Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 15 min czytania

Sins'inner: rozdział 3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sins’inner

„Chemos”

- No, właściwie to nie wiem czego, ale wyobrażałem sobie sługę Lucyfera jakoś bardziej… męsko. - Ty, ty, ty! Twarz Jara była wykrzywiona w grymasie, który ciężko było określić detektywowi. Złość, zdenerwowanie, chęć mordu? Nie wróżyło to jednak nic dobrego, może upokarzanie malucha nie było dobrym pomysłem? Nie mniej Krzysiek nie mógł się powstrzymać. - Wcale nie jestem mały! – chłopak wykrzyczał i popłakał się. Wiec otworzył szeroko oczy patrząc na to z niedowierzaniem. - Ty myślisz, że ja chciałem być taki mały. Ty myślisz, że inne – Jar pociągnął nosem – demony się ze mnie nie śmieją. Lucyfer też się czasem śmieje. – Sługa Piekielny zaczął szlochać jeszcze bardziej. - No już dobrze, dobrze. Wszystko będzie w porządku. – Wiec położył dłoń na głowie małego. - Nie potrzebuje twojej marnej ludzkiej litości. – Chłopak otarł łzy. A po chwili znowu się rozpłakał.

Cholera – pomyślał Krzysiek – tego mi brakowało do szczęścia. Demon, który ma poważne egzystencjalne problemy.

Jar wrócił do dobrego nastroju dopiero gdy detektyw zabrał go na lody. Żołnierz Lucyfera wybrał największego z dostępnych, z polewa i posypką oraz rurką z kremem. Jadł aż mu się uszy trzęsły. Gdy skończył podziękował i poprosił o drugą porcję. Wiec nie protestował, w końcu pieniądze nie należały do niego. - Powiedz mi może w międzyczasie coś o tych boskich mieczach. Co? - Dałem ci przecież książkę, ne. Obczaj ją, to się wszystkiego dowiesz. Dopiero teraz Krzysiek przypomniał sobie o tomisku, które wcześniej wylądowało mu przed nosem. Wyciągnął je z torby i przyjrzał się dokładniej. Szare, pochylone lekko, literki układały się w napis: Boskie historie. - Mówisz, że tu coś jest. - Tak. – Jar przerwał na chwile spożywanie loda. – W każdym rozdziale opisany jest jeden miecz. Jego historia oraz moce. Szczegółowe rysunki odnośnie wyglądu też znajdziesz. - Czyli praktycznie problem z głowy. Krzysiek przewertował na szybko parę stron, po czym zerknął na spis treści. Rozdziałów było o dziwo czternaście. - Mieczy jest trzynaście, prawda? - A tak. – Demon machnął łyżką w stronę detektywa. – Jest też jeden rozdział odnośnie Strażników. To ten ostatni oznaczony czternastka. Nie domyśliłbym się gnojku – Krzysiek powiedział sobie w duchu, ledwo co powstrzymując się od wymówienia tego na głos. Zauważając dogodną sytuacje postanowił ciągnąć temat. - Kim są Strażnicy? - Przeczytaj książkę. - A nie możesz mi powiedzieć? Tak choćby w skrócie? - Nie. Przeczytaj to się wszystkiego dowiesz. Aha i przeczytaj też rozdział pierwszy. Jak już skończysz to udamy się na poszukiwania miecza. Dobre te lody. Chyba wezmę jeszcze jednego. - A śmiało – zaśmiał się detektyw – to Lucyfer sponsoruje. Nagle Jar spoważniał. Odłożył na bok pucharek i po chwili zaczął grzebać w kieszeniach. Wreszcie wyciągnął kilka starych banknotów i zostawił na stole. - Trzeba było tak od razu. Sam zapłacę. Jeszcze życie mi miłe, jak potem szef zrobi ci pełny rachunek… nie dziękuje, wysiadam. - Chyba trochę przesadzasz… - Wiec jednak nie skończył zdania. Uzmysłowił sobie nagle, że mówi o Władcy Piekła.

Detektyw wrócił do hotelu, chcąc w spokoju poczytać książkę. Oczywiście demon nie odstępował go na krok – przynajmniej do momentu gdy włączył telewizor i pochłonął go tandetny show o tańczących ponoć na żywo gwiazdach kina. Krzysiek nie lubił takich programów, ale dopóki Jar był zajęty, to nie przeszkadzało mu to. Sam w spokoju, w drugiej sypialni zaczął zagłębiać się w lekturę.

Rozdział XIV Strażnicy. Siedem tysięcy dwieście dwanaście lat temu, w najdłuższym dniu okresu obiegu ziemi dookoła słońca, na świecie pojawiły się miecze. Trzynaście boskich mieczy, każdy reprezentujący coś innego. Każdy reprezentujący innego boga. Boga tak zmierzchłego, że zapomnianego. Każdy z bogów zgrzeszył wobec miecza, więc ten przeciwstawił się mu. Zabił go i zbrukany jego krwią tkwił w miejscu śmierci pana, aż do momentu gdy Zbieracz pojawił się na świecie. Zbieracz jest istotą wyższą. Jest istotą niezależną od czasu i miejsca, od Religi i poglądów. Nawet niezależny od tego czy się w niego wierzy, czy nie. Zbieracz odwiedził trzynastu bogów i zastał jedynie miecze. Każdy miecz zbrukany krwią boga, pana miecza. Każdy z mieczy zabrał ze sobą. Wędrówka jego wydawać by się mogło, nie miała końca, gdyż kogoż nie odwiedził, to znajdował miecz. Wreszcie zszedł do ludzi. Nie byli bogami, lecz ich też odwiedził. Zobaczył tędy, że choć wielu z nich zbrukanych krwią wśród mieczy żyje, to jednak są i tacy, co mieczy tych nie tykają. Powierzył, tym że owe trzynaście boskich mieczy i kazał strzec ich. Ostrzegł, iż każdy kto posiądzie miecze i zgrzeszy – wtedy miecze zabiją pana swego. Strażnicy raz na zawsze przysięgli, ze mieczy nie zdobędzie nikt. Strażnicy dzielą się na dwie kasty. Puchu i Marności. Pierwsza strzeże boskich mieczy swym życiem. Z pokolenia na pokolenia, przekazywane jest tajemne miejsce ukrycia mieczy. Zadaniem drugiej jest odbieranie mieczy tym, którzy je zdobyli. Okazało się, że miecze nie mogą być w jednym miejscu zbyt długo. Mają tendencje do nagłego znikania i pojawiania się w rękach ludzi nie przeznaczonych do dzierżenia boskiej broni. Nie przeznaczonych do dzierżenia jakiejkolwiek broni. Ochrona boskich mieczy była więc trudna i niezwykle skomplikowana. Jednak Marność była na tyle dobrze wyszkoloną kastą, iż odbijanie broni nie stanowiło dla nich większego problemu. Żaden ze Strażników nigdy nie był w stanie ustalić kiedy dany miecz zniknie. Działo się to całkiem losowo, choć nigdy nie wcześniej niż rok po złożeniu go do miejsca spoczynku. Marność nic nie wie na temat tajemniczych miejsc przechowywania mieczy, Puch natomiast nie wie w jaki sposób pracuje Marność, skąd mają fundusze i nie znają nawet większości członków.

Krzysiek przerwał na chwile lekturę. Zostawił książkę na łóżku i poszedł do demona. - Mam pytanie Jar. - Nom, słucham. - Kto napisał tę książkę i skąd tyle wie o Strażnikach, skoro to taka niby tajemna sekta, niczym jacyś templariusze lub coś w tym stylu? - Hehe, dobre pytanie. – Sługa piekielny spojrzał na zegarek. Była za pięć dwunasta. – Czy ty przypadkiem nie miałeś dzwonić raz dziennie do szefa? Zapytaj jego. On lepiej ci na to odpowie. A teraz, sio bo przeszkadzasz oglądać. Aha i jak się da, to zadzwoń i zamów lody. Detektyw wrócił do sypialni kręcąc głową. Najpierw zamówił lody, potem wyciągnął komórkę i zadzwonił do Lucyfera. Ten na szczęście zostawił swój numer na karcie. - Co tak, kurde jego mać, późno Kristof? - Wybacz. Zaczytałem się. - A to sorry. Wybaczam. I jak tam lektura? - Mam pytania. Kto to napisał? - Ja. Aż tak tragicznie jest? Starałem się, wiesz, nie smęcić tylko suche fakty dawać. - Ty! To znaczy, pan? - Spoko, spoko. Kristof, możesz mi mówić na ty. Nie obrażę się. Detektyw przez chwile pomyślał, czy to aby faktycznie dobra rzecz, by mówić do władcy piekieł per ‘ty’. Ostatecznie postanowił zrezygnować z tego zaszczytu. - Pan to napisał? - Jasne, że ja. Wydawnictwo Hellion. Wydanie pierwsze, Piekło, rok ten. Nie patrzyłeś na tę stopkę redakcyjną, czy jak to się tam nazywa. - Nie. - To słabo, słabo. Ale nie ważne. Jakie są następne twoje pytania? - W sumie, to poprzednie wiele wyjaśniło. - Haha, słusznie. Dobra. To teraz ja mam pytanko. Czytałeś pierwszy rozdział już? Masz jakiś plan? - Właściwie to – detektyw się zawahał na moment – czytałem tylko ostatni rozdział. Ale zaraz nadrobię to. - Aha – Lucyfer…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%