. A teraz... Odruchowo splunął pod nogi. I tak jak zawsze trafił w czyjeś stopy. W takim tłumie nie sposób było tego nie uczynić. Jazgotliwy głos młodej kobiety z odznaką ósmej kategorii gonił go jeszcze w drzwiach windy. Skulił się, wtulając głęboko w kąt. Kobieta pomachała mu jeszcze pod nosem zaciśniętym kułakiem. - Spotkamy się na polowaniu! – krzyknęła, nim drzwi windy zamknęły się z głuchym mlaśnięciem. - Niedoczekanie twoje, pospolitaku! – odwarknął przez zaciśnięte zęby. I to był jego błąd. Jeden rzut oka wystarczył, by ocenił sytuację. Praktycznie poniżej siódemki nikogo innego w windzie nie było. Jakim cudem udało mu się wyrwać z ich rąk, pozostało to jego słodką tajemnicą. Kiedy jednak wytoczył się na sto pięćdziesiątym piętrze, był ledwie żywy. - Dobry trening! – mężczyzna w mundurze strażnika z wielkim zerem na piersiach pochylał się nad nim. – Przyda się panu w Sezonie! Monthy wolał nie odpowiadać na tę wyraźną zaczepkę, która niepotrzebnie mogła dodać mu kłopotów i cichym głosem zapytał o wydział spraw obywateli V kategorii. - Przecież jest pan „szóstką” – zdziwił się strażnik. - Mam właśnie otrzymać przeszeregowanie – dumnie odparł, kierując się we wskazanym kierunku. - Teraz? – na twarzy mężczyzny pojawił się grymas niedowierzania. – Nie za późno? – Monthy nie raczył odpowiedzieć i dumnie wyprostowany ruszył środkiem korytarza. Urzędnik był łysawym blondynem, do którego natychmiast poczuł nieuzasadnioną niczym sympatię. Pewnie sprawiła to czerwieniąca się pod jego grubą szyją dwójeczka. Miło było, że zajął się nim urzędnik tak wysokiego szczebla. - Proszę, panie ...– urzędnik spojrzał na holowizor, szukając jego danych. – Panie Monthy. Rzadkie nazwisko. Po matce chyba? - Tak! – krótko odparł mężczyzna, który wstydził się nieco swych anglosaskich korzeni. – Ale moje nazwisko nie ma chyba nic do rzeczy. - Niech się pan nie denerwuje – urzędnik uczynił uspokajający gest ręką. – Oczywiście pana nazwisko nie ma żadnego wpływu na to, że od dzisiaj stał się pan obywatelem V kategorii. Gratuluję, panie Monthy – urzędnik wstał i wyciągnął ku niemu niebieski jak niebo krążek z naklejoną na nim cyferką. To było to, o czym marzył praktycznie od momentu, kiedy wręczono mu różową plakietkę nadającą mu status „szóstki”. Wszystkie te lata poświęcił właśnie przekroczeniu kolejnego progu. I oto nadszedł ten moment! - Pan wie – urzędnik zawiesił głos – z czym wiążę się awans na „piątkę”? Jest pan przygotowany na zmiany? – Kiwnięcie głowy. – A do otwarcia Sezonu zdąży się pan przygotować? To tylko dwa dni! - A moglibyśmy przełożyć dzień awansu? – zapytał Monthy, chociaż doskonale znał odpowiedź. - Pewnie, że tak! – roześmiał się urzędnik, odsłaniając rząd wypielęgnowanych zębów. – Wystarczy podpisać rezygnację i poczekać do następnej nominacji! Rezygnuje pan? – dłoń z plakietką cofnęła się. Monthy rzucił się do przodu i prawie wyrwał niebieski przedmiot. - To moje! – krzyknął piskliwie. – Nie ma pan prawa wstrzymywać mojego przeszeregowania. - Nie mam takiego zamiaru! – roześmiał się ponownie urzędnik. – Proszę się uspokoić! Po prostu pytam.
...
- To kiedy przeprowadzamy się do nowego segmentu? – twarz Kitty drżała z emocji. Monthy niewidzącym spojrzeniem obrzucił córkę. On w jej wieku nie miał takich wymagań. To wszystko przez to, że nie zdecydowali się kiedyś na drugie dziecko – przemknęło przez jego głowę. Ale wtedy o „piątce” mógłby tylko…