Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 18 min czytania

Siedem do zera

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedem do zera

1. Widok rozciągał się dość interesujący. To słowo neutralne… Jednym przywiódł by na myśl ohydne wspomnienia z dzieciństwa, dla innych sama możliwość oglądania takiego wytworu ręki ludzkiej graniczyłaby z religijną lub fizyczną ekstazą. I to nie kwestia gustu, kultury, czy pochodzenia. Takie upodobania są częścią człowieka. Tkwią w nim lub kształtują się powoli z biegiem lat. Przeca różnie bywa… Stał nad przepaścią. Przepaść była dziwna. W dole leżało miasto o wyglądzie ogromnej fabryki. Wiele kominów cięło brutalnie niebo, tkwiły jak zadry w delikatnej skórze niemowlaka. Słońce nie wzeszło. Trudno było stwierdzić, czy dopiero co zaszło, czy też może za chwilę miało wzejść. Delikatne podmuchy wiatru unosiły kłęby kurzu i pyłu w dole. Brązowo-pomarańczowe niebo o matowej teksturze było pozbawione chmur. W dole wymarła fabryka. Żadnych oznak życia, ruchu, czegokolwiek… A on stał i przyglądał się tylko. Ogarniał wzrokiem swoją własną krainę. Sam ją stworzył i sam ją zniszczy, kiedy zajdzie taka potrzeba. „Karząc plemię straceńców zbrodniami zatrute Bóg wysadzi tę Ziemię, jak on swą redutę” Dokładnie, jak opisał to Mickiewicz. Tyle, że nie Bóg to zrobi, a on! Jego stopy wbijały się w bujną trawę, która porastała cały uskok. Stał tak kilkanaście minut, może kilka godzin… a może dopiero co przyszedł… przecież we śnie czas nie płynie normalnie. W snach czas nie ma racji bytu. To właśnie jest najlepsze w snach. Na jego oczach miasto kształtowało swój wygląd. On decydował w myślach, a potem to się stawało. Brudne prostopadłościany w kolorze stali przybrały formę surowych bloków. W tych blokach będą mieszkali ludzie… biedni ludzie! Ich psychika będzie wypaczona przez klimat tego miejsca, tego miasta! Był tego pewien! Pojedyncze domki parterowe i piętrowe tworzyły małe osiedla na skraju miasta. Tu i ówdzie pojawiały się cmentarze, parki i kościoły. Z kościołów zrezygnował w ostatniej chwili. Zburzył je, starł w nicość! Zamiast ośmiu kościołów powstały szkoły! Zupełnie by o nich zapomniał. Przypominało to jakąś grę komputerową. Na jej opakowaniu widniałby napis „Stwórz własne miasto”. Bardzo miła zabawa. Zupełnie, jakby rysował na papierze to, co miał w głowie. Prawie tak samo… Podobno w snach można robić wszystko. Podobno! Tyle, że gdy on się obudzi, wyjdzie z transu, jego twór będzie istniał nadal… Dziwne? Nie! Najzupełniej normalne w świecie! Dzieje się tak od dawna… od zawsze! Taki był podział ról! Jemu przypadła w udziale straż nad życiem doczesnym. To jego wygnanie! Mimo, że miał tutaj wszystko, mógł wszystko, to właśnie tutaj była jego samotnia, beznadziejna pustelnia. Stał tak w szarym garniturze, patrząc z pasją w dół. Od dawna na jego twarzy wyryte było znamię znużenia, szarości i zniesmaczenia. Przestały go bawić zwykłe wycieczki do sklepów, przechadzki po miastach, czy zabawy ze śmiertelnikami. Miał pomysł! Otóż, chciał doprowadzić do ogólnego uczucia pustki, samotności, przesytu i nudy! Miał też marzenie!! Przecież człowiek czuje się najgorzej w towarzystwie zupełnie obcych sobie ludzi. Przy jego zdolnościach w mieszaniu charakterów, żadna umiejętność adaptacji nie pomoże. Nawet sam pomysł go nie bawił. Chciał zobaczyć, co się stanie, jak się potoczą losy życia. Zupełnie, jak małe dziecko wrzucające do słoika dwa pająki. Czy będą walczyć?!

2. Dziecko wybierając te pająki do walki, zawsze wybiera jednego silniejszego. Chce mieć wpływ na ewentualny wynik. Chce poczuć się, jak stwórca, dawca życia i śmierci. On tak się czuł! Nawet nie... on nim był! Na peryferiach nowopowstałego miasta stworzył dom. To w nim ma zamieszkać jego „pająk”. Ma walczyć z nim samym. Tylko dla rozrywki? Wiedział, że nie! Miał swój plan i chciał jak najdokładniej go wykonać. On, pan który wie co będzie, gdy słońce zgaśnie i który wie, co było zanim słońce zaczęło świecić!! Bez niego nie byłoby dobra, nie byłoby niczego! Ostatni raz spojrzał w dół na nieruchome miasto, odwrócił się i pozwolił, by czas płynął dalej! Miał go pod dostatkiem.

3. Pot oblał całe jego ciało. Poczynając od skroni, aż do palców u nóg czuł duszność. Pojedyncze krople wystąpiły na jego czoło. Jeszcze przed chwilą nie był w stanie niczego powiedzieć. Zaschło mu w gardle, a jego jabłko Adama drgało niespokojnie. „Właśnie ważą się moje losy na najbliższe dni, miesiące… Cholera!!” – pomyślał. Stał nieruchomo pośród grupy znajomych i słuchał głosu, który dobiegał jakby zza grubego muru. A przecież był tak blisko…w tej samej sali. Dosłownie kilka metrów, tuż tuż! Czuł się, jakby jego krew przestała łączyć się z powietrzem. Było coraz duszniej, przed oczami pojawiły się mroczki. Wiedział, że nie zemdleje. Miał uległy charakter, ale silne ciało! To też nie do końca, często chorował, ale… tak, wiedział do czego jest zdolne jego ciało w pewnych sytuacjach! „Nic już się nie waży! Chłopie, już się stało, decyzja podjęta, wyrok zapadł! Sam go podpisałeś wychodząc z sali… równo tydzień temu!” – to były myśli realistyczne. Realistą nie był! „Przecież wiele osób zdaje co roku Maturę. Nauczyciele Cię lubią i nie chcą zbytnio przeszkadzać Ci w karierze! Będzie dobrze.” – odzywał się w nim optymista. Tyle, że optymistą też nie był. „Ej, a jak się nie uda, to co wtedy? Cholera! Szybko o tym myślisz. Nie, nieprawda, myślałem już od początku roku” – to nie był wrodzony, ani nabyty pesymizm, tak sobie przynajmniej tłumaczył. Taki dialog wewnętrzny prowadził ze sobą już od wyjścia z domu. „Weź się w garść”, „Już niedługo” albo „No co? Najwyżej!” żadne z tych zdań nie znajdowało pokrycia w jego sercu, umyśle. No za Chiny Ludowe z połową Afryki nie wierzył w takie formy pocieszania. Od dłuższego czasu wierzył w bardzo niewiele!

4. Jeszcze pięć godzin temu trząsł portkami na myśl o wynikach Matur. W tym momencie chciał z całego serca cofnąć się do tego momentu! Maturę zdał. Nie obędzie się bez ustnych, ale w końcu zdał. Dobrze! No, ale kto miał zdać, jeśli nie on, prawda?! Około pięć godzin później siedział w samochodzie. Siedział razem z kolegami. Razem czwórka…tyle osób można przewozić w osobowym samochodzie jak ten! Oni jednak przekroczyli inną granicę. Byli nietrzeźwi. Może nie do końca, bo trzy wypite przed godziną piwa nie wpływały znacznie na ich zdolność koncentracji. Smaczku całej sytuacji dodawało to, że stali na poboczu, a z lewej strony zbliżał się do nich policjant. „No pięknie! Z Maturą za kratki…” – pomyślał. Na nic wyrzuty sumienia. Błędem było to, iż zdecydował się prowadzić. Ech, ta młodość... musi się wyszumieć! „Będą mieli panowie okazję się wyszumieć” – takie słowa po kilku minutach rozmowy usłyszeli od policjanta. O, jak przyjemnie!! Policjant był człowiekiem, jak kiedyś określali go pasażerowie zatrzymanego samochodu. Był też kiedyś maturzystą i sam o mało nie znalazł się w podobnej sytuacji. Nie miał zamiaru brudzić im kartotek z powodu takiej głupoty. A podobno za głupie błędy płaci się najsrożej. Może jednak nie zawsze. Samochód odstawiony do domu razem z pasażerami. Policjant nawet pogratulował im zdanego egzaminu. Na początku chciał ich postraszyć, by więcej nie wsiadali za kierownicę po tak zwanym spożyciu! Ludzie mówią, że młodzież jest bezmyślna, głupia, nieodpowiedzialna i arogancka. Może i tak jest, ale żaden z pasażerów do końca życia nie popełnił już tego błędu. Widać, że człowiek uczy się przez całe życie!

5. - Witaj Młody! -donośny, suchy głos zagrzmiał w ciemności. Kilka świec zapłonęło w jednej chwili. Świece przez chwilę wisiały w powietrzu, po czym powoli spłynęły i ustawiwszy się w kole, rozświetliły pomieszczenie. Granatowe ściany w kilku miejscach przecinały srebrne linie, tworząc siatkę podobną do sieci pająka. Głos, który przeszył ścianę ciszy należał do mężczyzny w późnym wieku, który teraz wszedł w krąg świec. - Cześć Dziadku – odpowiedział mu żywy głos, w którym można było wyraźnie usłyszeć nutę przekorności. On też wkroczył do okręgu. Ten sam szary garnitur. - Za każdym razem to miejsce podoba mi się bardziej... – zaczął Dziadek. - Oszczędź mi tego! – warknął mężczyzna w szarym garniturze – To, że zjawiam się tu na każde Twoje zawołanie nie oznacza... - Właśnie oznacza, że musisz się tu zjawiać! I będziesz to robił zawsze! Bo to ja stworzyłem Ciebie, a nie na odwrót! – wciął się spokojnym głosem drugi mężczyzna. - Co tym razem? Jakaś potępiona duszyczka się nie spisuje? – ton jego głosu mógłby przeciąć tytan bez większego problemu. - Rozmawiałeś z nim już? Wiem, że nie! Zacznij coś robić. Nalegam! – starzec wyraźnie puścił mimo uszu ton głosu swego rozmówcy, ale sam mówił wcale nie mniej dobitnie! On

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%