akcja · 12 min czytania
Sinus Cosinus
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Sinus cosinus
Zawsze byłem najlepszy w klasie. Ze wszystkich przedmiotów. Wynikało to zarówno z moich zdolności jak i też starszej o dwa lata siostry. Z nudów od małego uczyłem się razem z nią. Rodzice byli zadowoleni, nie musieli się mną zajmować, gdy siedziałem nad książkami i zeszytami. W wieku czterech lat potrafiłem już pisać i czytać. Gdy poszedłem do szkoły nikt nie mógł się ze mną równać. Dyrektorka chciała mnie przenieść od razu do wyższej klasy, lecz rodzice się nie zgodzili. „Nie będziemy mu zabierać dzieciństwa” powiedzieli. Język polski, rachunki, przyroda, w późniejszych klasach doszła historia, geografia, fizyka i chemia. Z wszystkich przedmiotów byłem najlepszy. Nawet uczyłem moją starszą siostrę gdy nie dawała sobie rady z matematyki i fizyki. Wygrywałem szkolne zawody przedmiotowe, jeździłem na olimpiady języka polskiego i zawody matematyczne, uczestniczyłem w konkursach historycznych i geograficznych. Odznakę „wzorowy uczeń” otrzymywałem każdego roku, już od pierwszej klasy. Moje zdjęcie widniało na tablicy ściennej pomiędzy sekretariatem i gabinetem pani dyrektor. Miałem również czas na zajęcia dodatkowe, występowałem w szkolnym chórze, tańczyłem tańce ludowe w balecie, uczestniczyłem w zajęciach szkolnego klubu sportowego. Byłem chlubą szkoły, na uroczystych akademiach poświęconych jakimkolwiek rocznicom zawsze przedstawiano mnie jako wzór do naśladowania. W ósmej klasie szkoły podstawowej przyszedł do nas nowy uczeń, Emil. Przyjechał z rodzicami do Gdańska z Warszawy. Zamieszkali na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Kaletniczej, tuż nad filarami i przejściem prowadzącym na podwórze, na które wychodziło się prosto z kin Kameralne i Leningrad. Po lekcjach Emil nie zostawał w szkole, nie bawił się z nami na boisku, nie przychodził na nasze podwórko przy ulicy Ogarnej. Zaraz po zajęciach wracał do swojego mieszkania. Emil nie należał do wyróżniających się uczniów w nauce, to stwierdziliśmy już na pierwszych lekcjach. Jeszcze z przedmiotami humanistycznymi sobie radził, lecz ze ścisłych, takich jak matematyka czy fizyka był bardzo słaby. Trudności sprawiały mu proste równania arytmetyczne pierwszego i drugiego stopnia, a trygonometria, która z kolei była moim konikiem i którą lubiłem najbardziej, dla niego była czarną magią. W tym czasie przygotowywałem się już do egzaminów do szkoły średniej, pragnąłem dostać się do klasy matematyczno-fizycznej I Liceum Ogólnokształcącego przy Wałach Piastowskich. Dużo się uczyłem, przerabiałem podręcznik Gdowskiego i Plucińskiego, zadania w nim zawarte prezentowały wysoki poziom, ich rozwiązanie gwarantowało otrzymanie wysokiej noty na egzaminie. Na jednej z lekcji, Sylwester, nasz wychowawca, jednocześnie nauczyciel matematyki, po klasówce, która słabo poszła Emilowi, zadał mu pytanie. - Chcesz kontynuować naukę w szkole średniej czy też powtarzać jeszcze raz tę samą klasę? - No raczej nie, nie .. - jąkał się Emil -nie, nie.. właściwie jeszcze nie zdecydowałem. - To zdecyduj się, bo z takimi wynikami daleko nie zajedziesz. Po lekcji Sylwester poprosił mnie do pokoju nauczycielskiego. - Emil obniża średnią naszej klasy, obciąża to też pośrednio moje kwalifikacje pedagogiczne. Chciałbym byś mu pomógł w matematyce i fizyce. Z tych dwóch przedmiotów może nie zaliczyć drugiego półrocza. Przygotuj go należycie. Przekażę zestaw zadań do nauki. Emil jest też bardzo tajemniczy. Otrzymałem niepokojące sygnały dotyczące jego rodziców. Postaraj się z nim zaprzyjaźnić, zostań jego zaufanym przyjacielem. W jakiś sposób odwdzięczę się tobie. Za bardzo nie orientowałem się jakie to niepokojące sygnały otrzymał Sylwester lecz przystałem na jego propozycję. Sylwester był przewodniczącym komisji olimpiady matematycznej, do której się również przygotowywałem, a której wygranie gwarantowało przyjęcie do mojej wymarzonej klasy bez egzaminów wstępnych. Zostawałem z Emilem po lekcjach w szkole i nadrabiałem z nim zaległości z fizyki i matematyki. Trochę nie było mi to na rękę, w tym czasie opracowywałem algorytmy całkowe i różniczkowe na olimpiadę, równania z jedną i dwoma niewiadomymi nie były dla mnie żadnym wyzwaniem. Nie mogłem jednak odmówić Sylwestrowi licząc na jego późniejszą pomoc. Parabola, hiperbola, równania kwadratowe i sześcienne, prawo Gaussa, Newtona, cewka Faradaya, wstęga Möbiusa i przebieg funkcji, przerabialiśmy temat po temacie z zestawów zadań dostarczonych przez wychowawcę. Raz w tygodniu w pokoju nauczycielskim zdawałem relacje z postępów w nauce Emila. Sylwester wypytywał mnie o efekty mojej z nim pracy. Był zadowolony z odpowiedzi. - Coś wspominał o rodzicach? -zapytał na koniec jednego ze spotkań. - Nie -odparłem zdziwiony pytaniem- Nie rozmawialiśmy na ich temat, zajmujemy się wyłącznie matematyką i fizyką. Sylwester lekko zirytował się. - Prosiłem cię przecież byś zdobył jego zaufanie, masz stać się jego przyjacielem, masz rozmawiać nie tylko o fizyce i matematyce. Ciekawe jak on to sobie wyobrażał, pomyślałem po cichu. Mam wyciągać od niego informacje? Jakie? Mam pytać o rodziców? Z resztą Emil przebywał ze mną tylko podczas lekcji, po szkole nie miałem z nim żadnego kontaktu. Mieszkałem na ulicy Ogarnej, on na Kaletniczej, chociaż było to niedaleko, to nie przychodził na nasze podwórko, nie chodził z nami po ulicach Głównego Miasta. Próbowałem raz namówić go na lody do nowo otwartego koktajl baru przy ulicy Długiej, ale nie odpowiedział na moje zaproszenie. Tak samo było z biletami na trzecią cześć Winnetou - ostatnia walka, które zdobyłem po kilkugodzinnym oczekiwaniu w kolejce przed kasą kina Leningrad, która ciągnęła się aż do kina Przyjaźń. Odmawiał. Nie widziałem możliwości bliższych z nim spotkań jeśli inicjatywa nie wyszłaby od niego. Nieoczekiwanie sytuacja sama się rozwiązała i to w…