Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 2 godz. 53 min czytania

Silverstar

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Silverstar

Ten dzień października kończył się szarym zmierzchem, z ołowianych chmur spływały ciurkiem krople deszczu, układając się na szybach domów w sznurki łez. Tramwaj powoli wjechał do zatoczki przystanku, otworzyły się z trzaskiem drzwi pojazdu i na przemoczony świat wysypała się grupka pasażerów. Sylwia wskoczyła szybko do tramwaju, zadowolona że było w nim dużo wolnego miejsca, usiadła po prawej stronie i zaczęła obserwować z uwagą ruch samochodów. Spieszyła się, bo ostatnie zajęcia na uczelni trwały do ostatniej przewidzianej w planie minuty i niestety, nie zostały dziś skrócone, na co liczyła po cichu. Miała jeszcze 15 minut do umówionego spotkania na czacie fanów Silverstar. Spotykała się w tym wirtualnym świecie ze swoimi znajomymi prawie codziennie i prawdę mówiąc, nic innego w jej życiu jej nie kręciło, poza tym. Studia owszem, były ok., miała nawet kilka znośnych koleżanek, ale nic więcej, nic co dawało nadawało sens jej życiu. Silverstar ! To było jej życie, jej codzienna mantra, jej chleb, wstawała rano, zaczynała od dzień od słuchania „Blue Sky”, w przerwach miedzy zajęciami były „Secret whispers” i „Dream”, gdy wracała do domu w słuchawkach brzmiały dźwięki najnowszej płyty „Moonlight”. Dzień w którym pierwszy raz dowiedziała się o istnieniu tej muzyki, był przełomem, dniem przejścia z szarego życia, w świat pełen emocji , wzruszeń i wielu spotkań z podobnymi jej ludźmi. Silverstar…. Pamiętała jak wracała tego dnia do domu, wlokąc się niemiłosiernie. W liceum było znośnie, klasa nawet fajna, w sumie lubiła chodzić do szkoły. Ale nie lubiła z niej wracać, do wiecznie pustego domu w którym panowała lodowata, sterylna czystość. Matka Sylwii przychodziła codziennie najwcześniej po 18 a zdarzało się nie raz, że nie było jej w domu nawet po 21. Sylwia z codziennym znużeniem przełykała wymówki, że tak trzeba, że nie można inaczej jeśli się chce mieć klientów, że to taka praca itd. Mama Sylwii pracowała w biurze nieruchomości, jej życie wypełnione było spotkaniami, wyjazdami do klientów, w przerwach wizytami w salonach kosmetycznych tak… i sprzątaniem… Sylwia miała wrażenie, że sprzątanie to była świetna rozrywka dla jej mamy, choć nieco męcząca dla niej. Jasne dywany we wszystkich pokojach musiały zawsze jaśnieć śnieżnobiałą czystością, to samo dotyczyło wszystkich okien, zasłon, firan i w ogóle wszystkiego w ich dwupiętrowym domu . Na szczęście swój pokój dziewczyna sprzątała sama i tam już nie wkraczała żadna władza wyższa, to było jej niepodzielne królestwo. Sylwia była samotna, i jeszcze kilka lat temu bardzo cierpiała z tego powodu. Ojciec odszedł od nich po jej 17 urodzinach, najpierw zwyczajnie wyjechał za granicę, a potem po prostu nie wrócił. Materialnie zawsze dbał o nią, Sylwii niczego nie brakowało z tego, co mogłaby nastolatka chcieć- fajne ubrania, kosmetyki, książki, płyty, pieniądze… jednym słowem nie było źle. Ale ta pustka emocjonalna, rana po odejściu ojca i zwykły smutek były jej codziennością. Do czasu. Tamtego popołudnia szła jak zwykle do domu, noga za nogą, i pomyślała, że sobie coś kupi w pobliskim spożywczaku , zboczyła więc trochę z trasy. Przeszła przez jezdnię i skierowała się do osiedlowego centrum handlowego. Wtedy zobaczyła plakat na słupie ogłoszeń. Widniał na niej młody mężczyzna, ubrany w opalizujące, srebrne, wąskie spodnie i krótką skórzaną kamizelkę narzuconą na nagi tors. Imponująca i bardzo zgrabna sylwetka harmonizowała z błyszczącą gitarą elektryczną, z którą muzyk zdawał się tworzyć nierozerwalną całość. Długie, ciemne włosy, poskręcane w drobne sploty, odrzucone miał do tyłu, twarz była smagła i pociągła, o bardzo harmonijnych rysach, spod wpół przymkniętych oczu emanowała ekstaza. Sylwia chwilę podziwiała niezwykłą postać, ale po chwili przeszła na drugą stronę ulicy i wstąpiła do sklepu. Dopiero wieczorem wrzuciła w wyszukiwarkę internetową hasło z plakatu. Silverstar… Silverstar…. Ach Silverstar…. Powoli Sylwia zagłębiała się w zawiłą historię muzyka i splatała z nim, z jego twórczością i jego życiem, życie swoje. Zaczynała nieśmiało, nagrała sobie kilka jego utworów z Internetu, potem kupiła całą płytę i… na serio zaczęła się uczyć angielskiego. Ten właśnie aspekt ogólnej zmiany można powiedzieć , że w sposób naturalny i bezbolesny przyniósł jej dużą korzyść. Rozmowy na czatach w języku angielskim, tłumaczenie utworów, czytanie w oryginale i tłumaczenie artykułów dotyczących Silverstar bardzo pogłębiły jej znajomość angielskiego. Nauczycielka ze zdziwieniem obserwowała postępy Sylwii, która z bardzo przeciętnej uczennicy przeistoczyła się w prawie nativspikera. Maturę zdała śpiewająco i bez problemu dostała się potem na pierwszy rok anglistyki. Sylwia otworzyła drzwi i weszła do cichego domu, przedtem starannie wycierając swoje buty. Przeszła przez duży hol ozdobiony wielkim lustrem i zerknęła do kuchni. Na stole leżała kartka z instrukcją wykonania obiadu. - Dziękuję, jadłam już w stołówce- mruknęła do siebie Sylwia , weszła na piętro i zniknęła w swoim pokoju. Wyłożony jasno-niebieską tapetą w orientalne wzory epatował przyjemną atmosferą dziewczęcego pokoju. Kremowe meble, na które składało się zgrabne łóżko w romantycznej wersji, pojemna, przesuwna szafa z wielkim lustrem, wygodne biurko z laptopem i kilka fantazyjnie skonstruowanych regałów na książki i bibeloty, zajmowały dość dużą przestrzeń jej pokoju. Na szerokim parapecie stał samotnie, blado-różowy storczyk- prezent od mamy i pięknie komponował się z krótką firaną jej okna. A nad łóżkiem miała oryginalny, błyszczący, plakatowy portret Silverstar. - Cześć- jestem już w domu- powiedziała do postaci na plakacie - Dzień minął znośnie… mam do przeczytania parę lektur, a… miałam dziś filozofię… co za nuda…. okropna… ale muszę na to chodzić, będzie zaliczenie … i co ja tam im powiem… że to wszystko mnie nie obchodzi… ech…. przecież ja wszystko już wiem… liczy się tylko Moonlight, uczucie, miłość…i Ty... Sylwia włączyła odtwarzacz i popłynęła muzyka. Łagodne dźwięki pierwszego utworu wprowadzały ja niezmiennie w niezwykły nastrój. Czuła się tak lekko, swobodnie a gdy wchodziła ścieżka solówki gitarowej dziewczyna niemal odpływała. Potem dołączał się bardzo emocjonalny, piękny tembr Silverstar, głos aksamitnie wibrował w powietrzu, tworząc atmosferę pełną zmysłowości. Sylwia otworzyła laptopa i zalogowała się na stronę fanklubu Silverstar. Na kanale czatu było już kilu jej starych znajomych. - Cze… wszystkim -napisała Sylwia, gdy na monitorze komputera pojawił się jej nick- „Sylvi” - Hej- Sylvi- odpisał „Czarny”- Jak minął dzień? - Spoko… 5 godzin zajęć, a rano 2 godziny basenu…. Pływałam jak foczka… hahah - Widzieliście ?! Podali trasę koncertową Silverstar - włączył się „Pablo.” - A co już zamieścili na stronie?- zainteresowała się Sylwia. - Tak, już jest …. – pisał „Pablo”- zaczyna się od Berlina, potem Praga i Warszawa, następnie Paryż a potem to już tylko Stany. - Kiedy będą w Warszawie?????????????- emocjonowała się niejaka „ Anke”- w grudniu?????? - Poczekaj…. Zaraz sprawdzę… Berlin 5 stycznia, Praga 10,Warszawa 25 stycznia, Paryż 7 lutego, Stany zaczyna od marca…. - Jak to możliwe , ze tak późno dają znać kiedy ta trasa koncertowa będzie…. Przecież inne zespoły ogłaszają się co najmniej pół roku przed startem, nie czaję tego wszystkiego…- pisał „ Czarny” - Nie bądź naiwny, wszystkie sale koncertowe, stadiony są dawno zamówione, taką dziwną mają politykę względem zwykłych śmiertelników, żeby się zabijali o bilety na ostatnią chwilę- napisał Pablo. - To jak , widzimy się w Warszawie?- zapytała Sylwia. - No jasne, mam nadzieję, że nie będzie problemów z biletami, w końcu mamy swoje wejścia jako fanklub - napisał „Angry”. - No…. - zaczęła „Natalia” -ostatnio mieliśmy zarezerwowane 80 biletów, myślę, że teraz będzie podobnie, napiszę dziś maila do naszego Admina. - Koniecznie daj nam znać, najszybciej jak możesz, najlepiej jutro, przecież nie możemy nie być na koncercie Silverstar w Polsce , to by była profanacja- napisała Sylwia. - Słuchajcie, a jak podoba się wam ścieżka dźwiękowa podkładana przez Silverstar w tym nowym filmie ? – zapytała Anke, zmieniając temat - Aaa.. Chodzi Ci o „Rachelę”? Melodia z jednej strony taka zwiewna, ulotna, ale jednak nie pozbawiona siły… Myślę że świetnie charakteryzuje główną bohaterkę…. Sylwia pochylała się nad ekranem i w pewnym momencie poczuła ostre ukłucie w części krzyżowej kręgosłupa. Wstała by trochę rozprostować zbolałe kości, podeszła do lustra i zaczęła się przeciągać. Była drobną dziewczyną o niebieskich oczach anioła, blada cera kontrastowała z kruczoczarnymi włosami poskręcanymi w loczki. Najczęściej nosiła „koński ogon”, ale akurat dziś miała na sięgających do ramion włosach tylko granatową, połyskującą metalicznie opaskę. - Wyglądam jak Królewna Śnieżka…. istne niewiniątko ze mnie… uśmiechnęła się do siebie krzywo Sylwia …. tylko że ja się nie dam żadnej Złej Królowej, nie ze mną te numery… Dziewczyna zrobiła jeszcze kilka głupich min do lustra a potem sięgnęła do torby po „ Moby Dick’a”. Po chwili z przyjemnością oddawała się lekturze i nie stanowiło to dla niej już żadnej różnicy, że czyta w oryginale, od jakiegoś roku wolała nawet czytać tylko po angielsku. Od książki oderwał ją dopiero dźwięk klucza przekręcanego w zamku, spojrzała na zegarek- była 20 a jej mama po całym dniu wracała teraz do domu. - Hej , hej, jest ktoś w domu?- dobiegł ją wesoły głos z przedpokoju. - Hmmm… ktoś tu ma dobry humor- powiedziała do siebie Sylwia a głośniej zawołała- Jestem, jestem, a gdzie mam być…. - Mogę wejść? - postać za drzwiami zapukała w drzwi. - Proszę, wejdź, przecież jeszcze nie śpię. Do pokoju weszła niewysoka kobieta w średnim wieku, bardzo podobna do Sylwii. Też miała czarne włosy i jasną cerę, ale nosiła krótką, nowoczesną ale i kobiecą fryzurę. Ubrana w modny beżowy kostium spod którego wychylała się koronkowa, czarna bluzeczka, prezentowała się bardzo elegancko, jak to ona mówiła- profesjonalnie. - Dziś zabawiłam dłużej, bo wskoczyłam jeszcze do kosmetyczki, zrobiłam sobie klasyczną maskę z alg, ale popatrz na te paznokcie- kobieta zaśmiała się radośnie- zatrudnili jakieś młode dziewczątko jako manicurzystkę, i spójrz jaka zdolna- matka Sylwii wyciągnęła w stronę córki swoje zadbane dłonie- Takich wzorów jeszcze nikt mi nie robił, są fantastyczne- kobieta cieszyła się jak dziecko, przebierając w powietrzu palcami zdobnymi w dość długie tipsy. - Ihmmm…. widzę, ładne… - Tylko tyle? Są super, mówiąc po twojemu- mega fantastyczne, mam rabat na następną wizytę, możesz też sama skorzystać, albo jeszcze lepiej- pójść ze mną następnym razem- kobieta wyrzucała z siebie szybko potok słów. - Wiesz… nie za bardzo mnie to interesuje… - mruknęła Sylwia, nie mówiąc do końca prawdy, bo raczej zawsze zależało jej na tym, by dobrze wyglądać, zadbać o siebie, mieć ładne rzeczy… ale niekoniecznie gdziekolwiek chciała chodzić ze swoją matką. - Tobie to, w ogóle, ciężko dogodzić, ani zakupy, ani fryzjer, nie wspominając o kosmetyczce, to wszystko nie w twoim guście- westchnęła ciężko mama dziewczyny- Wiem, wiem, tylko ten muzyk cię obchodzi i cała ta maskarada wokół niego. A jadłaś obiad? Przygotowałam na dziś gołąbki. - Nie, nie otwierałam lodówki, w stołówce był dziś dobry obiad, to się skusiłam i poszłam z Eweliną. - Acha… to dobrze, odkurzę przedpokój a potem wskakuję do łazienki. Będziesz coś dziś oglądać jeszcze w telewizji? - Nie, mam do to do przeczytania - Sylwia wskazała na książkę leżącą na biurku - Ok. , to ja idę do siebie, dobranoc - Dobranoc. Sylwia czytała jeszcze długo wieczorem, a gdy przewróciła ostatnią stronę, szybko ubrała piżamę i zaszyła się w miękkim łóżku. Przez nie do końca zasłonięte okno zaglądał księżyc, zalewając jasną poświatą prawie pół błękitnego pokoju, ciszę wypełniał tylko szmer łagodnego oddechu śpiącej i miarowe tykanie zegara odmierzającego czas błogiego spokoju. Nazajutrz dzień wstał piękny, rześki, z lazurowym niebem i smugami półprzeźroczystych chmur, słońce świeciło wesoło i reszta żółtych liści na drzewach szeleściła mu w podzięce. Sylwia biegła truchtem przez park, za 7 minut zaczynały się zajęcia z gramatyki a miała jeszcze około 200 metrów do pokonania. Gdy wbiegała na schody budynku ktoś ją zawołał. - Hej! , Sylwia, nie leć tak bo nogi zgubisz! - Nie da rady, są na stałe przyklejone- Sylwia odwróciła się ze śmiechem do postaci , która ją zaczepiła. - Spokojnie, zdążymy, babka przecież zawsze ma opóźnienie co najmniej 5 minut . - Ok., to już odpoczywam… uff ….biegłam przez ostatnie 300 metrów praktycznie bez przerwy - No…. To złapałaś kondycyjkę co?- dziewczyna zaśmiała się i poklepała Sylwię po plecach. Ewelina była wysoka i szczupła, lubiła ciemne, nieco dziwaczne ubrania, czasami nosiła marynarki a na głowie nieodłączny kapelusz. W uszach nosiła kilkanaście różnych kolczyków a w nosie tkwił jeden- okrągły i malutki. Czarne włosy, ścięte do ucha , były zawsze precyzyjnie wymodelowane żelem, oczy pokryte zazwyczaj opalizującym, czarnym cieniem wyglądały niekoniecznie zachwycająco, ale taki miała styl. Cóż, nie zdobyła tym na pewno popularności wśród koleżanek kochających sukienki i róże, prawdę mówiąc, Sylwia była jedną z nielicznych osób w grupie, które w ogóle rozmawiały z Eweliną. Znalazły nić wspólnego porozumienia, choć Sylwia do końca nie wiedziała na czym to polegało. Na pewno obie uwielbiały tłumaczyć teksty piosenek, lubiły tez poezję w oryginale. Ale już rodzaj muzyki, który każda z nich lubiła to była osobna sprawa. Klimat Silverstar był owszem trochę tajemniczy, refleksyjny ale jednak na wskroś męski, większość utworów była o miłości do kobiety. Ewelina natomiast była zagorzałą fanką jakiegoś japońskiego zespołu i Sylwia nie odnajdywała się ani w smutnych, czasami wręcz depresyjnych tekstach tej twórczości ani w samej muzyce, dla niej zbyt udziwnionej i niezrozumiałej. - Bo widzisz… - tłumaczyła jej Ewelina- Silverstar to jednak komercja, kto o nim nie słyszał, kto nie zna jego ballad, przyznaję głos ma niezły, umie nadawać klimat, jest też świetnym gitarzystą ,ale czy on czegoś poszukuje, czy tworzy coś nowego?.... Raczej nie… ciągle tylko I will still love youuuu… i tak dalej…. - Nie wiem co ci odpowiedzieć, dla mnie jego muzyka jest odkrywcza, pokazuje mi różne odcienie miłości… - A czym jest miłość, że się tak zapytam, co? – zaśmiała się Ewelina trochę cynicznie. - Może zamiast zgłębiać ten ciężki temat pomożesz mi w tym fragmencie?- Sylwia wykręciła się od stąpania po gruncie, którego nie była pewna. - Ok., to będzie tak….- koleżanka pochyliła się nad tłumaczeniem zadanego przez asystenta tekstu i obie zagłębiły się w treści czysto naukowe. *** Sylwia skończyła właśnie myć włosy i owinęła głowę kolorowym ręcznikiem, tworząc zgrabny turban, gdy usłyszała, że wraca mama. - Tak wcześnie? – zdziwiła się – przecież nie ma jeszcze 17- Mamo, tak szybko jesteś? – zapytała wchodzącą. - Tak, tak, wyobraź sobie, ze tata dziś przyjdzie nas odwiedzić, niespodzianka co? - Nie wiem czy miła, raczej nie- odpowiedziała Sylwia- Pokazuje się tu raz na pół roku i myśli, że wszystko będzie dobrze… - Muszę posprzątać, ubrać się jakoś, zrobić coś do jedzenia… Ma tu być za dwie godziny….- gorączkowała się kobieta. - A po co ty się tym przejmujesz, ja bym nic nie robiła, chce to niech przyjdzie, ale niech nie myśli że jest tu wielkim gościem! - Sylwia, to jednak twój ojciec, sprawy miedzy mną i nim ciebie nie dotyczą, nadal jesteś jego córką… - Wielkie mi co, zostawił nas już dawno temu, ma jakąś babę i co mam pokazywać, że nic się nie stało?! Sylwia poszła do swojego pokoju i włączyła muzykę. Siedziała tak zatapiając się w dźwiękach aż do przyjścia ojca. Weszła do salonu gdy ją zawołano. Najzimniej jak potrafiła przywitała się i usiadła w fotelu wpatrując się w gościa. Na stole stała jakaś sałatka i kanapki , mama niosła też parującą herbatę. - No i co u ciebie Sylwia słychać- zapytał ojciec. Wydawał się być jakiś zgaszony, gdzieś zniknął jego animusz i dobry humor. - Dobrze, studiuję. - Słyszałem, że dostałaś się na anglistykę, gratulacje…- mężczyzna uśmiechnął się. - Też się cieszę… Ale co słychać w wielkim świecie?, w Berlinie na przykład- Sylwia zrobiła aluzję do miejsca zamieszkania ojca. - Wszędzie ludzie mają swoje sprawy i swoje kłopoty… - Nic nowego, a jak tam, twoja …partnerka? - Sofia, trzyma się…, oczekuje dziecka… Sylwia wybałuszyła oczy, najpierw ją zatkało a potem powiedziała: - To gratulacje, coś o nich mówiłeś, to chyba jednak tobie się należą… No nie… mamo zapomniałam na śmierć, przecież dziś wieczorem mam jeszcze basen… nie no, muszę lecieć…. Dziewczyna wbiegła do swego pokoju , wzięła plecak i szybko wyszła z domu. Oczywiście żadnego basenu nie miała dziś w planie zajęć. Poszła do galerii handlowej i zaczęła się snuć pomiędzy sklepami, trochę bezmyślnie przyglądając się poprzebieranym manekinom. To po to jej ojciec do nich zawitał? Żeby pochwalić się, że powiększa rodzinę i ze niby będę mieć braciszka lub siostrzyczkę???? – w głowie Sylwii myśli kotłowały się jak w spienionym górskim strumieniu- To jakaś masakra!! Chodziła tak godzinę, gdy odezwała się jej komórka- na ekranie wyświetlił się numer mamy i Sylwia odebrała. - Sylwia, gdzie jesteś?- mama pytała zaniepokojonym głosem. - Jestem niedaleko, poszedł już? - Tak… rozmawialiśmy jeszcze…. - I co, fajna informacja??? To po to przyjechał? Żeby się tym podzielić? - Wróć proszę do domu, to wszystko nie wygląda jak tak myślisz… Dziewczyna wsiadła w tramwaj i w 10 minut była pod swoim domem. Weszła do salonu i zlustrowała otoczenie. - Ooo… nic nie zjadł… czyżby konkubinka mu szykowała lepsze? To nie ma ochoty na nasze… - Siadaj Sylwia. I schowaj już do kieszeni te złośliwości. - A co, nawet teraz go bronisz? Czy to normalne?? Wiem… po prostu ty go nadal kochasz, przecież to żałosne…. - Żałosne czy nie, nadal jestem jego żoną, nie mam do niego nienawiści, strasznie się zaplątał i pogubił, zresztą ja… ja też nie jestem bez winy… - No pewnie. Nic więcej nie powiem, bo nie warto! I co chciałaś mi powiedzieć? - Chodzi o jego dziecko, wiesz ma się urodzić za miesiąc… - I co, mam zrobić przyjęcie powitalne czy co?- dziewczyna nie mogła powstrzymać ironii i aż się wewnętrznie trzęsła. - Ale jest duży problem, dziecko urodzi się chore, tzn. niepełnosprawne i Sofia… Sofia tego nie akceptuje, chce zostawić dziecko, oddać. Oczywiście twój ojciec się na to nie godzi. Oni się rozstaną Sylwia… *** Szybko minął listopad i ciemne wieczory grudnia zaczynały być rozświetlane na ulicach, przez coraz większą ilość, migoczących dekoracji świątecznych. Na studiach czas płynął prędko i wesoło, Sylwia była na krótkim wypadzie w góry ze znajomymi z grupy studenckiej, Ewelina nie pojechała, bo po pierwsze- jej nie zaproszono, a po drugie, w tym czasie wyleciała do Londynu na koncert swojego ulubionego zespołu. Do mamy Sylwii dzwonił często ojciec- urodził mu się chłopiec i choć mężczyzna zatrudniał dwie pielęgniarki do opieki, to jeszcze pytał o radę. Sofia, tak jak to wcześniej zapowiedziała, odeszła i nie dała więcej znaku życia, na samotnym ojcu zawisł więc cały ciężar odpowiedzialności za niemowlę. Zbliżały się święta, jak co roku Sylwia i mama zostały zaproszone do cioci Basi. Kiedyś, gdy byli jeszcze z tatą rodziną, lubiła Boże Narodzenie, ale potem, gdy odszedł, wszystko nagle jej zbrzydło i zaczęło denerwować. Ciocia Basia miała wspaniałą rodzinę, mieszkali w dość ciasnawym, jak na 6 osób, trzypokojowym mieszkaniu, ale atmosfera w tej rodzinie była zawsze ciepła i miła. Gdy weszły do domu, poczuły wspaniałe zapachy dobywające się z kuchni, a gdy zajrzały do salonu zobaczyły dużą, ubraną z przepychem świerkową choinkę, migoczącą setkami kolorowych światełek. Oprócz nich, w dużym pokoju, zgromadziła się czwórka dzieci gospodyni: Ewa- równolatka Sylwii, Józek i Michał – dwóch nastolatków i najmłodsza 5- letnia Marysia. Przed samą Kolacją przyszli jeszcze rodzice męża cioci Basi. Około 18 wszyscy zgromadzili się przy stole, uroczyście nakrytym najlepszym , haftowanym obrusem, spod którego wystawały źdźbła siana. Zostawiono puste miejsce i wolne nakrycie, dla niespodziewanego gościa. Na środku paliła się Świeca Wigilijna a wokół niej smakowicie prezentowały się dania zimne, takie jak: śledzie w śmietanie i oleju, ryba po grecku i w galarecie, kutia i kompot z suszonych owoców. Na drugim, dostawianym w naprędce stole, ciocia Basia, mama Sylwii i Ewa stawiały dania gorące- świeżo usmażonego karpia, kapustę z grochem, parujący barszcz z uszkami, przepyszne krokiety i pierogi grzybno-kapuściane . Jako słodkie uzupełnienie, na koniec, miał być podany makowiec i sernik. Elegancko ubrany gospodarz domu poprowadził najpierw modlitwę i odczytał fragment z Ewangelii św. Łukasza o narodzinach Dzieciątka Jezus. Następnie wziął tacę z opłatkiem i obdarował nim każdego ze zgromadzonych. Potem następowało to , czego Sylwia najbardziej w tej całej Wigilii się krępowała: składanie sobie życzeń. No cóż, sama zbyt wiele nie mówiła, poza standardowymi : zdrowia, szczęścia, pomyślności…, za to ciocia Basia, wujek Paweł i jego rodzice długo, długo do niej mówili. Gdy przyszła kolej na Ewę , Sylwia ze skwaszoną miną wyszeptała do niej: - No mów, szybko, tylko błagam…. nie chcę już żadnych religijnych życzeń…. To takie męczące… - No co ty – wysmukła blondynka uśmiechnęła się do niej- Już taka zmęczona? … |Ihm… No dobrze, życzę ci…. , życzę ci doświadczenia prawdziwej, wspaniałej miłości, która przemienia smutne, szare dni, w dni rozświetlone słońcem i radością, by każda z chwil, które przeżywasz, wypełniona była najgłębszym sensem, żebyś po prostu była bardzo szczęśliwa… Sylwia z pewną zazdrością spojrzała na kuzynkę, uczesane w prosty warkocz, falowane i błyszczące włosy okalały, jasną chmurą ,delikatną, owalną twarz dziewczyny, zaróżowioną teraz od wzruszenia, szarozielone oczy rzucały jasne, serdeczne błyski, no i ten przepiękny uśmiech… Kiedyś dwie kuzynki były niemal nierozłączne, Sylwia była jedynaczką i Ewa stała się dla niej jak dobra, rodzona siostra. Rosły razem, spędzały ze sobą wszystkie święta, ferie i wakacje; ich rodzice przyjaźnili się i nawzajem się wspierali, duchowo i materialnie, Sylwia, nie raz była świadkiem, gdy ciocia Basia dziękowała jej rodzicom za częste, pieniężne podarunki. Można było powiedzieć, że dzieciństwo Sylwii było bardzo wesołe, często wracała myślą do tych czarownych wieczorów Adwentu, gdy, jako jeszcze mała dziewczynka, w jednej ręce miała świecący lampion, w drugiej trzymałą ciepłą rączkę kuzynki i szły tak razem, w ciemności , do kościoła na roraty. Tradycją rodziny Terleckich było też przygotowywanie , w okresie przed Bożym Narodzeniem, świerkowego wieńca adwentowego, stroików świątecznych, artystycznie zdobionych kartek do wysłania i zabawnych ozdób na choinkę, takich np. jak małe, pulchne aniołki z masy solnej, w złotych sukienkach. To były czasy pełne ciepła i radości, spędzane w wesołym gronie dzieci wujostwa. - Czemu teraz już się nie spotykamy? - zapytała jeszcze Ewa- te parę razy w ciągu roku w czasie imprez rodzinnych - to się nie liczy… - Wiem, że masz teraz chłopaka, to pewnie jesteś zajęta… Zresztą obie teraz studiujemy… inne towarzystwo, sama rozumiesz…- tłumaczyła się Sylwia - No nie przesadzaj, z Marcinem widuję się najwyżej dwa razy w tygodniu, przecież wiesz, że on studiuje w Gdańsku. Przyjeżdża najczęściej w soboty, ale tak, to w powszednie dni możemy przecież razem gdzieś wyjść. Mam dużo do czytania na tej polonistyce, przesiaduję w czytelni, no fakt, ale zajęta jestem od rana najwyżej do 14. Całe szczęście mam dobrze ułożony plan, to tak pomaga… - No nie wiem… ja właśnie mam zajęcia popołudniami- trochę skłamała Sylwia - Szkoda… ale , ale na wakacje wybieramy się w grupie nad śliczne, ciche jezioro. Wokół ciągnie się Park Krajobrazowy, Marcin jeździł tam zawsze z rodzicami, pokazywał mi zdjęcia jak pływali łódką , mówię ci, coś pięknego… mam nadzieję że się z nami wybierzesz, co? - No wiesz, do wakacji jeszcze daleko… bardzo daleko, ale dziękuję za propozycję.. nie mówię tak, nie mówię nie, zobaczymy. - No moi drodzy, czas na kolędę - głos zabrał wujek Paweł- to jaką śpiewamy? - Cichą noc, cichą noc proszę- zapiszczała mała Marysia. - No dobrze, to może zaczniesz kochanie- powiedziała do dziecka jej mama. - Dobrze, proszę o spokój… zaczynam - z powagą powiedziała mała i popłynęły, cichutko i nieśmiało, pierwsze słowa pieśni o ubogich narodzinach Jezusa. A potem było wspaniałe świętowanie przy znakomicie przyrządzonych potrawach; gdy delektowano się już deserem, nadszedł czas na otwieranie prezentów. Każdy czekał na swoją kolej i przed otrzymaniem podarków musiał choć zacząć jakąś kolędę. Sylwia otrzymała komplet kosmetyków, kalendarz na nowy rok i dwie książki- jakąś powieść dla młodzieży i drugą zatytułowaną „ Okruchy dobra na każdy dzień”. W wielu domach śpiewano kolędy , a za oknem padał śnieg; delikatnie, wdzięcznie i powoli pojedyncze płatki, migocząc w świetle latarni, spadały na ulice. Drzewa, ławki w parku, kamienice i bloki, otulane były miękką,puchową kołdrą śniegu i świat , jak co roku, zastygał w niemym zdziwieniu nad Cudem Narodzenia. *** W drugim dniu Świąt, razem z mamą, znowu gościły u jej siostry. Kuzynostwa Sylwii nie było, bo wszystkie dzieci z ojcem poszły na sannę, prawdziwy kulik z dużymi saniami i końmi. W domu była tylko ciocia Basia i Sylwii już zapowiadał się dzień błogiego lenistwa, o smaku sernika z rodzynkami. Dziewczyna, trzymając talerzyk z ciastem, usiadła na kanapie pod choinką i zasłuchała się w piosenkę płynącą z radia. W drugim kącie salonu siedziały na fotelach mama i ciocia. Rozmawiały o czymś, nawet dość głośno, ale wcale ich nie słuchała, oddając się bliżej nieokreślonym marzeniom. - To co o tym córeczko sądzisz?- dobiegł ją nagle głos mamy. - Ale o czym?- odezwała się Sylwia dość niemrawo, nie mając ochoty na przerywanie zadumy. - To co, nie słuchałaś nas?- zdziwiła się ciocia. - No nie bardzo, słuchałam kolędy z radia. - Właśnie namawiam twoją mamę, by z powrotem przyjęła do waszego domu twojego ojca. Kilka razy już prosił ją o wybaczenie i możliwość powrotu, ale jeszcze nie dała mu odpowiedzi. - No a co, ty mamo chcesz się zgodzić?- Sylwia już w zupełnie innym stanie ducha wstała i podeszła do siedzących kobiet. - Myślę nad tym Sylwio, myślę… że tak. - Mamo, ale czy zapomniałaś że on nam zrujnował życie? Odszedł, zdradził cię, wziął sobie jakąś dziewczynę, niewiele starszą ode mnie… To się nie liczy? To już nie ważne?! - Sylwia, ja chcę mu dać szansę, przebaczyłam mu… wciąż jest moim mężem. - Ciociu…. posłuchaj- mówiła rozgorączkowana dziewczyna- Przecież on by nie wrócił do mamy, gdyby ta cała Sofia go nie zostawiła… i w dodatku to chore dziecko… Może on tylko mamę potrzebuje do opieki nad tym malcem, bo nie wie co ma zrobić ! - To wszystko Sylwia jest prawdą- powiedziała ciocia Basia- ale ojciec gdyby naprawdę nie chciał wrócić do twojej mamy, to by o to nie prosił. Ma dobrze prosperującą firmę, stać go by dziecko miało opiekę w dzień i w nocy, a on by nie musiał ruszyć palcem. Nie.. on się chce zmienić. Dużo w tej intencji było modlitwy, ja też się o to bardzo modliłam- powiedziała cicho. - Nie wierzę, mamo, nie wierzę w jego zmianę! – krzyknęła Sylwia. - Ale ja wierzę- odpowiedziała mama Sylwii- Dam mu tę szansę, mamy duży dom, zmieścimy się tam wszyscy, i mały Kacper też. - Ja się nie będę tym małym zajmować, mówię ci z góry- powiedziała głośno dziewczyna- W ogóle ojciec dla mnie też nie istnieje, będę go traktować jak powietrze. Powiedz też mu wyraźnie, że mój pokój to mój azyl i nie życzę sobie , żeby ktokolwiek tam do mnie zaglądał! - Sylwia, czemu ty się tak denerwujesz, przecież powrót ojca to nie koniec świata- powiedziała ciocia Basia. - Właśnie tak, dla mnie to Armagedon, koniec świata, jak chcesz to sobie nazywaj! - Uspokój się proszę… - szepnęła mama Sylwii. - Oczywiście…- lodowato odpowiedziała córka- już jestem meeegaa spokojna. – powiedziała Sylwia i usiadła znowu na kanapie. - Zostaw ją, musi to zrozumieć- powiedziała do mamy Sylwii jej siostra. Późnym popołudniem, z radosnym rumorem wpadła, do mieszkania cała reszta rodziny Terleckich. Wszyscy z radosnymi twarzami relacjonowali kulik, który jak widać bardzo się udał. - Mamo, pędziłam jak wiatr- krzyknęła od progu mała Marysia- Dzwoneczki dzwoniły, a koniki tak szybko, szybko biegły! A my krzyczeliśmy- Uhu ha ! Uhu ha !- śmiała się Marysia - Dobrze, dobrze kochanie, cieszę się że ci się tak podobało, siadajcie proszę, zaraz zrobię herbatę z sokiem malinowym, na rozgrzewkę będzie w sam raz! - I koniecznie daj serniczka mamusiu!- krzyknęła jeszcze mała, a do niej dołączyła się reszta rodzeństwa. - Tak, tak, przygotuj cały talerz, jesteśmy bardzo głodni na słodkie! - Wy moje kochane głodomory!- zawołała z kuchni ciocia Basia- jak jesteście tacy żarłoczni, to nic zaraz nie będzie, no chyba, że zrobicie nowy sernik i makowiec. - Mamo, mamo ja mogę zrobić!- do kuchni pobiegła mała Marysia- Pamiętasz? Już umiem oddzielać żółtka od białek, to teraz już mogę robić ciasto! - No dobrze, dobrze, ale poproś Ewę o pomoc- odpowiedziała, śmiejąc się, jej mama. *** Gdy tylko Sylwia znalazła się w swoim domu, od razu zabrała się za porządki. Gdy ojciec wyjechał, jego gabinet stał zupełnie pusty, wstawiła do niego wtedy swój stacjonarny rower, a potem dokupiła sobie parę drobnych sprzętów do ćwiczeń fitness, urządzając tam sobie mini-siłownię. Miała w sobie wtedy tyle złości, że trenowała jak szalona. Potem trochę jej przeszło, ale nauczyła się, że wysiłek fizyczny pomaga jej w złapaniu, jako takiej, równowagi psychicznej przy jej problemach . Przeniosła na górę już rower i inne sprzęty , ale musiała zabrać jeszcze swoje czasopisma, a było tego naprawdę dużo, zaczęła szybko ładować je do kartonu. Dziewczyna krążyła, któryś już raz, z góry na dół, gdy jej przyszła mama. - Cześć Sylwia! - a co ty robisz? Przenosisz wszystko znowu na piętro? Myślałam, że tak postąpisz ale nie, że od razu. Tata przyjedzie, z małym, dopiero tydzień po Nowym Roku, musi jeszcze pozałatwiać parę spraw w firmie. - Dopiero??? Dla mnie to i tak o wiele za szybko. Zresztą, róbcie sobie co chcecie, ja też już jestem dorosła i mam prawo do swojego życia. - Sylwia, ale zawsze jesteśmy rodziną… przecież to w życiu najważniejsze… - Ha …ha… ha …. Rzeczywiście, niedługo do tej rodziny dołączą wszyscy znajomi królika i staniemy się mega wspaniałą rodzinką…- kpiła dalej Sylwia. - Przykro mi że tak to widzisz- powiedziała ze smutkiem mama i poszła do kuchni. *** Była 17:15 gdy Sylwia weszła do szatni . Miała jeszcze piętnaście minut do rozpoczęcia zajęć z wychowania fizycznego, razem z Eweliną wybrały siatkówkę, bo wszystkie inne formy w-fu były już niedostępne, dziewczyny po prostu nie zdążyły się na nic innego zapisać. Sylwia wyciągnęła z torby starannie zapakowaną bluzkę i spodenki i powoli się przebrała. Na pięć minut przed zbiórką na sali gimnastycznej wpadła zdyszana Ewelina. - Mówię ci, jaki korek jest na Mickiewicza, chyba stałam tam z 10 minut! - To dobrze, że w ogóle jesteś… już myślałam że cię jakiś nieznajomy wyciągnął na randkę- zażartowała Sylwia. - Ha… ha.. wiesz, przydało by się, choć jednej rzeczy nie jestem pewna… - Czego? - Później ci powiem, zobacz jesteśmy już spóźnione, leć na salę ! - Ok., to czekam! Przez pierwszą godzinę trwał zacięty mecz, zarówno Sylwia jak i Ewelina nie były najgorsze w siatkówkę, ale nie mogły równać się z dziewczynami, które wcześniej chodziły do siatkarskiej klasy sportowej. Ewelina dawała z siebie wszystko, ale trudno nie było zauważyć pewnej złośliwości koleżanek z przeciwnej drużyny, w stosunku do jej osoby. Raz po raz posyłały silne piłki w jej kierunku, tak że nie była w stanie odebrać, aż w końcu piłka uderzyła ja mocno, w samą twarz. - Hej, to był faul- zawołała Sylwia do nauczycielki- To było na pewno z premedytacją, ta dziewczyna uderzyła Ewelinę specjalnie! - Proszę podzielić się w pary, koniec meczu! Proszę grać w dwójkach.- zadecydowała wuefistka. - Stało ci się coś? - kobieta podeszła do Eweliny i dotknęła jej ramienia. - Nie, nic…boli mnie tylko nos… nie, na szczęście nie krwawi… ale to prawda… chodziłam z tamtą Karoliną do klasy, no… tą od której dostałam…. i ona nigdy mnie nie lubiła, zawsze była dla mnie wredna. - Wyjaśnię to- powiedziała nauczycielka- Ale swoją drogą, w siatkówce musisz być zawsze nastawiona na atak, powinnaś przyjmować postawę obronną, niżej ugiąć nogi i stale być w ruchu… - Ok., dobrze… będę pamiętać . Dziewczyny grały jeszcze około pół godziny i w końcu zajęcia się skończyły .Gdy wracały Sylwia, chcąc rozchmurzyć koleżankę, powiedziała: - No to miałaś mi coś opowiedzieć o swoim tramwajowym romansie – zaśmiała się. - O czym?- zdziwiła się Ewelina. - Nooo … mówiłaś że idziesz na jakąś randkę czy coś w tym rodzaju … - Nie… nie, o tym mówiłam. Ale masz rację, mam w sobie pragnienie związku, bycia z kimś blisko… tylko… - ??? - Tylko … nie zrozum mnie źle… hmmm… jak ci to powiedzieć… mogłabym być z mężczyzną moich marzeń, ale… ale też i z kobietą. - Chcesz powiedzieć że jesteś lesbijką?- zapytała, prosto z mostu, Sylwia, zatrzymując się pośrodku drogi w parku. - Nie do końca… to znaczy, czuję że jestem osobą biseksualną, pociągają mnie zarówno mężczyźni jak i kobiety. - Czy mam się obawiać czegoś twojej strony?- na pół serio zapytała Sylwia. - Nie, oczywiście że nie…- zaśmiała się Ewelina, przecież widzę jak szalejesz za Silverstar, za facetem z krwi i kości… nic na siłę kochana… - No to ok. Hmmmm…. Dziwnie się teraz czuję rozmawiając z tobą. Dawno to odkryłaś, to jaka jesteś? - Właściwie wiedziałam, że jestem jakby trochę inna, nie widziałam się w tych rolach typowych dla dziewczyny, miałam zawsze różne, odmienne od dziewczyńskich, zainteresowania. Zobaczyłam się dopiero w muzyce zespołu Revival, ich wokalista nigdy nie zdefiniował swojej płci, powiedział że jest gdzieś pośrodku. - No tak, ale przecież w dowodzie, no i w DNA, ma jak byk zapisane- facet lub babka- rzeczowo argumentowała Sylwia. - To nie takie proste jak myślisz, przynajmniej dla niego i dla mnie… na szczęście, wiem już, że nie jestem sama ze swoimi uczuciami, wiesz, że byłam w Londynie, tam nawiązałam kontakty z dziewczynami podobnymi do mnie, w Polsce też już są takie stowarzyszenia… ech…. długa droga przede mną- westchnęła Ewelina. - No ale czy w dobrą stronę?- zapytała Sylwia z powątpiewaniem w głosie. - Nie oceniaj mnie, skoro sama nie wiesz gdzie idziesz!- dość ostro odpowiedziała jej Ewelina i przyspieszyła kroku. - Poczekaj!- Sylwia dogoniła koleżankę- Myślę, że to co mi powiedziałaś, nie stanie na przeszkodzie naszej relacji, przecież tak poza tym jesteśmy dobrymi kumpelami- pojednawczo powiedziała Sylwia. - Ok., nie było sprawy. Chodźmy na obiad do „ Szlacheckiej”, ostatnio byłam tam z ciotką i mają super dania z wołowiny. Byłaś już tam? - Nie, ok., też zgłodniałam. Był wczesny wieczór, gdy dziewczyny, siedząc przy lampce wina ,jadły doskonałą polędwicę z wołowiny w pieczarkach, do tego miały pysznie chrupiące, zapiekane ziemniaki z ziołami i bukiet surówek. Taki obiad to był parudniowy budżet przeciętnej studentki, ale nie dotyczyło to obu koleżanek. Zarówno Sylwia jak i Ewelina dysponowały naprawdę pokaźnym kieszonkowym i nie doświadczały, raczej powszechnych, trudności finansowych, z którymi borykała się większość braci studenckiej. Ewelina mieszkała w wynajętej, bardzo nowocześnie, umeblowanej kawalerce z antresolą. Mieszkanie znajdowało się w nowo wybudowanej kamienicy, znajdującej się niedaleko starego miasta, tak więc dziewczyna miała bardzo blisko na uczelnię. Spędzały razem wiele miłych chwil, słuchając muzyki i tłumacząc utwory swoich idoli. Ewelina miała artystyczną duszę, pięknie rysowała, raz nawet naszkicowała portret Sylwii. - To ja tak wyglądam?- spytała koleżankę spoglądając na swój wizerunek. - Tak, raczej tak… Tak cię widzę… Ślicznie wyglądasz, masz piękne włosy. - No tak, ale te oczy… Chyba przesadziłaś z wielkością- powiedziała Sylwia. - Nie, wcale nie, dodałam tylko trochę cienia w kącikach, jakbyś miała makijaż, ale to ty… - Wyglądam bardzo smutno, namalowałaś mi oczy psiaka! Taki mają wyraz! - To go zmień kobieto!- zaśmiała się Ewelina. *** Minął miesiąc odkąd do Sylwii i jej matki wprowadził się na nowo ojciec. Dla małego Kacpra został przygotowany specjalny pokój, wyłożono go kremową tapetą w misie i piłeczki, kupiono śliczne niebieskie łóżeczko z baldachimem i nowoczesny przewijak na stelażu, w podobnym kolorze. Dziecko miało zespół Downa, co nieszczęśliwie stało się powodem odrzucenia go przez rodzoną matkę. Sylwia lubiła dzieci a mały Kacperek był bardzo ładny, miał blond włoski i już się pięknie uśmiechał. Do ojca dziewczyna odnosiła się grzecznie, choć z rezerwą, widywała się z nim wieczorami, bo do 15 pracował w firmie, której główna siedziba znowu znalazła się w Polsce. Przez pierwsze dwa tygodnie ojciec zatrudniał do dziecka wykwalifikowaną pielęgniarkę, popołudniami sam sobie radził z dzieckiem, ale potem nagle Sylwia dowiedziała się, że mama wzięła urlop bezpłatny i przed południem sama postanowiła zająć się Kacperkiem. Dziewczyna tego nie skomentowała, nie odezwała się również, gdy schodząc z góry, którejś soboty, zobaczyła swoją mamę w negliżu, wychodzącą z sypialni ojca. *** Powoli zbliżała się sesja egzaminacyjna i Sylwia bardzo dużo czasu spędzała nad notatkami i książkami. Godzinami też przebywała w kawalerce Eweliny, bo razem dobrze im było powtarzać zadany materiał. Sylwia była bardzo przejęta, gdy odbierała swoją pierwszą kartę egzaminacyjną i wpisywała przedmioty do indeksu, z których czekały ją egzaminy. Musiała podejść, w tym semestrze, do 7 zaliczeń i czterech egzaminów i wydawało się jej, że to bardzo dużo. - Najbardziej obawiam się zaliczenia z Filozofii i egzaminu z Teorii przekładu tekstu- powiedziała do Eweliny wystraszonym głosem. - No , zrób taką minę przed profesorami – zaśmiała się koleżanka. - A co, tak widać, że się boję?- zmartwiła się Sylwia. - Tak! A masz się zachowywać całkowicie odwrotnie, tzn. naturalnie, może nie nonszalancko, jakbyś połknęła wszystkie rozumy świata, tylko spokojnie, ale zarazem pewnie. - A skąd ty to wszystko tak dobrze wiesz? - Znikąd!- zaśmiała się Ewelina- Czytałam najnowszy numer tego pisma psychologicznego- wskazała na łóżko, na którym leżał kolorowy magazyn- Napisali cały artykuł na temat mowy ciała. No cóż, trochę aktorstwa też się przyda, w tym naszym studenckim życiu…. Mijały kolejne dni i zaczęła się sesja. Ewelina i Sylwia przechodziły gładko przez zaliczenia i egzaminy, zbierając prawie same oceny bardzo dobre. Nawet z teorii przekładu tekstu udało się Sylwii dostać 5, choć długo nie mogła w to uwierzyć. Kłopoty miała dopiero na filozofii, spocona jak mysz, wyszła w końcu z sali, z upragnionym zaliczeniem. - Ależ mnie maglował!- powiedziała do Eweliny- w końcu sama się zgubiłam i zaplątałam, nie wiedziałam o co chodzi…. No, ale w końcu jest! Mam zaliczenie! A tobie jak poszło? - Myślę, że nie najgorzej- powiedziała Ewelina mrużąc oczy- Po prostu wiedziałam co należy mówić. Moje prywatne poglądy nie wchodziły tu w grę- powiedziała sucho- Przecież mówiłam ci o roli aktorstwa w życiu, no nie?- zakończyła, zarzuciła torbę na ramię i skierowała się ku schodom. Zaczynała się przerwa semestralna i Sylwia miała do dyspozycji ponad dwa tygodnie wolnego czasu. Przed nią było wielkie wydarzenie- koncert Silverstar w Warszawie. Dzięki temu, że była w fanklubie od paru lat, udało jej się zdobyć upragniony, vipowski bilet , który oznaczał strefę 0 – czyli miejsce pod samą sceną . Był środek zimy, więc pogoda nie była typowa, jak na koncerty, ale fani wokalisty byli gotowi na takie poświęcenia, jak czekanie na występ, nawet kilka godzin na mrozie. Zresztą samo spotkanie z ludźmi, lubiącymi tą samą muzykę, było fascynujące. Sylwia miała pociąg o 9:05 i podróż jej miała zająć około 2 godzin. Kupiła sobie dość pokaźną ilość prowiantu, w którym przeważały słodycze, z czego nie była dumna.Wsiadła do przedziału, w który miejsce pod oknem, zajmowała tylko jakaś kobieta w średnim wieku. Sylwia zdjęła kurtkę , wrzuciła plecak na półkę i po chwili już siedziała w kącie, ze słuchawkami na uszach. Obserwowała przez okno, szybko uciekające w pędzie drzewa, małe domki,z jeszcze mniejszymi ogródkami, długie wstęgi czarnych, zabronowanych pól i stada unoszących się nad nimi wron. Po jakimś czasie była wizyta konduktora, wszedł grzecznie, z uśmiechem sprawdził bilety, udzielił informacji drugiej pasażerce, na koniec miło się pożegnał i wyszedł. Sylwia zamykała właśnie za nim drzwi od przedziału, gdy pojawiła się w nich jakaś staruszka. Ubrana była całkiem jak jakaś babina z zapadłej wsi, z początku wieku. Twarz pomarszczona jak stare jabłko, niewielki, perkaty nos i siwe, błyszczące ciekawsko oczka ,schowane były pod kolorową chustą w kwiaty , zawiązaną ciasno pod brodą. - Kochaneczko, pomóż mi z tym tobołkiem- odezwała się babcia w stronę Sylwii. - Dobrze, gdzie mam to położyć, na górę?- zapytała dziewczyna. - Tak, tak, połóż to z boczku… Sylwia chwyciła niewielką, materiałową torbę i bardzo się zdziwiła, bo ta okazała się nieprzeciętnie ciężka. Z trudem ją podniosła do góry i umieściła na stelażu półki. - A gdzie ty serdeńko jedziesz, tak sama?– zaczęła, najwyraźniej, rozmowę staruszka. - Do Warszawy- dość niechętnie odpowiedziała Sylwia. - Słyszałam, słyszałam, ale nie byłam- powiedziała babcia. Nie usłyszała odpowiedzi od Sylwii, więc dalej pytała. - A co ty tam będziesz robić dziecinko? - Jadę na koncert, będę słuchać muzyki a może i tańczyć. - Aaaaa… Byłam , byłam na nie jednym weselu- powiedziała babcia. – Kiedyś to nawet i młodsze od ciebie się wydawały za mąż. A masz ty chłopaczka?- Oczy babci się jakoś dziwnie zaświeciły- Ja kiedyś uwielbiałam swatować, uha!, ile wyswatałam dziewuch- babinka zaśmiała się. - To co, masz ty chłopaczka?- kontynuowała babina. - Tak, tak, mam- na odczepne powiedziała Sylwia. - Jedziesz do niego, co? A ładny to ci on? Oj, pewnie ładny, bo i ty śliczna dziewuszka jesteś. Włosy masz jak pierścionki, czarne jak smoła, a błyszczące. Buziuchna jak mleko, usta tylko do całowania a oczy.. jakby dwie studzienki, tak głębokie, a błękitne jak te niebiosa nad nami. Kurka ty to jesteś niewielka, ale jak młody kotek zgrabna. Kibić cieniutka, ale cycuszki jak jabłuszka, ej! Będzie to miał kochaneczek z ciebie pociechę!- zaśmiała się babina z zadowoleniem. Sylwia nie odzywała się i nastała chwila nieoczekiwanego milczenia. Kobieta pod oknem skończyła jeść pomarańczę i zajęła się czytaniem jakiegoś magazynu o wystroju wnętrz. - Posłuchaj córuchna- staruszka nachyliła się w stronę Sylwii- Ja tu zaraz wysiadam, kuma mnie oczekuje na stacji. Widzę, że ty tego chłopca kochasz, skoro w taki świat do niego jedziesz. Ale nie wszystko srebro co się świeci… Wkrótce będziecie razem i blisko, ale pamiętaj i uważaj, żeby ci on świata nie zawiązał, szkoda by było… Ech, czas na mnie, ściągaj kochaneczko mój tobołek… O…. dziękuję. Staruszka pokręciła się jeszcze trochę po przedziale i w końcu wyszła na korytarz. Pociąg, po minucie postoju na stacji, szybko ruszył i wkrótce już miarowo pędził po stalowej drodze, przed siebie. Minęła godzina i Sylwia wysiadła na peronie Warszawy Centralnej. Pochodziła trochę po dworcu i skierowała się w stronę przystanku autobusowego. Świeciło mocno słońce, a niebo było bezchmurne. W rześkim powietrzu czuło się lekki przymrozek, ale Sylwii było ciepło, jeśli nie gorąco. Koncert zaplanowany by na godzinę 16, ale do sektorów wpuszczano już od 14. Warszawski koncert był kolejnym etapem trasy koncertowej Silverstar, która obejmowała Europę a potem Stany Zjednoczone i promowała najnowszy album wokalisty, zatytułowany Moonlight. Płyta ukazała się około pół roku temu i oszacowano, że rozeszła się już aż w 5 milionach egzemplarzy. Przed występem głównego wykonawcy miały się zaprezentować jeszcze dwa zespoły supportów- słowacka grupa „Green”- wykonująca energetyczną muzykę pop, i następnie polska grupa „ Białe Kruki” grająca refleksyjne rockowe kawałki, wprowadzające bardziej w klimat najważniejszej gwiazdy dnia. Sylwia sprawdziła o której będzie miała autobus na lotnisko „ Bemowo”, gdzie miała odbyć się cała impreza, a że miała jeszcze sporo czasu, postanowiła jeszcze pochodzić po Starym Mieście . Odwiedziła kilka sklepów, przymierzyła parę rzeczy i wyszła, parę drobiazgów kupiła sobie dopiero, u sprzedawcy ludowych bibelotów, który stał niedaleko Kolumny Zygmunta. Dziewczyna w końcu zgłodniała i postanowiła zjeść coś ciepłego. Skręciła w jedną z bocznych uliczek i dość długo szła, szukając pizzerii, w której była kiedyś , podczas klasowej wycieczki do stolicy. Wkrótce znalazła restaurację i weszła do przytulnego wnętrza. Usiadła na wygodnym siedzisku i zajęła się studiowaniem menu, po dość długim zastanawianiu się, na co ma ochotę, wybrała prostą pizzę z pieczarkami, podwójnym serem i sosem pomidorowym, do tego poprosiła o gorący barszczyk i szklankę nektaru z czarnej porzeczki. Po posiłku szybko zabrała swoje rzeczy i poszła na autobus, który miał ją zawieźć bezpośrednio na miejsce koncertu. Wchodząc do swojego sektora, Sylwia mijała całe masy młodzieży, już rozbawionej i tańczącej. Zarówno dziewczyny jak i chłopacy, w większości, naśladowali w ubiorze styl Silverstar, nosili wąskie, czarne dżinsowe lub skórzane spodnie, spod kurtek wychylały się podkoszulki z metalicznie połyskującymi nadrukami, nosili długie włosy, a niektórzy, tak jak ich idol, mieli kolczyki w kształcie krzyżyków. Niejedna osoba, wydawała się już być pod wpływem alkoholu , choć niczego takiego nie wolno było wnosić na teren imprezy. Przy wejściach rozdawane były fluorescencyjne opaski na rękę, które potem, gdy się ściemniło, błyszczały tysiącami barw, co nadawało niespotykany klimat całemu wydarzeniu. Sylwia ustawiła się, w swoim vipowskim sektorze, po lewej stronie sceny, była tak blisko, że widziała pracujących ludzi z ekipy technicznej, jak na wyciągnięcie ręki. Stała tak dość długo obserwując scenę, gdy nagle zadzwonił jej telefon komórkowy. - Sylwia? Hej!, tu Anke z Fanklubu! Jesteś już w sektorze? - No hej! Tak ! Jestem po lewej stronie estrady, będę machać czerwoną chustką, powinnaś mnie znaleźć. - Ok.! To idę cię poszukać! - To czekam! Sylwia wyciągnęła z plecaka chustę i podniosła ją w górę. Minęło kilka dobrych minut i do Sylwii podeszła drobna blondynka. - Cześć, jestem Ania, to znaczy „Anke”, tak się przedstawiam na naszym czacie. - Cześć! Fajnie cię poznać w realu! Tylko ty będziesz z naszej ekipy? - Jeszcze będzie „Czarny”, ale reszta będzie rozrzucona po innych sektorach. Jesteśmy szczęśliwcami, że możemy sobie pozwolić na vipowskie bilety… - No jasne , przecież osiem stówek na ziemi nie leży- pokiwała głową Sylwia. - Popatrz, już się stroi ta słowacka grupa- wskazała, głową , na estradę Anka. - Fajnie wyglądają, mam nadzieję, że troszkę nas rozruszają… w końcu jest zima… - Słuchałam prognozy pogody, ma być maksymalnie -5 i to dopiero w nocy, teraz są około dwa stopnie na minusie. Tak rozmawiały, gdy doszedł do nich „ Czarny”, czyli Robert. Był wysokim, szczupłym brunetem o bujnej, nowocześnie wymodelowanej czuprynie. - Cześć przystojniaku- powiedziała do niego Anka- Przedstawiam ci Sylwię, wy jeszcze się nie znacie w realu… - Hej, miło cię poznać- uśmiechnęła się Sylwia. - No, mnie też…. Bardzo miło- odpowiedział Robert- Nie wiedziałem że dziewczyny z naszego czata są takie ładne… - Ha, ha, ha- nie podlizuj się tak- zaśmiała się Anka. Nagle na estradzie zaczęło być głośno, wyszedł wokalista pierwszego supportu i pozdrowił wszystkich uczestników imprezy. Wkrótce zaczęli grać wesołe, skoczne kawałki, które miały chyba na celu rozgrzać i nieco rozruszać zmarzniętą publiczność. Po nich wystąpiła polska formacja „ Białe Kruki”, zbierając wielki aplauz, co naprawdę im się należało, bo grali wyjątkowo. Nagle wszystko ucichło . Podniósł się szmer oczekiwania, od strony publiczności, i zmienił się w szum okrzyków, oklasków i gwizdów podziwu, gdy zabrzmiały wstępne akordy pierwszego utworu. Na ciemnej scenie pojawiły się konstelacje gwiazd, stworzonych przez grę migających reflektorów, a na scenę powoli wyszedł Silverstar. Ubrany w czarne, obcisłe, skórzane spodnie, nabijane po bokach diamentowymi ćwiekami, w narzuconej na ramiona, srebrno- czarnej, artystycznie marszczonej w rękawach kurtce, wyglądał jak młody bóg, i tak też był witany przez rozentuzjazmowanych fanów. Zaczął grać jeden ze swoich wielkich przebojów, a odśpiewawszy pierwszą zwrotkę przerwał i zawołał: - Hello Poland! Podniósł się wielki, wspólny okrzyk- Hello! Potem Silverstar po angielsku zawołał: - Czy jesteście gotowi na mega fantastyczny koncert?! - Taaaaaakkkk! – odpowiedziały mu masy ludzkie. - Na pewno?! - Taaaaakkkk!- odkrzyknął mu tłum. - To zaczynamy!!! Silverstar odrzucił do tyłu swoje długie włosy i zaczął grać wstęp do mocnego, rockowego kawałka, zatytułowanego „ Enter”. Wkrótce dołączyli akompaniujący gitarzyści, perkusista i chórek, złożony z czterech kobiet i trzech mężczyzn. Sylwia śpiewała głośno każdy utwór, bo każdy znała dokładnie na pamięć, słowo po słowie i nuta po nucie. - Super śpiewasz!- krzyknęła do niej Anka- naprawdę masz dobry, mocny głos! - Dzięki!- odkrzyknęła jej Sylwia. Po godzinie, wykonawcy przenieśli się na mniejszą scenę, wysuniętą jak półwysep, w stronę publiczności. Silverstar zasiadł przy pianinie i zaczął jedną ze swoich najpiękniejszych ballad, zatytułowaną „ She”, inni muzycy towarzyszyli mu na gitarach akustycznych Sylwia śpiewała ją ze łzami w oczach. Przy słowach „ I will still love you” niebo rozbłysło tysiącem fajerwerków, girlandy różu, potem purpury, a w końcu fioletu, rozświetliło przestrzeń nad fanami, z których każdy był jak nocny świetlik, każdy miał na ręce świecącą barwnie opaskę. Kolorowe, błyszczące morze fanów odpowiadało swojemu idolowi szumem śpiewu i burzą oklasków. Nie wiedzieć jak, wśród intensywnych artystycznych doznań, minęły dwie godziny występu i oto Silverstar wykonywał swój ostatni utwór- sztandarowy „ Moonlight”. Długo, długo trwały końcowe owacje, wreszcie na scenę spadły miliardy skrzących się konfetti i po ukłonie, muzycy wycofali się ze sceny. Urzeczona Sylwia czekała jeszcze na bisy, ale niestety, widocznie nie były zaplanowane, na estradzie pojawili się tylko technicy, którzy zaczęli składać sprzęt. - Co za wspaniałe zakończenie- tuż obok Sylwii odezwał się po angielsku jakiś kobiecy głos. - Tak, wspaniałe- powiedziała Sylwia. - Słyszałam jak śpiewasz- powiedziała do dziewczyny nieznajoma- Masz dobry angielski i niezłą barwę głosu- Jestem Celine- młoda kobieta przedstawiła się i podała Sylwii rękę- Chciałabyś może podejrzeć muzyków za kulisami? Mam trochę znajomości, może wyciągniemy jakiś autograf. - Naprawdę? Oczywiście, że chciałabym!- zawołała Sylwia i schyliła się po plecak. Celine złapała ją za rękę i szybko przeprowadziła przez tłum kłębiących się fanów. Zmierzała w stronę ochroniarzy, którzy pilnowali przejścia na tyły estrady. Kobieta wyciągnęła spod bluzki kolorowy identyfikator i machnęła nim przed oczami strażników. Przeszły bez żadnych pytań. Miały właśnie wejść przez jakieś drzwi, gdy kobieta nagle zatrzymała się i odwróciła się do Sylwii. - Ale… jesteś pełnoletnia? - Tak…. Czemu… - Na pewno? - Tak! Popatrz mam dowód- Sylwia sięgnęła do saszetki na piersi.. - Ok., to idziemy… W przestrzeni, będącej zapleczem sceny, uwijali się szybko młodzi mężczyźni, którzy byli członkami ekipy technicznej. Zwijali długie metry kłębiących się kabli, rozmontowywali elementy nagłośnienia i pakowali wszystko w wielkie, błyszczące srebrem skrzynie. W głębi pomieszczenia ustawiona była dość długa kolejka dziewczyn, rozentuzjazmowanych i przejętych, stojących po autograf do swojego idola. Ten, rozparty wygodnie na krześle, palił papierosa i podpisywał, wytatuowaną dłonią, podtykane mu pod nos płyty, koszulki i ręce swoich wiernych fanek. - Stań za nimi- powiedziała do Sylwii Celine- Ja skoczę w tym czasie do kolegi, bo muszę coś jeszcze załatwić i jeszcze tu przyjdę. - To ty pracujesz z nimi? Jesteś w ekipie Silverstar? - Tak jakoś wyszło- uśmiechnęła się Celine i podążyła do drugiego wyjścia. Mijając Silverstar kiwnęła mu niepostrzeżenie głową, czym wywołała u niego nieznaczny uśmiech. Sylwia nie miała ze sobą płyty, więc z braku czegokolwiek lepszego, w czym mógłby zaistnieć podpis Silverstar, wyciągnęła swój kalendarz i tak przygotowana, oczekiwała na swoją kolejkę. W końcu dotarła do siedzącego idola i podała mu kalendarz. - Twoje imię? - zapytał miękko spod dużego ronda kapelusza. - Sylwia! Jak super, że miałam taką okazję zobaczyć cię z bliska!- powiedziała dziewczyna po angielsku. - Rzeczywiście, to dość wyjątkowe… Powiedziałbym, że zostałaś wybrana… przez los – kontynuował rozmowę Silverstar. - Ludzie w fanklubie mi nie uwierzą! Chyba zżółkną z zazdrości- zaśmiała się rozgorączkowana Sylwia. - Jesteś stąd? To znaczy z tego miasta?- zapytał idol. - Nie… jechałam tu pociągiem 2 godziny… - Lubię takie dziewczyny jak ty, o gładkiej, alabastrowej skórze…. - Długo jeszcze będziesz tak gadać ?- powiedział, po polsku ,głos jakiejś fanki, stojącej za nią- Rusz się w końcu dziewczyno… - Ok. Dzięki Silverstar!- powiedziała Sylwia, schowała do plecaka kalendarz i zaczęła iść w stronę wyjścia. Dochodziła już do bramki, pilnowanej przez ochroniarzy, gdy dobiegła do niej Celine. - Hej, Sylwia! Poczekaj! - Hej, Celine. Przepraszam , że na ciebie nie zaczekałam, ale nie wiedziałam, czy się jeszcze w ogóle pojawisz. Serdeczne dzięki za możliwość spotkania z Silverstar, będę ci wdzięczna do grobowej deski! - No, bez przesady!- zaśmiała się Celine. Wiesz już , że jestem z ekipy Silverstar i w związku z tym mam dla ciebie propozycję… - No ale jaką???- bardzo zdziwiona Sylwia zamarła w oczekiwaniu. - Mamy pewien problem… Dwie dziewczyny z chórku złożyła ciężka grypa, jakieś wirusy u was są… albo to zimne powietrze… nie wiem… w każdym razie nie są w stanie śpiewać, a mamy pojutrze kameralny koncert, ma być na tip top, będzie nagrywany dla telewizji… Słyszałam , że dobrze śpiewasz i mamy dla ciebie propozycję… -??? - Wystąpiłabyś w chórku. Jutro byś przećwiczyła z dziewczynami i myślę, że na pojutrze byłoby ok. Oczywiście dostaniesz za to kasę, myślę, że dla ciebie na pewno sporą. - Mówisz serio??? - Jak najbardziej. - Byłabym idiotką gdybym odmówiła. Ale gdzie się zainstaluję? Nie jestem z Warszawy. - Nie martw się, możesz spać w moim hotelowym pokoju, jest prawie tak duży jak apartament a sofa jest pewnie większa od twojego własnego łóżka, także się zmieścisz! - Ok., muszę jeszcze gdzieś zadzwonić. - To chodź, zadzwonisz z samochodu, pojedziemy do hotelu. Po dojściu do ulicy kobiety wsiadły do małego, zwrotnego samochodu, idealnego do poruszania się w wielkim mieście. Sylwia wybrała numer do mamy i czekała na połączenie. - Halo, mama? - No hej Sylwia, wracasz już do domu? Podjadę po ciebie na dworzec. - Mamo, nie… Zmiana planów. Spotkałam się z Eweliną na koncercie i zaproponowała mi tydzień u siebie, w Gdańsku. Szkoda nie pojechać, więc korzystam z jej zaproszenia. - Ale tak nagle? Masz jakieś rzeczy? - Nie martw się tym, Ewelina mi pożyczy. - Dobrze córeczko, uważaj na siebie! -Ok., to kończę, bo lecimy na autobus- Sylwia gładko zakończyła swoje kłamstwa. - Pa! - W hotelowym butiku możesz sobie kupić bieliznę, albo inne potrzebne rzeczy. Chyba 500 Euro wystarczy na kieszonkowe- odezwała się Celine, wciskając do ręki dziewczyny zwitek banknotów. - Nie, to stanowczo za dużo- zdziwiła się Sylwia, kręcąc głową. - To chyba nie widziałaś dużej kasy- zaśmiała się Celine – Weź koniecznie, przyda się. Wkrótce wjechały w uliczkę położoną niedaleko Starego Miasta i zatrzymały się przed dostojnie wyglądającym hotelem, mieszczącym się, w stylizowanej na renesansową, wysokiej kamienicy. Weszły przez oszklone drzwi do obszernego holu, wyciszonego przez leżący na środku , wspaniały dywan w perskie wzory. Celine skierowała się do windy a Sylwia podążyła za nią. - Nie jest to może największy hotel w Warszawie, ale ma klimat jaki lubi Silverstar.- powiedziała Celine. - Budynek ma wnętrza stylizowane na dawny, staroświecki styl, zobaczysz więc polichromowane ściany, zabytkowe, kaflowe piece i wyrafinowaną sztukaterię, ale to tylko nawiązanie do tradycji, hotel jest w 100 procentach nowoczesny, wszędzie jest klimatyzacja, Internet, i najnowsze nowinki techniczne, a łazienki są super lux- szeroko uśmiechnęła się Celine. Weszły do mini-apartamentu , który składał się z dwóch części- pokoju sypialnianego i saloniku dziennego, w którym królowała pokaźnych rozmiarów sofa i oryginalne meble o wyszukanych ornamentach. - Wyśpisz się znakomicie- kiwnęła głową Celine.- Idź sobie kupić parę ciuchów a potem możemy zejść na późną kolację. - Wolałabym teraz wejść pod prysznic.- powiedziała Sylwia- Mam jakieś awaryjne rzeczy na zmianę, wiadomo, na koncertach mogą zdarzyć się różne rzeczy. - Dokładnie- pokiwała głową Celine. Sylwia weszła do łazienki i aż jęknęła z zachwytu. Salon łazienkowy był duży jak jej własny pokój w domu rodzinnym, wyłożony jakimś naturalnym kamieniem, miał barwę lazurowo- błękitną. Mozaikowa podłoga była podgrzewana i w łazience panowało przyjemne ciepło. Mądrze dobrane, ciepłe światło, rozpraszane przez złote lampy, tworzyło miłą, intymną atmosferę i niewątpliwie dodawało urody kąpiącej się. Śnieżnobiałe, puchate ręczniki, złożone były elegancko na łazienkowej komódce, w środku której znalazła wszystkie podstawowe kosmetyki. Po dość długim czasie spędzonym na kąpieli, Sylwia w końcu wyszła i zobaczyła przebraną już Celine, która poprawiła makijaż. - To co, gotowa? Pójdziemy na kolację. - Ok.! Muszę tylko jeszcze zadzwonić do koleżanki, ale to dosłownie kilka chwil. Sylwia wybrała numer Eweliny i gdy ta odebrała zaczęła rozmowę: - Hej Ewelina , nie uwierzysz co się stało! - No cześć Sylwia, nie wiem, mam nadzieję, że nic strasznego? - Nie! Przeciwnie! Stało się coś niemożliwego! - Wygrałaś w Totka? - Lepiej, poznałam Silverstar! - Masz autograf? - Rozmawiałam z nim! Mało tego, będę śpiewać u niego w chórku! Uwierzysz?! - Mam nadzieję, że nie jesteś naćpana i jesteś przytomna, co? - Całkowicie przytomna! Słuchaj, w związku z tym mam prośbę, żebyś mnie kryła przez następne dwa tygodnie, że niby spędzamy razem ferie, taką bajkę wcisnęłam już mamie. - Jak się już stało to ok, ale… wrócisz na uczelnię? - Mam taki zamiar… ale…. - Co? - Nic…. Napiszę ci potem maila o tej całej sytuacji…nie wiem jak się wszystko potoczy…. - Ok, w sumie gratulacje, jesteś wielką szczęściarą! - No wiem, sama rozumiesz mnie chyba, choć trochę! Będę kończyć, odezwę się! Pa! - Na razie. Sylwia schowała komórkę do plecaka i dołączyła do stojącej przy drzwiach Celine. Zjechały na dół windą i poszły do restauracji. Wnętrze przypominało klimatem włoską uliczkę, usiadły do kameralnego, nakrytego białym obrusem stolika i zamówiły dla siebie dania z kuchni śródziemnomorskiej. Po smacznej kolacji wróciły, już dobrze po północy, do pokoju, gdzie Sylwia zaszyła się w pachnącej pościeli i zasnęła jak dziecko. Budząc się Sylwia, przez chwilę, nie wiedziała gdzie jest, ale wkrótce przypomniała sobie wydarzenia ostatniego dnia i zalała ja fala entuzjazmu. Było kilka minut po 7, ale w pokoju nie zobaczyła swojej towarzyszki. Ubrała się szybko i zjechała na parter hotelu, gdzie widziała butik z ubraniami. Szczęśliwie był już otwarty i dziewczyna bez problemu zaopatrzyła się w bieliznę, kupiła sobie też miękki, kaszmirowy sweter w kolorze kremowym i do tego , bardzo modne ostatnio, marszczone w biodrach , bufiaste spodnie z tkaniny podobnej do aksamitu, w kolorze ciemnego granatu. Na koniec wzięła jeszcze dwie bawełniane bluzki , jedną bluzę i parę jasnoniebieskich dżinsów. Wydała ¾ pieniędzy, które dała jej Celine, ale nie miała z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Ubrana w nowiutkie rzeczy, Sylwia skierowała się w stronę restauracji. W głębi Sali dostrzegła Celine, która przekrawała sobie właśnie bułkę. - Siadaj, zapraszam- kobieta uśmiechnęła się do dziewczyny. Możesz zamawiać co chcesz, twoje rachunki zostają dołączone do ogólnych kosztów zespołu. - To super! A jakie plany na dziś? - O 9 pojedziemy do studia telewizyjnego i zrobimy próbę. Nauczysz się, w których miejscach masz wchodzić z głosem, ale to nie będzie trudne, bo obok ciebie będą jeszcze trzy dziewczyny śpiewające to samo, także powinnaś sobie poradzić. -Myślę, że tak ! Ale przygoda!, strasznie się cieszę! Sylwia ze smakiem zajadała śniadanie, składające się z dwóch maślanych rogalików, chrupiącej kajzerki, przełożonej szynką z kiszonym ogórkiem i aromatycznej kawy z mlekiem. Podczas posiłku rozmyślała nad wszystkim co ją jeszcze czeka i myślała o…. Silverstar. Muzyk urodził się w Stanach Zjednoczonych, w małej , amerykańskiej wiosce, gdzieś w stanie Texas. Był synem dziewczyny, wywodzącej się z rodziny hiszpańskiej, ojca nie znał, co stało się przyczyną zmartwienia jego dziadków, których córka niespodziewanie zaszła w ciążę i nigdy nie powiedziała z kim. Dziecko rosło zdrowo, było nadzwyczaj ładne i muzykalne, bardzo kochane przez dziadków i matkę i szybko obrało własną drogę . Mike Amigos, bo takie imię nadano mu na chrzcie, posiadał wielki talent ale i wiele szczęścia. Szybko zauważony przez jednego z gigantów show biznesu, został dobrze wypromowany i zarazem wprowadzony w wielki świat , jednakże obdarzony także pewnym zmysłem do obrony własnych interesów, nie dał się wykorzystywać i biernie manipulować, wkrótce zaczął aktywnie budować własną karierę i otoczył się ludźmi zdolnymi i bezwzględnie mu oddanymi. Teraz miał 35 lat i znajdował się u szczytów kariery, wydał 7 płyt, z których każda sprzedała się w milionach egzemplarzy. Była 9:15, gdy Sylwia i Celine wchodziły do studia telewizyjnego. Dziewczyny z chórku już były na miejscu, wszystkie ubrane w czarne, mieniące się brokatem sukienki, wyglądały bardzo reprezentacyjnie. Wśród dziewczyn były dwie mulatki i jedna Azjatka. Sylwia podeszła do nich i przedstawiła się. - Hej, jestem Sylwia, wiecie już że będę wam towarzyszyć, jako czwarta w chórku? - Witaj! Jestem Janis- powiedziała Azjatka.- A to Mary i Anna- wskazała na mulatki.- Tak wiemy ,że masz do nas dołączyć. Lepiej od razu weź to- powiedziała i podała jej nuty z tekstem. - Kiecka też się znajdzie- zaśmiała się Anna. – Dostałaś pochwały od Celine, ale zobaczymy jeszcze jak się z nami zgrasz, trzeba trochę poćwiczyć. - Jestem gotowa! To nic nowego dla mnie, można powiedzieć że ten repertuar wykonuję codziennie od rana do wieczora! Zresztą uwielbiam to… - Ok! Fajnie, że masz dobre nastawienie, ale śpiewać wobec tłumów, to nie to samo co w domu przed lustrem- trochę z przekąsem powiedziała Janis. - To zaczynamy! Posłuchaj Sylwia, w których miejscach wchodzimy, zresztą wszystko masz w nutach i powoli się dołączaj.- zachęcająco powiedziała Mary. Gitarzysta zaintonował utwór „Enter” i dziewczyny zaczęły śpiewać. Sylwia po kilku chwilach zbliżyła się do mikrofonu i naśladując ruchy chórku, również wprowadziła swoje ciało w płynne kołysanie. Otworzyła usta i najpierw cicho, a po kilku minutach całkiem pewnie, śpiewała sztandarowe numery Silverstar i to nie gdzieś w cichym pokoju, ale na scenie, a wkrótce wobec tysięcy fanów gwiazdy rocka. Próba trwała około 2 godzin i w tym czasie Sylwia zorientowała się w planie koncertu. Chórek nie wykonywał jakiejś szczególnej choreografii tanecznej, oprócz kilku prostych ruchów, nie było niczego, co by wyglądało na jakąś skomplikowaną figurę. Sylwia była bardzo z siebie zadowolona , wkrótce zarządzono przerwę, koleżanka z chórku powiedziała jej, że obok w pokoju są napoje i kanapki, więc poszła się rozejrzeć. Otworzyła pierwsze drzwi z brzegu i weszła, by zaraz wycofać się z zażenowaniem, bo zobaczyła pół nagiego pracownika z ekipy technicznej z jakąś dziewczyną, w bardzo niedwuznacznej sytuacji. Zaczerwieniona zamknęła feralne drzwi i odwróciła się prawie wpadając na koleżankę z chórku. - Hej, drzwi do socjalnego są tam- pokazała jej Janis- Przecież jest na nich tabliczka, w końcu to ty tu mówisz po polsku- zaśmiała się. - No tak, zdążyłam zauważyć, że to nie jadalnia- powiedziała Sylwia z dość dziwną miną. - Hej, wpadłaś na jakąś parę tam?- znowu zachichotała Janis. – No wiesz, do tego to raczej powinnaś się tu przyzwyczaić, to stały element krajobrazu, że tak się wyrażę . - Dobrze wiedzieć- pokręciła głową Sylwia. - Dziewice orleańskie, w naszym towarzystwie, raczej nie mają czego szukać-uszczypliwie powiedziała Janis i poszła do pokoju socjalnego. Trwała już druga godzina próby po przerwie, gdy dotarł do studia Silverstar. Ubrany w zwykłe, czarne spodnie rurki i niebieską, dżinsową koszulę nie wyglądał tak gwiazdorsko jak na koncercie. Usiadł w pierwszym rzędzie foteli przeznaczonych dla publiczności i przysłuchiwał się jak muzykuje jego zespół. Wykonywany był właśnie utwór „ Angel”, gdy wziął mikrofon i powiedział: - Ok, a teraz chciałem posłuchać tej nowej małej- zwrócił się do Sylwii.- Zacznij od refrenu. Dziewczyna przełknęła ślinę z przejęciem i pewnie weszła z głosem, we właściwym momencie. Wyobraziła sobie, że jest u siebie w pokoju i śpiewa z uczuciem , jak zwykle, codziennie i bez zażenowania. Nagle usłyszała jak towarzyszy jej Silverstar, i oto… spełniało się jej wielkie marzenie- jej głos splata się z aksamitnym głosem idola i śpiewają razem jak… jak zakochani…. Próba trwała jeszcze godzinę i zarządzono przerwę na obiad. Ekipa zespołu podążyła do pokoju socjalnego, w którym firma cateringowa miała rozdzielać każdemu posiłek. Sylwia również miała zamiar tam pójść, ale została zatrzymana przez Celine. - Sylwia, zaczekaj!- zawołała. - No czekam… Idziesz? - Też jestem głodna, ale mam lepszą propozycję niż ten catering. - Mianowicie? - Wrócimy do hotelu, mam dla ciebie niespodziankę, nie pytaj dopóki tam się nie znajdziemy- powiedziała Celine i podała Sylwii kurtkę. Weszły do pokoju hotelowego i wtedy Sylwia zapytała: - To cóż to za niespodzianka? - Popatrz tam- Celine wskazała na szafę, na której uchwycie powieszona była jakaś mieniąca się sukienka.- Podoba ci się? Kupiłam ci, nosisz rozmiar 36 prawda? - Tak… - powiedziała zaskoczona Sylwia. Podeszła do wieszaka i zdjęła sukienkę. Była w kolorze ciemnej, butelkowej zieleni, dość długa i w linii blisko ciała, z ażurowymi rękawami i pięknie wykrojonym dekoltem, delikatnie przesłoniętym półprzeźroczystą koronką. - To prezent od Silverstar, bardzo jest z ciebie zadowolony. - Naprawdę?- oczy Sylwii zaiskrzyły w tym momencie jak gwiazdy. - Rzeczywiście, masz wspaniały głos, powinnaś pomyśleć nad własnym rozwojem… - Żeby być piosenkarką?- zapytała Sylwia.- Nie, nigdy mi to nie przyszło do głowy! - Mamy zaproszenie od Silverstar na prywatny obiad, tylko my i on. Chce cię bliżej poznać. Ubierz sukienkę, ja też się przebiorę. Celine zniknęła w łazience na dłuższą chwilę, Sylwia w tym czasie założyła podarowaną kreację. Leżała jak ulał, była przepiękna i wykonana z jakiegoś bardzo miłego w dotyku materiału. Do całości założyła szpilki, które dostała na próbie od Janis, na szczęście pasowały do całości. - Widzę, że mam oko do ciuchów. Wyglądasz olśniewająco- powiedziała Celine wychodząc z łazienki. - Ty też się świetnie prezentujesz- odpowiedziała Sylwia uśmiechając się do swej szczupłej towarzyszki, ubranej w obcisłą małą- czarną. - Poczekaj, zanim wyjdziemy musisz coś zrobić z włosami, nie mogą być tak po prostu rozpuszczone. - No nie mam lepszego pomysłu… - Usiądź, a ja coś wymyślę- powiedziała Celine i kilkoma zgrabnymi ruchami zgarnęła włosy dziewczyny na bok głowy i upięła je kunsztownie. Sylwia przejrzała się w lustrze i uśmiechnęła się do swego odbicia i czeszącej ją kobiety. - Widzę, że robisz czary- mary i człowiek sam siebie nie poznaje! - Mam trochę praktyki, pracowałam w różnych miejscach, między innymi przygotowywałam modelki na wybiegi, jestem charakteryzatorką, fryzjerką, sekretarką i organizatorką w jednym- powiedziała ze śmiechem Celine. - To gdzie pójdziemy, na dół do restauracji? - Tak, jesteś już gotowa, chodźmy. Poszły do drugiej restauracji hotelu, tej w której jeszcze Sylwia nie była. Wnętrze było bardzo jasne, dzięki wielkim, zajmującym całą ścianę oknom. Na ich tle pięknie prezentowały się ustawione gęsto egzotyczne rośliny, przeróżne palmy i pnącza, posadzone w ozdobnych, wielkich donicach . Miało się wrażenie, że jest to palmiarnia, w której ktoś postanowił serwować posiłki. Gości było niewielu, wśród stolików i zieleni krążył samotnie kelner, podobny do białego motyla przystającego co rusz w innym miejscu. Przy stole umiejscowionym obok cicho szemrzącej fontanny siedział już Mike Amigos, wygodnie rozparty na krześle w stylu kolonialnym. Ubrany w białą koszulę i jedwabny garnitur emanował mocnym, wschodnim zapachem jakiegoś arabskiego pachnidła; włosy, świeżo umyte i jeszcze wilgotne, miał zaczesane do tyłu. Gdy kobiety podeszły uśmiechnął się szeroko , wstał i zaprosił je do stołu. - Witam serdecznie, bardzo się cieszę, że przyszłaś- powiedział do Sylwii. - To ja jestem przeszczęśliwa- dziewczyna niemal rozpływała się we wzruszeniu gdy Silverstar odsunął uprzejmie dla niej krzesło. - Nie musicie już dziś nigdzie iść, próba wypadła znakomicie i trzeba to uczcić- powiedział .- Oczywiście zamówcie sobie coś wyjątkowego, firma stawia- roześmiał się. W tym czasie podszedł do nich sam szef kuchni i zwrócił się do muzyka: - Mamy langustę, oczywiście żywą i świeżutką, ale niestety, nie z Australii… mieliśmy kłopot z dostawcą, ale zapewniam, że tę, którą mamy, przyrządzimy znakomicie… - Nie, dzięki… Cenię tylko tę z Australii, w takim razie poproszę… hmm…. Na przystawkę marynowaną polędwiczkę indyczą w ananasie, jako danie główne królika w sosie tymiankowym, do tego wasze przepyszne kluski śląskie, podlane sosem, i dajcie jeszcze jakąś surówkę z rukolą. - Jak zwykle, doskonały wybór- Szef kuchni podkręcił wąsa.- A co na deser? - Sernik królewski z kremem czekoladowym… przekonałem się, że jest niezrównany…Acha… i poproszę szampana, ale tego na specjalne okazje….A do dań, jakie jeszcze też Panie zamówią oczywiście stosowne wina…. - Ja poproszę najpierw carpaccio z polędwicy i kaparami, na danie główne pierś kurczęcą nadziewaną oscypkiem i sałatkę egzotyczną, a na deser jabłecznik z lodami- zamówienie złożyła Celine. - A pani, młoda damo?- szef kuchni zwrócił się do Sylwii. - Poproszę pieczeń z karczku, z surówką żydowską i zupę borowikową- powiedziała po polsku.- Cenię naszą polską kuchnię, nie lubię udziwnień w menu… kraby, owoce morza i inne galaretowate stworzenia…fu…- powiedziała do szefa kuchni. Ten puścił do niej szelmowsko oko i powiedział: - Ale na deser niech Pani spróbuje moreli w likierze, z mascarpone, to super delicje- polecam! - Ok, może być- odpowiedziała z uśmiechem. Po kilkunastu minutach wszyscy rozkoszowali się już daniami głównymi, w przerwach między kęsami prowadząc lekką, zabawną rozmowę. Muzyk otworzył szampana i rozlał musujący płyn do wysmukłych kieliszków. Wśród śmiechu wznieśli toast za owocną współpracę . Właśnie podano desery, gdy nagle odezwał się telefon Celine, przeprosiła na moment i wstała od stołu. Po chwili wróciła do nich. - Jest jakiś problem z ochroną, muszę to załatwić- powiedziała.- Zostawiam was i biegnę- powiedziała zwięźle i szybko odeszła. Silverstar prawie nie zauważył odejścia kobiety, wpatrzony w dziewczynę lekko mrużył oczy i uśmiechał się. - Byłem zaskoczony twoim wykonaniem, śpiewasz profesjonalnie, masz dobry warsztat i mocny głos, śpiewałaś już gdzieś? - Tak… to znaczy nie jako solistka, ale śpiewałam w młodzieżowym chórze… takie tam… - Jedź z nami do Paryża, weźmiesz udział w koncercie a potem… Nagle Sylwia zaniepokoiła się, była przecież studentką, za niecałe dwa tygodnie miała być z powrotem na uczelni, zresztą jej całe życie było w Polsce a nie gdzieś w wielkim świecie. Silverstar był marzeniem, które nagle stawało się rzeczywistością ale … coś gdzieś w głębi serca jej mówiło, że to wszystko to tylko sen, złudzenie…. - Sylwia, słuchasz mnie?- powiedział aksamitny głos. - Tak. - To co o tym sądzisz? Pojedziesz z nami? Formalnościami się nie martw, wszystko załatwimy. - Tak, myślę, że tak.. W tej chwili poczuła delikatne dotkniecie na ramieniu, Mike Amigos znalazł się całkiem blisko niej, tak, że czuła jego oddech na szyi. Wziął jej dłoń i zaczął czule gładzić. - Wiesz? Moglibyśmy zostać przyjaciółmi..- szepnął jej do ucha.- Ciągle widzę przed sobą te masy ludzi, ludzie przede mną, ludzie za mną, ludzie dla mnie, ciągle coś chcą… ale naprawdę jestem bardzo samotny… Sylwia siedziała jak oniemiała, nie wiedząc co ma w tej sytuacji zrobić, chciała już coś powiedzieć, ale gdy spojrzała w rozszerzone źrenice ciemnobrązowych, namiętnie patrzących oczu, zaczęła tracić głowę… Nagle atmosfera romantyczności gdzieś uleciała ,a stało się to w momencie gdy powietrze przeszył wysoki głos jakiejś kobiety. - Mike, szukałam cię wszędzie, w końcu wymyśliłam jak postąpić w sprawie Johna…- powiedziała dochodząc do stolika. Była to wysoka blondynka o posągowej urodzie, gęste, złociste loki uczesane były w kształt korony nad jasnym, wysokim czołem. W pięknej, owalnej twarzy dominowały wielkie, zielone oczy w ciemnej oprawie, które teraz rzucały niespokojne błyski. Kobieta wydęła w dąsie kształtne usta i powiedziała: - Widzę, że się nie przepracowujesz… Mężczyzna, w widocznie zmienionym humorze, wyciągnął się w krześle i nonszalancko zapalił papierosa. - Nie muszę ci się tłumaczyć co robię i z kim. Raczej zapytam co ty tu robisz- powiedział z wyraźną złością, zaciągając się dymem. - Wróciłam wcześniej z Londynu, wszystko ułożyło się świetnie, po naszej myśli i zgodnie z planem, także skróciłam pobyt do minimum i jestem… - Nie mam teraz czasu na takie rozmowy, przygotowuję się do jutrzejszego nagrania, przyjdź pojutrze z raportem i dokumentacją od prawnika.- powiedział szybko, nie patrząc jej w oczy. Kobieta stanęła bliżej i Sylwia z podziwem lustrowała jej elegancki kostium w kolorze rozbielonego różu, który doskonale podkreślał wszystkie, imponujące atuty ciała jego właścicielki. - Chyba jednak inną mieliśmy umowę- tym razem w głosie kobiety zabrzmiała nutka złości i urażonej dumy. Silverstar poderwał się szybko z krzesła. - Chcesz tu robić scenę?!- syknął.- Powiedziałem, przyjdź ze wszystkim pojutrze. Nie mam ci nic więcej do powiedzenia. - Tak?! Ja wprost przeciwnie. - Sylwia, bardzo cię przepraszam za taki finał naszego spotkania- powiedział do siedzącej dziewczyny Silverstar- Nic więcej już dziś nie ustalimy. Żegnam panie- ukłonił się sztywno i szybko wyszedł. Blondynka, chwilę po nim, również ruszyła do drzwi. Sylwia dopiła wolno szampana z kieliszka i zaczęła się zbierać.

*** Ewelina szła jedną z głównych ulic miasta, wracała zadowolona, bo kupiła sobie długo wyczekiwaną książkę, była to najnowsza powieść z dziedziny fantastyki, jej ulubionego autora. Nosiła tytuł „ Czara otchłani” i była kolejną częścią sagi, której pięć części miała już na swojej półce. W domu, co najmniej do 18 miała spokój, ojciec wyjechał na delegację, a matka pracowała do późna w biurze notarialnym. Gdy przyjdzie, pewnie znowu będzie chciała rozmawiać z nią i grać dobra matkę, ale Ewelina nie miała na to żadnej ochoty. Ogólnie wcale nie chciała wracać do domu ,w którym była grana farsa pod tytułem małżeństwo jej rodziców, jeśli myśleli, że była ślepa , że nie widzi tego jak nawzajem się nie znoszą, to byli w kolosalnym błędzie. Specjalnie nie chciała studiować w Gdańsku, wybrała mniejsze miasto i dośpiewała do całości bajeczkę o lepszej kadrze profesorów, na uczelni na której się uczyła się obecnie, wszystko tylko po to, byle być dalej od nich. Ojciec był prezesem prężnie działającej, międzynarodowej korporacji i pewnie chciał mieć spadkobiercę dla swojej firmy a tu- nie dość , że była dziewczyną, to jeszcze nie wykazywała żadnego zainteresowania marketingiem i sprzedażą oprogramowania komputerowego. Ogólnie rzecz biorąc, z ojcem nie miała żadnej linii porozumienia, natomiast z matką- ledwie nikłe. Ewelina powoli planowała swoją przyszłość, jak tylko skończyłaby studia chciała wyjechać za granicę i żyć całkowicie samodzielnie i po swojemu. Wymarzonym zawodem było dla niej dziennikarstwo muzyczne i dążyła do tego, by jak najszybciej to osiągnąć. Od następnego roku zaplanowała podjąć drugi kierunek studiów- dziennikarstwo i wkrótce miała zamiar odwiedzić dziekanat tej drugiej uczelni, by zapytać o szczegóły. Dziewczyna szła długą, dość wąską ulicą, mijając mury gotyckiego kościoła. Rzuciła okiem na tablicę, na której był napis zapraszający na rekolekcje wielkopostne. Tematem było hasło- „ Krzyż źródłem wyzwolenia”- Cóż to za głupota- pomyślała- Musieliby mnie siłą przywiązać do ławki, żeby mnie zmusić do wysłuchiwania tych bzdur. Była już niedaleko kamienicy, w której mieszkała, gdy zatrzymał ją jakiś głos. - Ewelina? Hej! Poznajesz mnie?, jestem kuzynką Sylwii, spotkałyśmy się kiedyś u niej w domu. - Aaaa, tak, cześć, wybacz spieszę się do domu- rzuciła , chcąc szybko minąć Ewę. - Zaczekaj chwilę- blondynka delikatnie chwyciła przechodzącą i zatrzymała ją. Dziewczyny stanęły naprzeciw siebie , tworząc razem dziwne zestawienie. Jedna całkiem jasna, w dziewczęcej, białej kurtce z futerkiem, ściśnięta w pasie paskiem, w kremowej, zgrabnej czapeczce z wełny, spod której spadał na plecy gruby, złocisty warkocz; druga w czarnej, obszernej kurtce z parawojskowymi naszywkami, w fantazyjnie postrzępionych włosach i mocnym makijażu; stanęły wobec siebie jak ogień i woda, dwie istoty na skrajnych biegunach. - Słucham- powiedziała niechętnie brunetka. - Chciałam zapytać o Sylwię, słyszałam, że spędzacie ze sobą ferie; dzwoniłam do niej, nie odbiera ode mnie telefonu. - Widocznie ma co innego do roboty- odpowiedziała niegrzecznie Ewelina- Powiem jej, że cię spotkałam ok? Ale teraz muszę już iść.- powiedziała i zostawiła Ewę pośrodku ulicy. Powoli zapadał wieczór, w świetle latarni sypał drobniutki śnieg, skrząc się jak gwiezdny pył.

Kilka godzin później, Sylwia odczytała maila od Ewy, kuzynka pisała:

Kochana Sylwio! Czemu nie odbierasz moich telefonów, dzwonię do Ciebie od trzech dni i nic… Była u nas Twoja mama z Kacperkiem i Twoim tatą, jaki ten maluch rozkoszny! Ślicznie gaworzy i wyciąga rączki, ubrany był w niebieski pluszowy pajacyk i wyglądał jak błękitny zajączek . Ciocia mówiła, że jesteś w Gdańsku u Eweliny, miałam nadzieję się z Tobą spotkać, gdzieś na mieście, bo jestem w odwiedzinach u Marcina, ale niestety już jutro rano wracam , więc nie zdążymy się zobaczyć, wielka szkoda . Obserwuję Twoich rodziców i widzę wielkie zmiany… na dobre! Wrócili do siebie i znowu zachowują się jak świeżo zakochani . Myślę, że Kacperek w tym bardzo pomaga . Wyrzucam sobie, że zaniedbałam naszą relację, kiedyś byłyśmy przyjaciółkami, prawie wszystkie wakacje spędzałyśmy razem, byłyśmy nierozłączne… Chciałam Cię zaprosić , jak wrócisz, na spotkanie duszpasterstwa akademickiego, mamy tam studencki zespół, wiem , że lubisz śpiewać, byłabyś dla nas cennym nabytkiem. To tyle, czekam na odpowiedź i pozdrawiam ! Ewa.

***

Następnego dnia cały zespół Silverstar był już rano w studiu telewizyjnym. W niezbyt dużej, dość kameralnej, jak na rockowy koncert sali, siedziała również publiczność. Sylwia miała robić dokładnie to co koleżanki z chórku, zaplanowane było dwanaście utworów. Dla muzyka przygotowano niewielki, ruchomy fotel na środku sceny, większość utworów miał wykonywać na siedząco, grając na gitarze i śpiewając do umieszczonego w statywie mikrofonu. Do repertuaru wybrano prawie same ballady, nie planowali grać bardziej energetycznych kawałków, a to głównie ze względu na zbyt małą, jak na zwyczajowe szaleństwa rockmana, przestrzeń na scenie. Sylwia, bardzo podekscytowana, nie cierpiała jednak z powodu paraliżującej tremy, czuła się dobrze i pewnie, cała promieniała. Tak też zaśpiewała na koncercie, nikt by nie pomyślał, że oto ta błękitnooka, zgrabna brunetka w chórku, ma za sobą dopiero dwie profesjonalne próby. Z blaskiem w oczach, zaróżowioną twarzą, okoloną czarnymi lokami, poruszała się zgodnie z rytmem muzyki, nie spłoszyła się ani na jotę gdy kamera podjechała bardzo blisko niej i ujęła w kadr jej rozpromienioną twarz. Silverstar nawiązywał dobry kontakt z publicznością, prowadząc z nią chwilami dialog. Odpowiadały mu okrzyki i oklaski. Koncert się skończył i sala opustoszała. Oprócz dwóch techników nikt już nie pokazywał się na scenie. W rzędzie siedzeń dla publiczności siedziały dwie osoby i o czymś cicho rozmawiały. - Celine, załatw to, nie wiem jak, masz to zrobić, zawsze ci się udawało. - Ok, Mike, ale zrozum, ona nie jest jeszcze gotowa, zagadywałam ją dziś, próbowałam wysondować temat, ale nie jest tak jakbyś tego chciał… -Nie chcę i nie mogę dłużej czekać… Nie wiem czy poleci z nami do Paryża, rzadko się zdarza żebym musiał tak się starać, zawsze wszystko przebiegało łatwo…. - A musi to być właśnie ona? Mogę ci na poczekaniu zorganizować piętnaście podobnych. - Nie… nie rozumiesz, tu nie chodzi tylko o panienkę na jedną noc, nie będę ci teraz tłumaczył moich uczuć… to zbyt długa historia. Przygotuj mi ją na dzisiejszy wieczór, w razie trudności wiesz co zrobić… - Ok, ty tu jesteś szefem. - Dopilnuj wszystkiego i koło 20 zadzwoń do mnie, zrób wszystko jak zawsze… *** Sylwia porządkowała swoje rzeczy, cichutko coś nucąc, podjęła decyzję- pojedzie z zespołem do Paryża, ale tylko tam, zaraz potem chciała wrócić do Polski, do swego zwykłego życia. Teraz nie była gotowa na takie kroki, jak rzucanie ledwo co zaczętych studiów, zrywanie relacji z rodziną i prowadzenie całkowicie samodzielnego życia. Gdzieś w głębi duszy zatęskniła za mamą, małym Kacperkiem i nawet za tatą. W domu czuła się jednak dobrze i bezpiecznie; natomiast tu, w podróży, gdzieś w eleganckim, ale tylko hotelowym pokoju, była anonimową osobą pośród wielu obcych ludzi…. Dziewczyna skończyła właśnie składać swoją nową, ciemnozieloną kreację, gdy do pokoju weszła Celine: - Hej artystko! Co tam robisz? - Nic nadzwyczajnego, rozmyślam… Cieszę się że na koncercie wszystko wyszło dobrze i nie zaliczyłam żadnej klapy… Czułam się świetnie, ten blask reflektorów, scena, gorące emocje przelatujące mi przez głowę, entuzjastyczna publiczność… -Może ty jesteś stworzona na scenę? O niektórych mówią że to „zwierzęta estradowe”, kto wie czy ty nie jesteś właśnie taką tygrysicą na scenę- zaśmiała się Celine. - Nie wiem… raczej nie… Cieszę się, że spełniło się moje marzenie, poznałam Silverstar, ale w końcu trzeba wrócić do realnego życia, mam studia, moi rodzice się właśnie zeszli… - To co, pakujesz się już i wracasz do domu?- Celine pobladła. - Nie, postanowiłam pojechać z wami jeszcze do Paryża, skoro mi to zaproponowano, nigdy tam nie byłam, a to podobno bajeczne miasto… - Nikt nie powiedział, że potem masz odchodzić, w sumie… przecież mogłabyś dołączyć do naszej grupy…kasa świetna i mnóstwo nowych możliwości… - Dzięki Celine, naprawdę, ale ja nie jestem jeszcze na to gotowa, dopiero w maju kończę dwadzieścia lat, nie wiem do końca co chcę rozbić w życiu, wy na stałe mieszkacie w Stanach, ja nie chcę wyjeżdżać z Polski na zawsze , jeszcze nie teraz… - Ok, słuchaj, będziesz mogła jeszcze zmienić zdanie, ale teraz coś na inny temat: Mike nas zaprasza do siebie do apartamentu, poświętujemy trochę, mamy co! I w końcu nikt nam nie będzie przeszkadzał… - No właśnie, ta blondynka , co przyszła do restauracji wczoraj, miała jakieś pretensje do Mikela, on strasznie się zdenerwował… - Aaaa… Tak, to Susan, sekretarka od spraw marketingu i public relations, czasami się jej zdaje, że może więcej niż inni…. Nie warto o niej mówić…. Zresztą jak cię to tak interesuje, kto jest kim u nas, to wkrótce ci wszystko opowiem… - To na którą jesteśmy zaproszone do Mike’a? - Wieczorem, po dwudziestej. Acha… chciałam ci pokazać moje kosmetyki, pewnie nigdy takich nie widziałaś, nigdy nie znajdziesz ich w sklepie, to super ekskluzywna linia… Chcesz zobaczyć? - Pewnie! Pokazuj! Ja się tak mazidełkami nie interesuję, najprostszy krem nawilżający na twarz i ziołowy balsam po kąpieli, to wszystko co używam… - Popatrz- Celine otworzyła zgrabny kuferek i pokazała Sylwii kilkanaście różnych specyfików, zamkniętych w wymyślnych buteleczkach, błyszczących masą perłową.- Tym smarują się córki szejków i arabskie księżniczki, powąchaj- kobieta podetknęła otwartą buteleczkę pod nos Sylwii. Sylwia wciągnęła powietrze i poczuła nieznany, dość mocny zapach. Wibrowała w nim słodka nuta wanilii i cynamonu , odrobina piżma i jakaś orientalna domieszka, jakby drogocennego kadzidła, którą trudno było zdefiniować. Całość łagodziły świeże nuty białych kwiatów. - I co o tym myślisz?- zapytała Celine- jak ci się podoba? - Ładne… ciekawe, ale raczej mocne… - Na skórze jeszcze inaczej pachnie, chcesz spróbować? - Ok, ale objaśnij, co do czego…. - Już mówię… Te kuleczki weźmiesz do wody w wannie, to zastosujesz jako peeling na skórę ciała, to też peeling, ale do twarzy. Tę odżywkę nałożysz po umyciu włosów, o… a tu masz szampon. Na koniec ten balsam, na całą skórę, a te pudełeczka to kremy do twarzy i pod oczy….Jak wyjdziesz z kąpieli zrobię ci masaż ciała, zobaczysz , umiem świetnie to robić, ok? - Ok! Dzięki Celine, jesteś dla mnie taka miła… - Jestem jaka jestem- zaśmiała się Celine- No to zmykaj do łazienki, będę za pół godziny- powiedziała i wyszła z pokoju. Dziewczyna się jeszcze kąpała, gdy wróciła jej towarzyszka. Przyniosła ze sobą nową sukienkę dla Sylwii, tym razem była to krótka, leciutka jak mgiełka kreacja, w sam raz dla młodej dziewczyny o jasnej skórze. Kobieta wysłała sofę białymi ręcznikami i przygotowała olejki do masażu. Potem podeszła do barku. Zrobiła drinki z soku limetkowego , ananasowego i wódki, każdy kieliszek udekorowała plastrem pomarańczy. Z kieszeni wyjęła malutką fiolkę i do jednego drinka odmierzyła ostrożnie trzy krople. Drgnęła niespokojnie, gdy usłyszała dźwięk otwieranych od łazienki drzwi. - I jak, już odświeżona i wypachniona?- zapytała ze śmiechem. - No, chyba tak- Sylwia potrząsnęła wilgotną głową . - Zrobiłam nam drinki, poczęstuj się! - Hmmm…czuję się jak w niebie…. - Zdejmij ręcznik i połóż się na sofie, zamknij oczy. Włączę jeszcze muzykę relaksacyjną i poczujesz jak odpływasz… Dziewczyna ułożyła się wygodnie na brzuchu i poddała się zręcznym rękom Celine. Ta najpierw łagodnie masowała i gładziła ramiona Sylwii, a potem zaczęła je umiejętnie ugniatać i rozcierać. Leżącej zrobiło się rozkosznie ciepło i miło, powoli mijał czas, myśli nabrały jakiegoś rozleniwienia i rozluźnienia. - Jak tam moja miła dziewczynko?- zagadnęła Celine - Ihmmm…. Cudownie…., mogłabym tak…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Silverstar — czytnik · opowiadania