Fantasy · 8 min czytania
Sięgająca Gwiazd
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pewnego dnia obudziła się z dziwnym poczuciem pustki. Osamotnienia i zrezygnowania. To nie było nic nowego. Przecież żyła sama, pogodziła się z losem. A jednak ten dzień zapowiadał się inny niż poprzednie. I miała racje. W kwestii swoich przeczuć rzadko się myliła. To był jej dar, to było jej zadanie. Wiedzieć. Ale i tak nie mogła przypuszczać ani też nie mogła zgadnąć w jakiej kwestii ten dzień będzie inny od wszystkich. Dopiero teraz stojąc na małym wzgórzu razem z garstką ocalałych domyśliła się, co Znaki chciały jej powiedzieć, o czym chciały ostrzec. Byli otoczeni przez coś, co można by po prostu określić słowem „potwory”. Ale było to inny rodzaj potwora, niż wcześniej widziała. Różniły się może nie tyle wyglądem ile czymś bardziej namacalnym. Nie ginęły. Nie można było ich zabić. Miecz, magia – nic nie działało. Fala potworów przyszła znikąd, zalewając w ciągu jednego dnia krainę za krainą. Nie można było z nimi rozmawiać, negocjować. Ani dowiedzieć się „dlaczego”. Dziewczyna przymknęła oczy. Nazwano ją kiedyś „sięgająca gwiazd”, ze względu na inny dar. Użyła go tylko raz. I nie powinna nigdy więcej. Ale… Pole bitwy, które było usłane ciałami zmienianymi w to „coś”, rozciągało się po sam horyzont. Za chwilę nie pozostanie nikt żywy, więc jaka to różnica? Zacisnęła dłonie w pięści. - Czym jesteście? Czego od nas chcecie? Jej głos pognał z wiatrem w stronę wrogów. Ale nie było odpowiedzi. Młoda elfka spojrzała na nią wyczekująco. - Eminel? Dziewczyna nie odpowiedziała. Spojrzała tylko w niebo. Było czyste, rozgwieżdżone. Piękne. Ani jednej chmurki. - Nie ma wyboru – szepnęła. Pozostali zgromadzeni na wzgórzu spojrzeli na nią również. - Przepraszam… - Nic nie szkodzi – uśmiechnęła się elfka lekko. Eminel uśmiechnęła się również, spojrzała po wszystkich. Na ich twarzach nie było strachu, pojawiały się uśmiechy. - Przepraszam, że nie mogę wam pomóc. - Ale pomożesz innym – uśmiechnął się młody chłopak, dzierżący z trudem miecz. - Zbliżają się! - Postaramy się ich trzymać z dala tak długo jak to możliwe! - To nie potrwa długo – mruknęła Eminel. Zamknęła oczy. Odetchnęła głęboko. Usłyszała szczek stali i krzyki. Wydawały się jej coraz bardziej odległe, a przecież bitwa była tuż obok. Otworzyła oczy, spojrzała w niebo. Nadal tak samo piękne. Powoli z czcią uniosła rękę, tak jakby chciała sięgnąć gwiazd. Kiedy wyprostowała ją przez niebo przeturlał się huk. Spadająca gwiazda odbiła się w niewidzących oczach dziewczyny. Usta powoli zaczęły wypowiadać nieme słowa. Ziemia zatrzęsła się, przez niebo przetoczył się kolejny huk tym razem głośniejszy. Eminel wyciągnęła rękę jeszcze bardziej, niemal stając na palcach, tak jakby naprawdę chciała dosięgnąć nieba. Kolejny huk i nastała kompletna cisza. Nie było słychać nawet wiatru. Rażący blask zaczął spływać z nieba. Jak okiem sięgnąć białe oślepiające światło w totalnej ciszy zaczęło zalewać pole bitwy. Dziewczyna zmrużyła oczy spuściła głowę, spojrzała na otaczających ją ludzi. Elfka uśmiechała się do niej, ułożyła usta w słowo „dziękuje”. I wtedy niebo runęło na ziemię. Kiedy użyła swojego daru po raz pierwszy nie była świadoma tego, jak działa. Teraz wiedziała i oni też wiedzieli. Całe pole bitwy i wzgórze, na którym stała zostało spopielone. Wiele kilometrów od tego miejca nie ma żywej duszy. Nie ma nikogo i niczego. Za pierwszym razem, kiedy z przerażeniem odkryła, jak niszczący dar posiada usiadła i się rozpłakała. Wyklinała bogów, za dar, wykrzykiwała w niebo pytania, dlaczego i ona nie zginęła. Nie dostała żadnej odpowiedzi. Teraz też jej nie…