Inne · 7 min czytania
Sierpowy czy prosty?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mam niezmierną ochotę mu przyłożyć. Gdybyście tylko zapytali skąd u mnie taki przypływ agresji, nie umiałbym znaleźć odpowiedzi – ale w tym momencie jeszcze nie zawracam sobie tym głowy. Póki co mam problem innej natury – nie wiem w co dokładnie celować. W zasadzie zastanawiam się, czy jestem bardziej wojownikiem, czy może jednak kochankiem. Szybko dochodzę jednak do wniosku, że chyba nie należę do czołówki w żadnej z powyższych kategorii. Po chwili pocieszam się – może po prostu nie mi to oceniać.
Celowanie sierpowym wydaje mi się całkiem niegłupim pomysłem – gęba to gęba, postaram się trafić w szczękę, a jak będzie się uchylał, to zawsze mogę rozwalić mu łuk brwiowy. Albo w szyję. Albo w ucho. Nic przyjemnego, tak czy inaczej. Z drugiej strony, może nie jestem najlepszy z przedmiotów ścisłych, ale wydaje mi się, że taki sierpowy to trochę długo idzie – a dawno nie sprawdzałem swojej szybkości. Być może on sprawdzał, albo nawet trenował. Zrobi szybki unik, a ja wyjdę na idiotę. Dlatego może lepiej pójść w kierunku silnego prostego – zebrać się w sobie i bez specjalnego zamachu uderzyć w sam środek twarzy. Ma duży nos. Trochę żydowski. Może więc nie powinienem tam właśnie celować. Nie chcę, żeby posądzili mnie o antysemityzm W sumie to nigdy wcześniej go nie widziałem. Może jednak nie ma dużego nosa, ani żydowskiego. Zapewne jest zupełnym przeciwieństwem mojej osoby. Gładko ogolony, pękaty łeb, strzyżony na krótkiego jeża. Ja raz się tak ostrzygłem, w podstawówce jeszcze. Koleś średniego wzrostu, krępy, ale nie można powiedzieć, że otyły. Ubrany w granatową bluzę i jasne jeansy. Albo nie, góra pozostaje ta sama, ale zamiast jeansów czarne sztruksy.
Stoimy. On, ona – i ja. On nic nie mówi, nie reaguje, nie jestem w stanie odczytać jego emocji. Ją znam z kolei doskonale. Wygląda niepewnie i w gruncie rzeczy dosyć bezbronnie, a tak naprawdę czuje złość, jak również lekką ekscytację. Spogląda na mnie, czeka na wyjaśnienia. Rozsądek podpowiada jej, że w ogóle nie powinno mnie tu być, ale emocje nie są na straconej pozycji. Jest zainteresowana rozwojem sytuacji, chociaż przygotowała się raczej na coś żenującego w moim wykonaniu.
Teraz on patrzy na mnie wyczekująco. Powinienem zacząć działać. Zamiast tego postanawiam się odezwać: „Cześć. Głupia sprawa nas tu zastała, co?”. Nie odpowiada. Kontynuuję: „Od razu mówię, że nie mam do ciebie żadnych pretensji. Nie chciałbym być na twoim miejscu, ale nic nie mogę poradzić. Możemy dalej tak sobie tutaj dyskutować, każdy będzie miał swoje racje. Ty powiesz o tym, że straciłem swoją szansę prawie rok temu, a teraz kolej na ciebie. I że w ogóle, taka kolej rzeczy. Ja odpowiem, że przez te miesiące od czasu, kiedy spieprzyłem sprawę dowiedziałem się, jak wiele ona dla mnie znaczy. Wiesz, te frazesy, przeznaczenie, dwie połówki pomarańczy. Ckliwe i naiwne, ale tak to chyba wygląda. Powiem ci coś na pocieszenie – wyleczysz się szybciej niż ja.” Przerywam. On patrzy, obojętny, mówić nic nie chce. Ona, tak jak przewidywałem, zażenowana, zniesmaczona wręcz, usta obojętne, lecz oczy wściekłe – wyganiają mnie…