Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 24 min czytania

Siewca (cz.II)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wstała o świcie, kiedy to słońce leniwie wznosiło się ponad budynki Kyrtos, a na ulicach panowała jeszcze cisza. Miejskie ulice dopiero z wolna zaczynały przyjmować na swe barki spieszących na bazar kupców, z wozami i jucznymi zwierzętami obładowanymi rozmaitościami. Gospoda na dole także milczała. Jedynie porozlewane piwo i resztki jedzenia na stołach, sprzątanych przez gospodarza, pozostały po gościach, a w brzęku zbieranych kufli grzmiały echa wieczornej biesiady. O tej porze nie spodziewała się zastać nikogo na dole. Miała nadzieję wymknąć się niepostrzeżenie. A już na pewno nie chciała spotkać się z Lekanem, który właśnie teraz siedział przy bocznym stoliku i ze smakiem sączył piwo, popijając kaszę ze skwarkami. Alia zaklęła pod nosem widząc długie blond włosy spływające po czarnym płaszczu. Podeszła do stolika i bez słowa siadła naprzeciwko. Siewca długo przeżuwał kaszę, a dobrze wypieczone skwarki chrupały mu w zębach. Spojrzał przelotnie na dziewczynę i pociągnął łyk piwa. - Nigdzie nie pojedziesz – powiedział w końcu. Alia zastygła w bezruchu. Wiedział, że zamierzała jechać do Yrlin? Czy wczoraj ją śledził i poszedł do Kalimiela kiedy wyszła, a ten powtórzył mu, to co wcześniej powiedział jej w tajemnicy? Siewca skinął głową na spakowany tobołek, który Alia rzuciła przy ławie. Przeżuł kolejną porcję kaszy i znów popił mętnym napojem. - Jeżeli po tym co zrobiłaś nasz Pan jeszcze nie cofnął twojego zadania i nie kazał ci wracać, to ja to robie. Nie jedziesz na północ do Urgel. – wymierzył w nią widelcem. - Jakim prawem mówisz mi co mam robić? – Próbowała udawać oburzoną, ale nie potrafiła ukryć ulgi jaka na nią spłynęła. – Władca Wichrów sam najlepiej wie, czy zawiniłam, czy też nie i gdyby miał jakieś zastrzeżenia do moich działań, sam by kazał mi stanąć przed swoim obliczem. - Powtarzasz się. - Najwidoczniej nie wystarczy powiedzieć ci jeden raz, by coś dotarło do twej głowy – odcięła się, na co Siewca jedynie wzruszył ramionami. - Tu nie chodzi o nic, poza faktem, że z twojej ręki zginął dziedzic tronu Lacji, a na to nie jestem w stanie przymknąć oka i dziwi mnie opieszałość naszego Pana, ale i on zapewne zareaguje, a wtedy my będziemy już w drodze do Chmurnego Zamku. - Ty miałeś iść na południe do Glandiru, a ja miałam rozprawić się z renegatem na północy – pochyliła się nad stołem i wbiła spojrzenie w opaloną twarz rozmówcy. – Chcesz sprzeciwić się poleceniu Pana, bo wydaje ci się, że masz ku temu podstawy? Negujesz słuszność jego sądów! – Podniosła głos. - Ochłoń – rzucił półgębkiem, dojadając śniadanie. – Nim wyruszymy, wyślę gońca do Falgira by po wykonaniu roboty udał się na zachód do Urgel i zajął się renegatem w czym jest najlepszy – dodał z uśmiechem, wiedząc, że to Alia uważana była za pogromcę renegatów. Dziewczyna nie zareagowała na uszczypliwy komentarz. - To może odwlec konfrontację o całe miesiące, a do tego czasu Sanfirlen może zdobyć północne klany Glandiru i zawojować resztę kraju – argumentowała swoje racje Alia. Na oczy spadł jej kosmyk włosów, ale go zignorowała, w pełni pochłonięta wymianą zdań z Siewcą. - Kogo znalazłaś? – zapytał całkiem zmieniając temat rozmowy. Dziewczyna, aż otworzyła szerzej usta. Żałowała, że wczoraj wspomniała o tym i teraz musi powiedzieć prawdę, a widząc postawę Lekana w tej sprawie prawdopodobnie będzie równie, albo nawet bardziej zaborczy. Nie miała wyjścia. Westchnęła ciężko. - Mam powody przypuszczać, że w Mygrofie odrodzi się czarodziej – powiedziała z powagą, a mimo to Siewca wybuchnął gromkim śmiechem, omal nie zachłystując się piwem. – Co w tym takiego śmiesznego? – dodała oburzona. - Nic… nic… - sapał łapiąc powietrze. – Zwyczajnie dziwi się człowiek, że doświadczony Siewca skory jest wierzyć w takie bajanie. – Wytarł łzy, które popłynęły mu ze śmiechu i dopił piwo. - Tak, naprawdę w to wierzę – powiedziała stanowczo dziewczyna. - O odrodzeniu czarodziejów wspomina tylko Anahit, a poza tym jego księgi zaginęły wieki temu i zostały tylko nieliczne odpisy, którym nie należy za bardzo wierzyć. - Anahit był uczniem ostatnich z nich, tuż przed trzecią wojną czarodziejów, a potem stał się jednym z pierwszych Siewców, którzy to starali się zapanować nad rozszalałymi żywiołami po ostatecznej bitwie… - …w trakcie której zginęli wszyscy czarodzieje – dokończył za nią. – Nie cytuj mi Hokka, bo znam jego księgi na pamięć, a to właśnie według niego Anahit był pijakiem i dziwkarzem i trudno wierzyć jego słowom spisywanym przez starca odurzonego winem. - Nie ma w tobie choćby iskierki nadziei? – zapytała zrezygnowana. - Nadziei na co?! – zapytał ostro. - Sama nie wiem – zawahała się. – Na zmiany. Siewców jest coraz mniej, a i wielu z nas nie chce podążać drogą naszego Pana, stając się renegatami. - Głupie gadanie. Wschodnie wiatry może pomogą oczyścić twój umysł i choćby dlatego warto stawić się w Chmurnym Zamku. – Wstał i rzucił na stół miedzianą monetę. – Nie chciałbym cię ganiać po całym królestwie, więc proszę cię, udaj się ze mną dzisiaj na wschód. Dobrowolnie. Bądź rozsądna. – Z tymi słowami wyszedł z gospody i zlał się z tłumem przechodniów.

- Królu, czy Lacja odniosła się jakoś do wczorajszych wydarzeń? – zapytała Alia składając Aldwinowi niezapowiedzianą wizytę. Siedzieli w wygodnych fotelach, a służąca podała wino i owoce, którymi co jakiś czas raczył się król. Dziewczyna też skosztowała jakiś nieznany jej owoc idąc za przykładem mężczyzny, który zdejmował pomarańczową skórkę trzęsącymi się rękoma, a potem z łatwością rozdzielał owoc na kawałki i zjadał ze smakiem. Owoc okazał się nadzwyczaj słodki. Aldwin uśmiechnął się widząc zaskoczenie malujące się na twarzy Siewcy. Wrogie nastawienie ich obojga względem siebie gdzieś znikło i rozmowa przebiegała w sympatycznej atmosferze podlewanej winem. Alia na tą krótką chwilę zapomniała o porannej rozmowie z Lekanem i szczerze się uśmiechała konwersując z królem. Lecz teraz wkroczyła na temat, który był celem jej wizyty i Starzec podciągnął się w fotelu do pozycji wyprostowanej i przepłukał usta winem, mieszanym na pół z wodą. - O dziwo, nie są zadowoleni – odparł. – Saldimem grozi sojuszem z Glandirem, choć sam nie przepada za rządzącym nim Tryofadem to jednak jest skłonny układać się z nim, by tylko Raghatan roznieść w pył. - Czego żąda z zamian za odstąpienie? – zapytała Alia ze ściśniętym gardłem, gdyż domyślała się odpowiedzi. - Przesunięcia wschodniej granicy, aż po rzekę Ment, albo – zrobił pauzę – głowy Siewcy – dodał. Alia delikatnie skinęła głową, na znak, iż rozumie powagę sytuacji. Król milczał, czekając jak też rozmówczyni ustosunkuje się do tego. - Rozumiem, że przesunięcie granicy nie wchodzi w grę – powiedziała siląc się na uśmiech, ale po chwili skarciła się w duchu, za taki nietakt. – Przepraszam. Uważam, że powinnam osobiście porozmawiać z Saldimemem. Takie żądanie jest porwaniem się na osobę Siewcy i znieważeniem samego Władcy Wichrów… - To nie jest oficjalne żądanie, to raczej alternatywa, jaką zaproponował mi król Lacji – przerwał jej. Odstawił puchar z winem, które przestało mu smakować, odkąd zmienili temat rozmowy. – Choć wydaje mi się słusznym pomysł, że załatwisz sprawę osobiście, wszak ty mnie w to wmieszałaś. Miałem swoją wojnę, gdzie dzień byłem krok do przodu, a dzień krok do tyłu. Jednak wiedziałem na czym stoję. – Alia chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej gestem. – Gdybym wezwał pod broń sojuszników z Urgel i Alsek, nasz świat spowije wojna, którą spowodujesz ty – przytknął palec wskazujący do czoła dziewczyny. Taka zuchwałość w stosunku do Siewcy była niedopuszczalna, nawet osobie króla, ale Alia nie zareagowała. - Nie dopuszczę do tego – powiedziała cicho, gdyż głos uwiązł jej w gardle. – Nie dopuszczę do tego… - poprawiła się, powtarzając już swoim dźwięcznym, melodyjnym głosem, ale Aldwin znów jej przerwał. - Niby jak? Pójdziesz do Lacji i powiesz Saldimemowi: „Przepraszam, że zabiłam twojego dziedzica”? Najstarszego syna? – Zaniósł się kaszlem , porwał puchar z winem ze stolika i upił solidny łyk. Wstał i chodził po niewielkiej sali w te i z powrotem. - Nie wiem, powiem mu, że nie miałam zamiaru… - On wie, że to była bitwa i jego syn mógł zginąć w niej, ale problemem jest to, że zginął z twojej ręki, gdzie w ogóle nie powinno cię być! – podniósł głos. - Pójdę tam z Lekanem. Ten wstawi się za tobą, a przy odrobinie szczęścia może uda się udobruchać trochę i w mojej sprawie. Lekan jest jego przyjacielem, ale co by się nie stało, obiecuję ci Aldwinie, iż ty nie poniesiesz odpowiedzialności za mój czyn – zapewniła, po czym dodała stanowczo odzyskując pewność siebie - A teraz proszę uspokój się i usiądź, gdyż chciałabym cię o coś prosić! – Król usiadł i faktycznie jej słowa trochę go uspokoiły. Wziął karafkę i napełnił obydwa puchary czerwonym winem. - Słucham – powiedział w końcu. - Człowiek imieniem Ravan Mygrof jest dla mnie i mojego Pana niezwykle ważną osobą – powiedziała naginając fakty. – Chciałabym byś odłożył na bok dawne urazy do niego i dla dobra nas wszystkich przechował go dla mnie w jednej ze swoich cel. – Król nie wydał się zdziwiony tym, że Siewca wie o romansie jego córki. Przytaknął. – Jednak chciałabym, by po moim powrocie,, był w stanie wyjść z niej o własnych siłach, więc sugeruję rozwagę – dodała z naciskiem na ostatnie słowa. - Niechaj tak będzie. Dobijmy targu. Jeżeli załatwisz sprawę Saldimema, otrzymasz tego chłystka w nienaruszonym stanie i nawet nieźle podkarmionego, lecz jeśli ci się nie powiedzie i tym samym rozpęta się wojna na cały świat, ja na pocieszenie zostawię sobie tego złodzieja serc księżniczek. – Zawiesił głos i uśmiechnął się złośliwie. – Umowa stoi? - Odważny jesteś rozmawiając w ten sposób z Siewcą. – Odwzajemniła uśmiech, choć był on lekko wymuszony, po czym podała mu rękę – Umowa stoi.

Opuściła pałac w południe i wyszła na skąpaną w słońcu ulicę, pełną kupców, tragarzy, rzemieślników i innych ludzi z wplecionymi pomiędzy nich stadami zwierząt, które chłopi przeganiali na południowe pastwiska. W cieple południowego słońca, wino jakie Alia wypiła w królewskich komnatach delikatnie kręciło jej w głowie. W drodze powrotnej podeszła do kobiety siedzącej w oknie swojego domu, która przyglądała się tłumom kroczącym ulicą i poprosiła ją o kubek wody. Ta nie rozpoznała w niej Siewcy, gdyż Alia przewiesiła sobie płaszcz przez ramię, by słońce mniej doskwierało. Kobieta rzuciła jej pogardliwe spojrzenie, ale mimo tego, wody nie odmówiła. Zaspokoiwszy pragnienie Alia podziękowała i ruszyła na poszukiwania Lekana. Znalazła go w stajni, gdy przygotowywał konie do podróży. - Pojadę z tobą na wschód – powiedziała. Siewca podniósł wzrok z nad siodła, które czyścił. – Muszę pomówić z Saldimemem. - Rozsądnie z twojej strony, ale boję się, że król w swej złości mógłby skrócić cię o głowę i kto wie, może nie poniósł by za to żadnych konsekwencji. - Faktycznie zażądał mojej głowy, ale myślę, że nasz Pan pozbawił by go tronu za podniesienie ręki na Siewcę? – zapytała z nadzieją. - Nie koniecznie. – Wzruszył ramionami. – Krew za krew. Ojciec ma uzasadnione prawo pomścić syna i przypuszczam, że nasz Pan nie będzie się do tego mieszał. - Wobec tego co mi radzisz? - Podróż na wschód zajmie nam trochę czasu i do brzegów jeziora Mętnego dotrzemy najwcześniej za tydzień i jeden może dwa dni zanim przeprawimy się na drugi brzeg. Przez ten czas wiele może się zdarzyć i na bieżąco coś wymyślimy. Wyruszymy dziś wieczorem. – Położył jej uspokajająco dłoń na ramieniu. Wyjął z juków jakieś ubrania i podał je kobiecie. Ponure spódnice i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Siewca (cz.II) — czytnik · opowiadania