Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 7 min czytania

Shelvan

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To był zimny i deszczowy dzień. Słońce nie miało szans na przebicie się przez gęste czarne chmury jakie zakryły niebo. W tej nieprzyjemnej atmosferze pod małym dachem klęczały dwie osoby. Człowiek zaczął rozmowę z elfem z lekkim poddenerwowaniem, czy może raczej lękiem w głosie, jakby bał się tego co na pewno usłyszy. -To co robimy, młody Shelvanie? Na pewno chcesz okraść dom tego człowieka? -Tak, Maegalu, wiedz, że wyżywienie całej rodziny jest wielkim wyzwaniem dla elfa w ludzkim mieście. -Ale... przecież ojciec twój i twego rodzeństwa pracuje w aptece, czy to nie jest dobrze płatna robota? -Niestety nie, mój drogi przyjacielu, niestety nie. To wszystko to zbyt mało na wyżywienie naszej szóstki. Poza tym jako elf, dostaje on znacznie mniej za swoją pracę niż człowiek na tej samej pozycji. Więc chcąc nie chcąc muszę sie posunąć do zbrodni, co wcale mnie nie bawi. -Heh... jak chcesz, powiem ci tylko że całkiem ciekawy cel sobie obrałeś. -Zobaczymy co z tego wyjdzie, jednego jestem pewien, jakkolwiek nie chcę tego robić, tak czuję że muszę. Jeśli tylko chcesz, możesz tutaj zostać, nikt nie każe ci mi pomagać. -Nie martw się przyjacielu, choć wiem że mogę tego pożałować, to jednak ci pomogę. -Wiedziałem że mogę na ciebie liczyć, Maegalu. Nie ma sensu stać na tym deszczu, zacznijmy lepiej przygotowania. Elf i człowiek udali się do pobliskiego budynku, był to dom Shelvana. Przebiegli oni szybko przez sień, prosto do pokoju w którym siedziała trójka małych dzieci. Shelvan uklęknął, oderwał lekko poluzowaną drewnianą deskę od podłogi. Pod podłogą znajdowały się narzędzia Shelvana, jakich zamierzał użyc w kradzieży. -Eee... Shelvanie, na co ci ten nóż? Rozumiem, wytrych, czarny płaszcz, maska, wór na łupy. Ale nóż! Nie planujesz chyba komuś zrobić krzywdy. -Oczywiście że nie. Co najwyżej nastraszyć kogoś czy odciąć coś gdy będę chcial to ukraść. Nie mam zamiaru nikogo zabijać. -Heh, mam taką nadzieję. Dobra, wziąłeś już wszystko, jesteś gotowy? -Tak, lepiej wymkąć się szybko, póki rodziców nie ma w domu, zadali by tylko niepotrzebne pytania. Po przejściu śliskimi brukowanymi ulicami Shelvan i Maegal docierają wreszcie do celu. Dom, który Shevan chciał okraść należał do średnio zamożnego kupca, Merroya Schartza, który mimo tego że nie cieszył się dobrą sławą, zdołał zgromadzić na tyle dużą fortunę, aby warto było go okraść. -Dobrze, Maegalu, o ile pamiętam, Merroya nie powinno być teraz w domu, zaś klucz powinien znajdywać się w okolicach studni na podwórzu. -Mam nadzieję że twoje dwa tygodnie obserwacji nie pójdą na marne. Wiesz co oznaczałaby jakakolwiek wpadka. -Tak wiem. Teraz idź poszukaj tego klucza, powinien być pod jakimś kamieniem koło studni, ja tym czasem sprawdzę czy w domu nie pali się żadna świeca. -Dobrze, spotkamy się przy głównych drzwiach. Shelvan przekradając się zwinnie szybko sprawdził czy nie ma nikogo w domu, a także przeanalizował układ pokoi. W końcu podszedł pod drzwi i zaczął czekać na Maegala. Człowiek wrócił z kluczem bardzo szybko, co elf skwitowal uśmiechem. Po przekręceniu klucza w zamku drzwi otworzyły się z głośnym i nieprzyjemnym skrzypnięciem. Shelvan pierwszy porzekroczył próg, za nim powoli i ostrożnie wszedł Maegal. Kiedy obydwoje znaleźli się już w środku, drzwi zamknęły się z wielkim hukiem, a po przedsionku rozległ się dudniący głos, brzmiący jakby wydobywał się z kilku źródeł…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Shelvan — czytnik · opowiadania