filozofia · 8 min czytania
Siedem miesięcy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
To była wiosna. Zaczęła się mroźnie i orzeźwiająco. Można było wyczuć aurę zbliżających się na dniach zmian, które miały wydarzyć się nie tylko w postaci przebudzenia się fauny i flory po zimowym śnie, ale również w życiu pewnej osoby. Miejscem, które zaszczycała swoją obecnością najczęściej była sympatyczna kafejka pod szyldem Czuły Barbarzyńca z niekończącymi się regałami załadowanymi książkami. Jak prawie każdego dnia, pędziła tam po pracy ile sił w nogach przebierając swoimi filigranowymi lakierowanymi bucikami z niesamowitą prędkością. Padał deszcz, to był ten pierwszy wiosenny ciepły opad, stanowiący niezaprzeczalny sygnał nadchodzących coraz gorętszych dni. Wpadła do lokalu zdyszana i przemoczona, ale z niepokornym uśmiechem na twarzy. Tylko ona wiedziała, ile radości za chwilę ją czeka. Usiadła w swoim ulubionym wyświechtanym fotelu stojącym przy oknie w samym kącie głównego pomieszczenia, zamówiła cafe latte z nutą cynamonu, po czym zaczęła się rozdziewać. Przejrzała szybko półkę i wybrała przyjaciela, z którym spędzi kilka najbliższych godzin. Tym razem padło na Sto lat samotności Marquez’a. To książka, która idealnie wpasowała się w nastrój młodej czytelniczki. Przejmująca powieść o skazaniu na cierpienie samotności i zapomnienia. Niezdolność do miłości w postaci stuletniej klątwy, powodują że bohaterowie kończą swe życie jako opuszczeni frustraci. Najświeższa klientka Czułego Barbarzyńcy będzie przeżywała ich rozterki jeszcze długi czas po przełożeniu ostatniej strony. Dzieje się dokładnie tak samo za każdym razem kiedy wraca do swoich ukochanych lektur. Należałoby zaznaczyć w tym momencie, że ten każdy kolejny raz, kiedy odczytuje te same stronice jest zupełnie inny, całkiem świeży i wyjątkowy gdyż nasza bohaterka się nieustannie zmienia, a wraz z tym jej postrzeganie. Zauważenie tych różnic sprawia jej wielką wewnętrzną satysfakcję. Kiedy tak siedziała w zadumie w ręce trzymając kubek ze swoją mleczną kawą, poczuła na sobie czyjś wzrok i momentalnie zaczęła się rozglądać po kawiarni. Zlokalizowała winowajcę i nagle zapragnęła głęboko uwierzyć w prawdziwość pojęcia przeznaczenie. * Trafił tam przypadkowo. Z ulicy. Oraz z ciekawości. Żeby zabić czas. Dla zajęcia własnych myśli przeglądał przypadkowe grzbiety książek. Zastanowił go absolutny chaos wśród tytułów, jednak po chwili doszedł do wniosku, że jeśli ktokolwiek spróbowałby zapanować nad tą bezładną mieszaniną, będzie to walka z góry skazana na porażkę, ponieważ są zawsze odkładane w dowolne miejsca, zupełnie jak w biblioteczce starca chorego na Alzheimera. Mimo kilku pasujących do jego nastoju trafień nie potrafił zmusić się do przeniesienia się w świat lektury, więc po kilku przeczytanych pobieżnie stronach odkładał lekko zakurzone tomy z powrotem na półkę. Jeszcze trzy godziny - zauważył po raz kolejny nerwowo obserwując zegarek. Usiadł przy stoliku pod oknem. Gdyby nie nerwowe ruchy i bezustanne zerkanie na czasomierz, które nie współgrały z wyglądem człowieka odprężonego, to zobaczylibyśmy go jako pogrążonego bez reszty we własnych myślach. Z niespieszną uwagą obserwował nieprzytomnym wzrokiem krajobraz za oknem. Po jakimś czasie wdział już tylko jak drobne krople łączą się w większe, następnie zamieniały się w spływające strugi po dzielącej go od ulicy szybie. Jakaś postać wyrwała go z zamyślenia. Drobny krok silnie kontrastował z niesamowitą szybkością ruchów. Trudnością było nie zwrócenie na to zjawisko uwagi. Młoda kobieta wpadła do pomieszczenia jak kula armatnia. Przemoczona, zdyszana, ze zmieszanym i przepraszającym wyrazem twarzy.…